<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" version="2.0" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"><channel><title><![CDATA[Psowaty]]></title><description><![CDATA[Blog o białym malamucie Hakerze z hodowli Wataha z Doliny Raby i łajce jakuckiej Ergo z hodowli Diament Jakucji. ]]></description><link>http://psowaty.blog/</link><generator>Ghost 0.11</generator><lastBuildDate>Thu, 03 Oct 2024 08:28:30 GMT</lastBuildDate><atom:link href="http://psowaty.blog/rss/" rel="self" type="application/rss+xml"/><ttl>60</ttl><item><title><![CDATA[To cóż, że ze Szwecji]]></title><description><![CDATA[<p>Od mniej więcej trzech tygodni domem Psowatej rodziny jest Oxie w Szwecji. Skandynawia kusiła nas długo, chyba jeszcze przed psami, możliwe, że przed dziećmi. Kusiło nas pomieszkanie gdzieś poza Polską. Pomieszkiwaliśmy sobie zresztą krótko w różnych miejscach świata - Dorota miała przygodę życia z Japonią, Tomek ze Stanami i Kanadą.</p>]]></description><link>http://psowaty.blog/2021/11/26/to-coz-ze-ze-szwecji/</link><guid isPermaLink="false">fabfeee4-1d36-40d2-82ec-d2265dfdfb2c</guid><category><![CDATA[porady]]></category><category><![CDATA[podróże]]></category><category><![CDATA[pies]]></category><category><![CDATA[weterynarz]]></category><dc:creator><![CDATA[bayushi]]></dc:creator><pubDate>Fri, 26 Nov 2021 12:49:31 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2021/11/IMG_20211105_150219.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2021/11/IMG_20211105_150219.jpg" alt="To cóż, że ze Szwecji"><p>Od mniej więcej trzech tygodni domem Psowatej rodziny jest Oxie w Szwecji. Skandynawia kusiła nas długo, chyba jeszcze przed psami, możliwe, że przed dziećmi. Kusiło nas pomieszkanie gdzieś poza Polską. Pomieszkiwaliśmy sobie zresztą krótko w różnych miejscach świata - Dorota miała przygodę życia z Japonią, Tomek ze Stanami i Kanadą. A Skandynawia kusiła nadal - jest względnie blisko do Polski, jest czyste powietrzem, spokój, mieszka tu rodziną, są wysokie podatki. No dobra, to ostatnie kuszące nie jest. W końcu przegadaliśmy, przemyśleliśmy, przeplanowaliśmu i stwierdziliśmy, że jak nie teraz, to chyba już nigdy. </p>

<p>I stało się, 4 listopada wyjechała spod domu ciężarówka z naszym dobytkiem (wliczając w to psie kenele!), a 5 listopada nasza szósta (4 ludzi i 2 psy) weszła na pokład promu "Nils Holgerson" (ten od Cudownej Podróży) i ruszyła w podróż. Przygotowania do tego momentu trwały nieco dłużej, w zasadzie od końca sierpnia tematem wiodącym była przeprowadzka.</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2021/11/IMG_20211105_150219-1.jpg" alt="To cóż, że ze Szwecji"></p>

<p>Mój Ergut jest psem chorującym na tarczycę, mającym problem ze skaczącym w kosmos testosteronem i będącym chwilowo na lekach przeciwlękowych, bo chłopak jest nieziemsko wrażliwy i kilka nieprzyjemnych sytuacji (ataki psów), bardzo go wycofało. Leczymy się u cudnych wetek już spory kawał czasu, więc wszelkie wyniki mieliśmy na bieżąco monitorowane, a dawki leków modyfikowane. Pojawiła się jednak kwestia kastracji - czy w ogóle, czy w znanej klinice, czy czekać i ewentualnie po przeprowadzce. Ergo swój testosteron wyładowywał na Hakerze (i każdym innym samcu, który choćby pojawił się w okolicy), więc sytuacja była napięta. Sama odradzam kastrację lękowych psów, a tutaj musiałam zdecydować. Wcześniej sprawdzaliśmy kastracją chemiczną zachowanie i było znacznie lepiej, więc ewentualną operację chciałam jednak zrobić w naszej klinice odpowiednio wcześniej. Udało się i jeden z naszych psów jest oficjalnie bezjajeczny. Drugi na chemii, ale zupełnie nie ma żadnych zmian przed chemią i na chemii</p>

<p>Haker to z kolei pies z charakterem czołgu jeśli chodzi o różne zawirowania, więc wiedziałam, że raczej nie będzie problemów przeprowadzkowych, ale i tak w porozumieniu z lekarkami, zdecydowaliśmy się obydwa psy wesprzeć medykamentami. Chłopcy dostali obroże feromonowe, Haker odpowiednio wcześniej Relaxigen, a Ergo dalej brał swoje leki i odstawianie mamy zaplanowane na za jakiś czas. Relaxigen to tryptofan, dostępny wyłącznie w gabinetach weterynaryjnych. Jego producentem jest Ilovet i przyznaję, że w ostatnim czasie zostałam wielką fanką ich preparatów. Poradziliśmy sobie z alergią i problemami skórnymi Hakera, brał je też jako wsparcie po operacji (wycinaliśmy mastocytomę). </p>

<p>A co trzeba zrobić, żeby móc leganie przewieźć zwierzaka z Polski do Szwecji? Przemieszczanie się między krajami UE jest łatwiejsze niż podróżowanie poza Unię nie tylko dla ludzi, ale też dla zwierząt. </p>

<p>Zwierzak musi:</p>

<ul>
<li>posiadać chip identyfikacyjny</li>
<li>posiadać paszport</li>
<li>mieć ważne szczepienie p. wściekliźnie</li>
<li>my musimy zgłosić psa na cle - można to zrobić online: <a href="https://privattjanster-djuranmalan.tullverket.se/anmalan/en/djur">https://privattjanster-djuranmalan.tullverket.se/anmalan/en/djur</a></li>
</ul>

<p>Psy, które nie spełnią tych warunków mogą zostać natychmiast uśpione, więc raczej nie warto tu kombinować. Co ciekawe, znalazłam informację, że rasą zakazaną w Szwecji jest wilczak czechosłowacki i saarloos. <a href="https://viajedemascotas.com/en/breeds-of-dogs-banned-in-europe/">https://viajedemascotas.com/en/breeds-of-dogs-banned-in-europe/</a> </p>

<p>Ponieważ jestem typem panikarza, nasze psy miały w paszporcie więcej informacji:</p>

<ul>
<li>wpisane wszystkie szczepienia na choroby zakaźne</li>
<li>wpisane odrobaczenie i zrobione na 48 h przed podróżą</li>
<li>wpisane zabezpieczenie przed kleszczami</li>
<li>zostały zbadane na 24h przed podróżą z odpowiednim wpisem w paszport</li>
</ul>

<p>Na miejscu będziemy musieli się jeszcze zarejestrować, ale najpierw musimy mieć ogarnięte nasze papiery. A to niestety trwa. I trwa. I trwa. Mam wrażenie, że urzędowe sprawy w Szwecji to głównie czekanie. Niestety. Nasze dzieci czekają na szkołę i może zdążą do niej pójść przed Gwiazdką (tutaj będzie przerwa semestralna), ale nie mamy pewności. Tomek, który w Szwecji mieszkał już we wrześniu  niektóre rzeczy już zdążył ogarnąć, ale też czeka na całą masę innych rzeczy.</p>

<p>Nie chcieliśmy dokładać psom stresu i podróży samolotem, więc przemieszczaliśmy się samochodem i promem. Różni przewoźnicy mają różne regulacje odnośnie przewozu zwierząt. Większość wymaga zarezerwowania kabiny, jest ich ograniczona ilość, więc trzeba odpowiednio wcześniej to zrobić. Nasza linia chyba nie miała żadnych wymagań, bo sporo psów podróżowało na pokładzie. Ponieważ podróż zajmuje 6 godzin, to kabina jest zwyczajnie wygodna. Poza naszymi, żaden z psów nie przebywał na promie w kagańcu, ale jak sprawdzałam teoretycznie jest wymóg smycz i kaganiec w częściach wspólnych. Moje chłopaki od dłuższego czasu noszą kagańce JVM (Ergo) i Chopo (Haker). Pozbyliśmy się wcześniejszych Baskervilli, bo jednak mocno opierały się na nosach i nieco obcierały. Minusem jest rozmiar i waga tych kagańców, ale psom zdecydowanie pasują. Kagańce stały się musiem, kiedy chłopcy mieli trudny okres w swojej relacji i dla pewności na spacery wspólne chodzili zakratkowani. </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2021/11/IMG_20211120_110655.jpg" alt="To cóż, że ze Szwecji"></p>

<p>W zasadzie do Szwecji mogliśmy wyjechać nieco wcześniej, ale trochę zajęło znalezienie psiolubnego domu do wynajęcia. Na wiele zapytań nie uzyskaliśmy odpowiedzi, ale w końcu się udało. Do tego jesteśmy farciarzami i wylądowaliśmy w tym samym miasteczku, co nasza rodzina. Dzieciaki są tym zachwycone i odwiedzają się co chwilę, nam przypadło szybkie zapoznanie futer. Malamut i łajek mają psia kuzynkę Lunę - cavalierkę. Relacje chłopaków i Luny wyglądają dobrze, chociaż Ergo w początkowym stresie obburczał ją nieco. Haker po początkowej ekscytacji, trochę olewa. Największym wyzwaniem jest relacja chłopaków w emocjach na Lunę. Ale problem relacji dwóch samców to problem, z którym zmagamy się od pewnego czasu. Na szczęcie z sukcesami. </p>

<p>Powoli opada kurz chaosu. Nadal spora część naszych gratów jest spakowana w kartony, ale  większość mebli stoi, powoli uczymy się nowych rytmów dnia, miejsc. Haker już ma suple odstawione, Ergo na razie na lekach, niedługo będziemy wybierać się tutaj do weterynarza, żeby zbadać hormony tarczycowe i wtedy decydować, co dalej z lekami. Miejscówkę mieszkaniową mamy świetną, wokół masa zieleni, park, dość pusto, ale jednak to nie jest wioska, do jakiej psy były przyzwyczajone, wiec regularnie spotykamy i psy i ludzi. Psy są różne - są takie co się wyrywają i szczekają, są grożące, bojące, neutralne, ale jestem zachwycona opiekunami psów. Psy są na smyczach, nie ma podbiegaczy. Ludzie sami z siebie zarządzają przestrzenią. Nie ma sytuacji, że ktoś się na nas pcha, jest dużo mijanek łukiem, sporo osób się zatrzymuje i daje przejść innym. W trakcie jednego z pierwszych spacerów, gdy sprzątałam kupę, a psy trzymałam sobie na jedna ręką, kątem oka zobaczyłam, że z jednej i drugiej strony idą ludzie z psami. O ile w spokojnym i pustym miejscu, psy są spokojne, nieszarpiące, to przy innych psach już może być różnie - a ja kucam, trzymam sobie te smycze za rączki. Sytuacja do paniki. Tymczasem, jedni i drudzy ludzie zatrzymali się w odległości, przeczekali aż się ogarnę i kawałek odejdę i dopiero kontynuowali spacer. <br>
Dla Erga te doświadczenia są szalenie ważne. W końcu chłopak na prawie każdym spacerze przekonuje się, że psy nie chcą go zjeść (no dobra, może i chcą, ale są daleko, więc można wyluzować). W końcu osiągamy jakiś spokój na spacerach w pobliżu psów. W Polsce mieliśmy postępy, które potem nam jakaś sytuacja totalnie niszczyła i tak robie robiliśmy kolka kroków w przód, kilka w tył. Jak tu utrzyma się ta tendencja, to może w końcu odpracujemy największy psi stresik.</p>

<p>Po raz kolejny też zachęcę do używania klatki. Pomogły one niesamowicie psom ogarnąć początkowe dni w nowym miejscu, nam dawała kontrolę i możliwość odseparowania psów od siebie i kręcących się po domu ludzi z ekipy przeprowadzkowej. Psy, odesłane do klatek, są w stanie zasnąć i odpocząć. Ponieważ wynajmujemy dom, to też dają nam luz psychiczny, gdy musimy wyjść, chociaż pewnie za jakiś czas psy będą zostawać luzem. </p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Mój pies jest vege]]></title><description><![CDATA[<p>Znów po dłuższej przerwie przychodzę z artykułem. Wpis miał pojawić się już dawno, napisany był pod koniec lipca. Ale ponieważ u mnie sporo zmian, o których też wam niedługo napiszę, to teraz trochę o żywieniu. Temat dla mnie ważny od dawna - od szczeniaka Haker miał kłopoty trawienne, potem podkręcanie</p>]]></description><link>http://psowaty.blog/2021/09/16/moj-pies-jest-vege/</link><guid isPermaLink="false">c3f00140-20f6-48cb-90d0-4d7c6161d000</guid><category><![CDATA[żywienie]]></category><category><![CDATA[porady]]></category><category><![CDATA[mięso]]></category><category><![CDATA[jesień]]></category><category><![CDATA[jedzenie]]></category><dc:creator><![CDATA[bayushi]]></dc:creator><pubDate>Thu, 16 Sep 2021 07:28:52 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/20161224_094957.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/20161224_094957.jpg" alt="Mój pies jest vege"><p>Znów po dłuższej przerwie przychodzę z artykułem. Wpis miał pojawić się już dawno, napisany był pod koniec lipca. Ale ponieważ u mnie sporo zmian, o których też wam niedługo napiszę, to teraz trochę o żywieniu. Temat dla mnie ważny od dawna - od szczeniaka Haker miał kłopoty trawienne, potem podkręcanie emocji przez kukurydzę, a u Ergo alergia powodująca mocną reaktywność. Inspiracją jednak była dyskusja na grupie wegetariańskiej o żywieniu psa bezmięsnie. </p>

<p><strong>Dlaczego nie węglowodany?</strong></p>

<p>Węglowodany nie stanowią jednorodnej grupy substancji żywieniowych, gdyż różnią się budową, stopniem trawienia czy indeksem glikemicznym (IG). Węglowodany dzieli się ze względu na liczbę jednostek cukrowych w cząstce - cukry proste (monosacharydy) oraz cukry złożone, do których należą oligosacharydy (cukry złożone małocząsteczkowe)oraz polisacharydy (cukry złożone wielocząsteczkowe). O wartości biologicznej węglowodanów decyduje ich strawność, która zależy od budowy chemicznej i stopnia przetworzenia. Roślinożerne zwierzęta i zwierzęta wszystkożerne (w tym człowiek) mają układ pokarmowy przystosowany do trawienia złożonych węglowodanów, charakterystycznym elementem jest obecność enzymu amylazy w ślinie, która wstępnie "nadtrawia" węglowodany, dzięki czemu są one lepiej przyswajalne i mniej obciążają produkującą amylazę trzustkę. Psy tego enzymu w ślinie naturalnie nie posiadają. Te które są regularnie karmione dużą ilością węglowodanów, są w stanie zacząć ją produkować, jednak zdolność ta nie jest przekazywana genetycznie. Do tego dochodzi budowa szczęki, zębów, które nie są przystosowane do dokładnego roztarcia posiłków węglowodanowych na maleńkie kawałki, więc zalegają one w żołądku, obciążając go i zwiększając ryzyko problemów trawiennych, a także skrętu żołądka. Sam żołądek psowatych i kotowatych ma mocno odmienną budowę od zwierząt przyswajających energię głównie z węglowodanów. Nie oznacza to, że psy w ogóle z węglowodanów nie skorzystają. Jeśli zostaną one odpowiednio przetworzone (w karmach), to zwierzę w węglowodanów skorzysta. Innym sposobem jest dodawanie do karm skrobi. Do trawienia skrobi wystarczy już amylaza z trzustki. Naturalnie żyjące psowate jednak nie mają szansy szczególnie z węglowodanów skorzystać, bo muszą zostać one odpowiednio przetworzone. Eksperyment domowy na wchłanialność można przeprowadzić podając psu marchewkę - surową z całości i ugotowaną, drobno przetartą. Ta pierwsza wyjdzie z psa niemal niezmieniona, czyli niewiele korzyści pies z niej wyciągnął, poza na pewno frajdą z żucia. </p>

<p>Mamy też węglowodany, które nie tylko są nieodpowiednie, ale mogą być szkodliwe. Jest nim np. kukurydza, która zaburza wchłanianie tryptofanu, prekursora serotoniny i może wpływać na reaktywność, w tym agresywność psów. Pszenica jest najczęstszą przyczyną alergii, a względnie bezpieczne zboża to ryż, proso i owies. </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/20161224_094957-1.jpg" alt="Mój pies jest vege"></p>

<p><strong>Dlaczego nie białko roślinne?</strong></p>

<p>Psowate żyjące dziko nie jadają strączków w ogóle. Człowiek praktycznie też nie jada surowych strączków. Np ciecierzyca (ale też inne strączki) zawiera tzw substancje antyodżywcze - inhibitory trypsyny, saponiny i kwas fitynowy. Inhibitory trypsyny to związki którą mają działanie hamujące enzymy trawienne odpowiedzialne za rozkład białek, w więc zmniejszają strawność produktu. Działa nie kwasy fitynowego polega na  tworzeniu fitynianów, łącząc się z pierwiastkami takimi jak cynk, żelazo, magnez, wapń, co prowadzi do zaburzenia ich wchłaniania. W celu pozbycia się związków antyodżywczych i poprawienia strawności strączkowych przygotowanie strączków namaczanie i długie gotowanie.</p>

<p>Skoro dla przyswajalności białka w strączkach konieczna jest obróbka, której żaden psowaty nie jest w stanie przeprowadzić, to widzimy, że taki wybór jest daleki od naturalnego wyboru psa. Strączki surowe zjadają więc zwierzęta, które mogą z nich skorzystać w takiej formie, pozostałe zwierzęta ich nie nie ruszają. W karmach białko jest przetworzone, a więc teoretycznie jest ok dla psa. Jednak duża ilość strączków w diecie psa stosowana jest od względnie krótkiego czasu i ma silny związek z unikaniem zbóż w diecie psa. Czymś trzeba chrupkę wypełnić, a jak nie zbożem, to może takim strączkiem. Dodatkowo białko roślinne podbije całościową ilość białka w karmie, więc będzie karma wysokobiałkowa, a wysokobiałkowa to dobrze, bo znaczy, że dobrze odżywia. Nadmiar białka wcale jednak nie jest dobry, bo możne zaburzyć pracę nerek, prowadząc do ich zniszczenia. Na pewno obciąża też wątrobę i trzustkę. Białka roślinne pod względem zawartości aminokwasów nie pokrywają się też dokładnie z aminokwasami białka zwierzęcego (np arginina i tauryna, które są niezbędne w diecie psowatych i kotowatych), rezygnując więc z białka mięsnego, koniecznie trzeba wprowadzić suplementację. Można, ale po co? Może łatwiej po prostu dać to, co jest niezbędne w pokarmie? Nie wiadomo też tak naprawdę jak długofalowe podawanie białka roślinnego wpływa na psa. Coraz częściej można natknąć się na artykuły wysnuwające na razie ostrożne wnioski na temat związku wysokiej zawartości roślin strączkowych w diecie psa z DCM (Dilated Cardiomyopathy) – kardiomiopatią - powiększenia objętości jam serca wraz z jednoczesnym ścieńczeniem ścian komór. Choroba ta dotyka bowiem niezależnie od karmienia niektóre rasy psów, ale jej pojawienie się w innych rasach dało impuls do badań, czym psy były karmione i okazało się, że były pokarmy zawierające groch, soczewicę, inne nasiona roślin strączkowych lub ziemniaki jako główny składnik. (badania Biura ds. Nadzoru i Zgodności Centrum Medycyny Weterynaryjnej FDA, <a href="https://www.fda.gov">https://www.fda.gov</a>)</p>

<p><strong>Pies mięsożerca, czy względny mięsożerca?</strong></p>

<p>Tak naprawdę to mięsożerca, ale mogący zjadać pokarmy niemięsne. Jeśli pies ma możliwość to wybierze pokarm zawierający dużo białka i tłuszczu zwierzęcego. Nie musi od razu w tym celu polować na duże zwierzęta, ale nie pogardzi kurą, wiewiórką, kretem, myszą. Chętnie zjadana jest padlina, a kwaśny odczyn żołądka sprawia, że psy żywiące się padliną w zasadzie dość rzadko chorują. Gdy na terenie dziko żyjących psów nie ma wystarczającej ilości pokarmu mięsnego, psy przekopują śmietniki i żywią się czymkolwiek. Z tego my ludzie wysnuliśmy fałszywy wniosek o wszystkożerności. Pies może jeść różne produkty, gdy musi. Gdy ma wybór, wybiera mięso. Zbyt długie spożywanie produktów roślinnych osłabia, powoduje niedobory, choroby. My ludzie, w swojej mądrości, postanowiliśmy jednak napchać psy roślinkami. No i faktycznie niekoniecznie mamy od razu problemy, bo karma jest dopakowana suplementami (ciekawe czy one też są wegetariańskie, prawda?). Dodatkowo mamy przecież "mój pies je wegańsko i nic mu nie dolega, badania idealne". No to fajnie, ale jednak nigdy nie wyciągamy wniosku na jednym osobniku. Znam osoby jedzące głównie fastfoody i ogólnie żywiących się tak, że dramat, a są zdrowi. Świetnie dla nich. </p>

<p><strong>Parę słów o kupie</strong></p>

<p>Kupa prawdę powie. Nie bez przyczyny na większości grup poświęconych żywieniu psów dużo pisze się o psich kupach. Na podstawie tego, co pies wydala i w jakiej objętości, dużo możemy powiedzieć na temat strawności danej karmy. Gdy podamy psu michę ryżu z warzywami i mięsem, psia kupa będzie ogromna, spore objętości mamy też przy tradycyjnych karmach na białku zwierzęcym, z powodu wypełniaczy. Najmniejsze kupy mamy na diecie BARF lub gotowany BARF, czyli prosty wniosek - to najlepiej przyswajalny rodzaj karmy, wchłania się niemal całkowicie, nie ma zbędnych, niestrawionych resztek. Test kupy pozwala nam też z grubsza określić strawność karmy, bo może warto zmienić ją na inną. Widok dziwnej kupy też jest często sygnałem dla właścicieli, że coś się z psem dzieje, np pojawiła się alergia bądź nietolerancja, zmienił się skład karmy, lub pies ukradł kawał kiełbasy.</p>

<p><strong>Vege być</strong></p>

<p>Dla mnie bycie vege oznacza jak najlepsze zadbanie o dobrostan zwierząt. W świecie przemysłowej hodowli zwierząt, jeśli chcemy zwierzęciu zaoszczędzić cierpień to w zasadzie musimy zrezygnować ze zjadania mięsa (wegetarianie/vege) lub jakichkolwiek produktów odzwierzęcych - mleka, jajek (wegan/vega). Człowiek świadomie może dokonać takiego wyboru, tym bardziej, że budowa anatomiczna i fizjologia znajduje odzwierciedlenie we wszystkożerności naszych przodków. Psy nie mają wyboru, bo jakby go miały, to nie mielibyśmy wątpliwości jak je żywić. Jeśli jesteś ortodoksyjnie vega, to oddaj psa. Bo tak naprawdę powinieneś uznać, że trzymanie psa jest zaspokojeniem egoistycznej zachcianki. A jeśli w dodatku żywisz pokarmem roślinnym, to odmawiasz psy naturalnych składników ryzykując choroby i problemy behawioralne. Decydując się na psa, zgadzasz się na zaspokojenie jego potrzeb życiowych i żywieniowych. Karmienie wegetariańskie, choć jest możliwe jest dalekie jednak od dbania o dobrostan zwierzęcia. </p>

<p><strong>A może owady</strong></p>

<p>Karmy oparte na owadach, to nadal mięsne karmy, znów nie do zaakceptowania przez ortodoksyjnych wegetarian i wegan, są chyba najbardziej etycznymi i zdrowymi karmami dla psa, jeśli już bardzo chcemy unikać mięsa ssaków, ptaków i ryb. Mają łatwo przyswajane białko zwierzęce, a i koszt ich pozyskania jest ekologicznie niewielki, a więc zawsze to jakaś cegiełka dla planety i zachowania bogactwa świata flory i fauny. Niestety jak przeglądałam składy dostępnych karm robakowych, to w niektórych skład "robaków" osiągał zaledwie 10 procent, a resztą były przeróżne wypełniacze, w tym często nielubiana przez nas kukurydza. Innym minusem karmy była też cena, bo jednak ponad 300 zł za 12 kg karmy, to naprawdę dużo. Szkoda, że w tej kwestii mamy do czynienia z nabijaniem kasy pod płaszczykiem bycia ekologicznymi. Tym bardziej, że reszta składu tej karmy też nie powala na kolana, są w niej produkty tanie. Jednak widzę, że coraz więcej firm zaczyna mieć w ofercie robaczki, więc może będzie to niedługo fajna i nie tak droga alternatywa.</p>

<p>Jak jedzą moje chłopaki. Po wielu próbach i testach alergicznych musiałam wybrać coś, co nie załamie mnie finansowo, będzie różnorodne dla nich (jedzenie ma wpływ na zachowania psa!), dobrze wchłanialne, nie rozwali im układu trawiennego. Ponieważ mają alergię na ryby i sporo gatunków mięs, karma sucha to robaki z VetExpert, wymiennie z Trovet (ale on wyraźnie mniej smaczny). Moje chłopaki mają rotację, więc dzień suchej, mokrej, mięsa. Chodzi o to, że w danym dniu nie mieszam im rodzajów karmy. Jak jest sucha, to sucha, jak puszki, to puszki (wybieramy RawPaleo, Dolinę Noteci Pure lub Superfood, Pupil monoproteinę, Brit monoproteinę), jak mięso to mięso - chłopakom wolno drób. Ilość dni na danym pokarmie zależy już od mojego ogarnięcia. Najrzadziej aktualnie jest mięso, ale mam nadzieję, że kiedyś tę proporcję odwrócę. Gdy jest dzień mięsny chłopaki dostają też suple.  </p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Welcome back!]]></title><description><![CDATA[<p>Czasem człowiek potrzebuje przerwy. Czasem przerwy są długie. Miałam ogromny problem z mobilizacją, siedzeniem i pisaniem bloga. Wydarzyło się jednak całkiem dużo, więc ten wpis będzie trochę spisem treści naszych ostatnich miesięcy. Jeśli jakiś temat szczególnie was zainteresował, to dajcie znać, chętnie napiszę więcej. </p>

<ul>
<li>W czerwcu ukończyłam kurs instruktora noswork</li></ul>]]></description><link>http://psowaty.blog/2020/09/11/welcome-back/</link><guid isPermaLink="false">b827ec5e-1c5a-48e3-9c02-d973820f5753</guid><category><![CDATA[pies]]></category><category><![CDATA[podróże]]></category><category><![CDATA[trening]]></category><category><![CDATA[tropienie]]></category><category><![CDATA[mantrailing]]></category><category><![CDATA[Getting Started]]></category><category><![CDATA[behawioryzm]]></category><category><![CDATA[szkolenie]]></category><category><![CDATA[choroba]]></category><category><![CDATA[weterynarz]]></category><category><![CDATA[węch]]></category><category><![CDATA[wyjazd]]></category><dc:creator><![CDATA[bayushi]]></dc:creator><pubDate>Fri, 11 Sep 2020 18:07:10 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/IMG_20200705_092025-1.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/IMG_20200705_092025-1.jpg" alt="Welcome back!"><p>Czasem człowiek potrzebuje przerwy. Czasem przerwy są długie. Miałam ogromny problem z mobilizacją, siedzeniem i pisaniem bloga. Wydarzyło się jednak całkiem dużo, więc ten wpis będzie trochę spisem treści naszych ostatnich miesięcy. Jeśli jakiś temat szczególnie was zainteresował, to dajcie znać, chętnie napiszę więcej. </p>

<ul>
<li>W czerwcu ukończyłam kurs instruktora noswork według standardów Stowarzyszenia Nosework Club Polska. Z racji covido-szaleństwa kurs odbył się online, co było podwójnie angażujące, bo nie dość, że wykonywaliśmy ćwiczenia, to jeszcze trzeba było je nagrać, wysłać, przegadać z instruktorami. W którymś momencie złapałam się na tym, że mam dość ekranu i kręcenia filmów. Ale udało się i po zdaniu egzaminów przed międzynarodową komisją jestem instruktorem psiej pracy nosem. W kursie uczestniczyły moje obydwa psy, a dodatkowo w ramach jednego z zadań egzaminacyjnych pracowałam z buldogiem angielskim Romą i łajką Ceresem i ich opiekunkami. Było to świetne doświadczenie. We wrześniu zaczęłam uczyć pierwszych kursantów. Powiem szczerze, że jednoczesne układanie skrytek, wymyślanie, a potem przechodzenie z psami jest dość męczące. Chętnie udam się do kogoś, kto będzie mi ogarniał kwestie techniczne, a ja sobie stanę na starcie i pójdę z psem do roboty. Nie przepadam za szykowaniem zagadek dla siebie. Pod inne psy – proszę bardzo. </li>
</ul>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/IMG_20200705_092025.jpg" alt="Welcome back!"></p>

<blockquote>
  <p>Podróże małe i duże</p>
</blockquote>

<ul>
<li>W sierpniu miałam być z Ergutem na wyczekiwanych klasach komunikacji z Mariną Grafagnoli. Niestety znów pandemia zmieniła nam plany. Może za rok się w końcu uda. Miałam jednak trochę wolnego w sierpniu, więc postanowiłam, że może jeszcze jeden kursik instruktorski zrobię. Tym sposobem jestem od niedawna instruktorem Rally-O i przygotowuję kurs dedykowany moim psim absolwentom i ich opiekunom, którzy wkręcili się fajnie w pracę z psami i chcą ćwiczyć dalej. Posłuszeństwo na luzie jest bardzo fajne, choć nie jestem przekonana, że to sport dla każdego. Tutaj też czeka mnie ogarnięcie przestrzenne, bo żeby przygotować plac, trzeba doskonale znać poszczególne znaki. Trzeba pomyśleć, jak po kolei pójdzie zespól pies i opiekun i zapewnić im komfort pracy, żeby np, jakieś ćwiczenie nie kończyło się na płocie. Mniejszym kłopotem jest samo przećwiczenie z psami poszczególnych zadań. W klasie 1 i 2 większość ćwiczeń jest spokojnie do wypracowania z większością psów.</li>
</ul>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/DSC_2921.JPG" alt="Welcome back!"></p>

<blockquote>
  <p>Rally-O i nasze siady</p>
</blockquote>

<ul>
<li><p>Kurs rally obedience ukończyłam z Hakerem. Wiadomo, że na części ćwiczeń „malamucił” i udawał, że nie do niego mówię, a w ogóle to tam są ciekawe zapachy i nie może mnie słuchać. Na niekorzyść działała też pogoda, jeden z najupalniejszych weekendów tego lata. Jednak były momenty, gdy zbierał się w sobie i przypominał, że jednak w sumie to lubi ćwiczyć. Ja też lubię ćwiczyć z nim. Niesamowicie mi pies dojrzał, zmądrzał, stał się fajnym towarzyszem. Hakera wypożyczyłam też na Dniu Otwarym Rally w mojej szkole. Naprawdę fajnie pracował z innymi osobami. Miło zobaczyć efekty pracy z psem.</p></li>
<li><p>Ergo za to wymiata w pracy nosem. Regularnie zaczęliśmy trenować mantrailing pod okiem Asi z Krakowskiej Grupy Tropiącej, która po zobaczeniu pracy i Hakera i Ergo, powiedziała, że więcej sensu ma praca z Ergutem. Młody co prawda mocno się nakręca, trochę popiskuje na startach, ale jak już zacznie pracować, to jest po prostu ślicznie. Równie dużo frajdy miał z szukania zapachów. Dzięki instruktażowi Jagny udało nam się w końcu wyjść z szukania zapachu w pojemnikach. Wcześniej miałam tak, że jak były pojemniki, to było szukanie, a ich brak powodował jojczenie. Uświadomiłam sobie jak bardzo wrażliwym i delikatnym psem jest Ergo. Niby taki pierwotniak z dalekiej Jakucji, twardziel powinien być, a on jest niesamowicie delikatny i potrzebuje wprowadzania nowości bardzo pomału i bardzo jasno. Inaczej spala się, pragnąć zgadnąć, o co mi może chodzić. Co ciekawe, nakręcenie zupełnie nie przeszkadza mu w kontynuowaniu śladu. Jak są trudne sytuacje ściągam go na bok, mamy przerwę, a potem wraca pracować. Dzielny, dzielny pieseczek. </p></li>
</ul>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/IMG_20200909_131408.jpg" alt="Welcome back!"></p>

<blockquote>
  <p>Zobacznie jaki on śliczny!</p>
</blockquote>

<ul>
<li>Miałam ogromną przyjemność przeprowadzić testy szczeniąt w dwóch hodowlach. Jedne robiliśmy na podstawie Cambella, drugie Volharda. Wiadomo, że testy są tylko bardzo zgrubnym zapisem wycinka życia szczeniaka, ale na pewno test Volharda jest bardziej szczegółowy i, w moim odczuciu, bardziej miarodajny. Generalnie w obu hodowlach testy zgadzały się z obserwacjami hodowców. Szczeniory mam na oku i jestem bardzo ciekawa, jakie będą za rok, dwa, ale nawet za 2-3 miesiące. Tak się ciekawie złożyło, że niektóre są w rękach moich znajomych. Testowanie szczeniąt to prześwietny aspekt mojej pracy. Można sobie pomiziać, pomiętolić i wyprzytulać takie kuleczki. I nie trzeba sprzątać siuśków. </li>
</ul>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/received_322802602101437.jpeg" alt="Welcome back!"></p>

<blockquote>
  <p>Takie cuda!</p>
</blockquote>

<ul>
<li><p>Psowaty Szkoła zyskała w ostatnim czasie teren treningowy. Od czerwca mam ogrodzony plac. Daje to niesamowite możliwości, ale niestety zbliża się zima i wczesny zmrok. Plac pozbawiony jest przyłączy, więc w ramach kombinowania stałam się właścicielką generatora i przenośnych reflektorów. Jeden już zdążył się spalić podczas pierwszych zajęć. I ciężko powiedzieć, czy był wadliwy, czy wadliwy był generator, czy co się właściwie stało. Jakby ktoś miał jakieś porady, to chętnie przyjmę. Na placu stanął też namiot wielkości 6x10 metrów, więc jak odzyskam światłość, to będę tam prowadzić część zajęć. Nadal mamy do dyspozycji salę (z normalnym oświetleniem), ale mój ukochany Dom Kultury tak się rozrósł, że salę mamy tylko jeden dzień w tygodniu. Z jednej strony ogromnie mnie cieszy, że dziewczyny tak pięknie rozruszały miejsce, że dzieje się tam tak dużo, z drugiej sama chciałabym tam bywać więcej. </p></li>
<li><p>Mam teraz świetne grupy psio-ludziowe. W każdej pracy z ludźmi bywa różnie, od konfliktów, poprzez ogólny brak chemii, po świetną współpracę. W ostatnim czasie mam dużo szczęścia do ludzi. Niesamowicie dodaje to skrzydeł i napędza do dalszej pracy. Psy też przeróżne, jest też trochę sporych wyzwań, które czasem spędzają sen z powiek. Dosłownie nie śpię, bo jednak trudno mi czasem nie przynosić pracy do domu. Fajnie jednak jest mieć jednocześnie hobby i pracę. </p></li>
</ul>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/IMG_20200615_111516.jpg" alt="Welcome back!"></p>

<blockquote>
  <p>Dzięki Klaudii z Let'Sniff mam też piękną pojemną psią torbę, psy mają też smycze, linki. Wszystko superowo porządne i śliczne!</p>
</blockquote>

<ul>
<li><p>Żywienie. Ruski kundel ma nie tylko wrażliwą duszę, ale też najwyraźniej francuskie podniebienie. Gdy sucha karma nie podeszła smakowo, potrafił się głodzić 3 dni, czwartego zjeść tak 1/6 porcji dziennej karmy i znów nie jeść 3 dni. Niby taka matka tyran, która uznawała, że w końcu zje, nie dawałam smaczków, więc wydawało się, że w końcu mu minie. No nie minęło, a ja stwierdziłam, że jednak nerwowo nie wytrzymam i aktualnie mam psy na barfo-puszkach. Rusek potrafi puszką też pogardzić. A ja naprawdę nie ogarniam czasowo polowania na okazje mięsne. A przy dwóch bykach, które pochłaniają ponad kilogram żarcie dziennie, to niedługo nie miałabym pieniędzy na żywienie. Daję więc puchy i tak. Na plus zaliczam to, że w końcu ogarnęłam temat barfa.</p></li>
<li><p>Ogarnianie tematu żywienia zaczęłam od notatek i materiałów z ukończonego już jakiś czas temu kursu: "Dietetyka weterynaryjna psów i kotów", a rozszerzałam wiedzą o BARF. No i powstał mi z tego pomysł na żywieniowy poradnik, w którym znajdują się opisy różnych stylów żywienia z plusami i minusami. Znajdują, bo poradnik już napisany, a teraz czeka na redakcję i korektę. Tak więc obok szkoły, webinarów, kiełkuje kolejna działka działalności. </p></li>
</ul>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/IMG_20200716_095839-1-.jpg" alt="Welcome back!"></p>

<blockquote>
  <p>"Na akitę". Ryjek z lekka niemalamuci w tym kołnierzu, za to można położyć głowę jak na podusi. </p>
</blockquote>

<ul>
<li>Psie zdrowie. W ostatnim czasie mieliśmy nieco więcej wizyt w naszej ulubionej lecznicy. Imprezować z weterynarzem zaczął Ergo od niewiadomego pochodzenia zatrucia. Wyglądało na tyle poważnie, że przebadaliśmy chłopaka, odkrywając przy okazji coś w stylu nadwrażliwości dotykowej, a lekarze połączyli to jeszcze z tym, że narzekałam na jakość futra i głodówki Erguta i zrobili badania tarczycy, w których wyszła niedoczynność. Na szczęście/nieszczęście okazało się, że najprawdopodobniej jest to wina Superlorinu (chip kastracyjny), bo kolejne badanie po miesiącu już wyszło ok. Oznacza to, że młody kastrowany być nie powinien. Po Ergucie pochorował się Haker. Dopadło go jakieś uczulenie, powygryzał się do krwi i trzeba było wykąpać. Pani doktor zadecydowała, że kąpiemy w specjalnych specyfikach, maziamy maściami, przy okazji pobieramy krew do badań wszelakich (to już moja decyzja, bo uznałam, że jak mamy psa na głupim jasiu, to skorzystajmy i zróbmy pełniusieńki przegląd). Kąpanie Hakera to było wyzwaniem dużym, na szczęście bardzo pomogła nasza weterynarz. Ponieważ zawsze mam wyrzuty sumienia, jak robię coś z jednym psem, a z drugim nie, to Erguta też zatargałam na czesanie i pobieranie krwi na wszytko, co możliwe. Chłopcy zdrowi, ale jeszcze czekamy na wynik alergii pokarmowych. Oboje byli bowiem przez jakiś czas różowi, wylizujący się, drapiący i trochę miałam problem, czy to nie kwestia karmy. Mam podejrzenie, że jednak to był konkretny rodzaj karmy (Purizon), która już kiedyś nieco nam bruździła, bo teraz w zasadzie jest ok, a psy jedzą różnego rodzaju mięsa.  </li>
</ul>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/IMG_20200730_122409.jpg" alt="Welcome back!"></p>

<blockquote>
  <p>Nie rozmawiam z Tobą już nigdy! Swoją drogą jakim cudem mamy tyle czarengo, a tak mało białego?</p>
</blockquote>

<ul>
<li>Łajkowe spotkanie. W czerwcu świętowaliśmy drugie urodziny Erguta. Myślę, że będzie to już tradycją, że spotykamy się w hodowli. Tym razem urodziny były nieco większe, bo było to po prostu spotkanie łajek urodzonych w hodowli Diament Jakucji. Miałam tam malutkie pięć minut na poprowadzenie zajęć noseworkowych. Uwielbiam łajki jakuckie pracujące nosem. Te psy są stworzone do węszenia. Niby każdy pies może węszyć, ale praktycznie wszystkie łajki wpadły w pracę. Niektóre, wrażliwsze miały problem, bo jednak wokół było masa innych psów i nieznane otoczenie. Te po prostu, jak Ergo, potrzebuję powoli i spokojnie poznawać nowości. Mam nadzieję, że kilka osób wciągniemy w zabawę, a na pewno już wciągnęliśmy w tropienie. Sama też się na spotkaniu uczyłam. Świetny pokaz Elwiry Kalety ze Śnieżnych Psów o bieganiu i jeżdżeniu z psami. Do Elwiry mieliśmy nawet jechać wczesną wiosną, ale covid. Może tej zimy się uda.</li>
</ul>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/FB_IMG_1593452623904.jpg" alt="Welcome back!"></p>

<blockquote>
  <p>Chill out w świetnym towarzystwie</p>
</blockquote>

<ul>
<li>Znajomości łajkowe zaowocowały namiarami na miejscówkę w Bieszczadach, gdzie całą rodziną psio-ludziową wybraliśmy się na wakacje. Cudowne miejsce, do którego planujemy wracać. Leśniczówka nad Sanem, okolice Otrytu, na ścieżkach ślady niedźwiedzi. Na szczęście z żadnym się nie spotkaliśmy. Było leniuchowanie, było chodzenie po górach i było taplanie w rzece. Takie urocze, proste wakacje. Jak niesamowicie tego potrzebowaliśmy. Reszta wakacji nie była już wspólna, wyjeżdżaliśmy na trochę i w różnych konfiguracjach. Okazało się też, że Ergo przestaje jeść, jak zmieniamy miejsce pobytu. Wcześniej takich atrakcji nie mieliśmy.</li>
</ul>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/IMG_20200720_114154.jpg" alt="Welcome back!"></p>

<blockquote>
  <p>Takie atrakcje. Dobrze, że nie zobaczyły wiewiórki</p>
</blockquote>

<ul>
<li>Nieprzyjemności psie. Znajomi z FB wiedzą już doskonale, że mieliśmy czarną serię spotkań z psami. Psami, które nawiały z posesji, psami nieodwołalnymi, a mimo to biegającymi luzem (z właścicielem hen daleko na horyzoncie, lub w ogóle niewidocznym). Otóż w ciągu miesiąca aż 5 razy doleciały do nas psy z wrzaskiem, warkotem i gryzieniem. Głównym celem był zazwyczaj Ergo. Ostatnim z tej serii spotkań, było spotkanie w lesie z Cane Corso, który nie dał się uspokoić moim psom (a one naprawdę bardzo próbowały) i dążył do konfrontacji. Moi w końcu zareagowali jak stado, osaczyli i było to naprawdę bardzo nieciekawym doświadczeniem, zwłaszcza, że psy na pasie, więc została w środku. W zasadzie już myślałam, czy nie odpiąć psów i siebie, bo jak dojdzie do spięcia, to sznurki mogą tylko pogorszyć sprawę. Na szczęście CC dał się odprowadzić właścicielowi. W każdej z tych sytuacji moje psy były na smyczach lub linkach przy pasie. Na Hakerze te wydarzenie nie zrobiły większego wrażenia, nadal spokojnie reaguje na psy, ale też do niego psy mniej podbiegały. Ergo, jako nastolatek pokazał się z takiej trochę „drechowej” strony, wolał się pobić i pogrozić, niż dogadywać. Dlatego zresztą dostał Suprelorin, bo nieciekawie bywało w relacji z Hakerem. Dla niego też te spotkania z psami były bardzo trudne, z każdym jednym widziałam, że coraz gorzej z jego psychiką. Teraz mamy problem już ze spokojnym wychodzeniem na spacer. Gdy puszczę Ergo przy drzwiach domu, to w drodze do bramy już jest źle, przy bramie zaczyna się kręcenie, pojękiwanie, szczekanie. Musimy już w domu zapiać smycz, żeby było lepiej. Po wyjściu za bramę, zaczyna się nerwowe rozglądanie. Niestety pojawiło się spinanie już na sam widok psa. Ja zainwestowałam w gaz pieprzowy, zastanawiam się nad porządnymi buciorami. Bo kolejnego razu nie zniosę też, a wolę przejąć akcję na siebie, niż żeby znów pies obrywał. Zresztą aktualnie na każdego podbiegacza startuję już ja z warkotem i szczerzeniem zębów, co zapewne też nie do końca psu mojemu pomaga, ale przynajmniej (jak na razie) skutecznie odpędzam psy.  Nieciekawą „wisienką na torcie” pecha, okazało się ostatnie tropienie w Krakowie, gdzie było dużo psów, oczywiście sporo luzem, w tym labrador, który na bombę wpadł w Erguta, na co on odpowiedział natychmiastowym atakiem. W zasadzie mu się nie dziwię, pies nieładnie się witał, ale myślę, że w normalnym stanie Ergo po prostu byłby sztywny i psa oburczał. Cały kontakt, zabawę na spacerach, którą wypracowałam po ucieczce do sarenek poleciał na łeb, na szyję. Ergo na spacerach nie je w ogóle, nie za bardzo mam więc jak wzmcnić nasz kontakt. Jest on dość słaby, bo w zasadzie oboje nerwowo się rozglądamy. Spacery są więc aktualnie średnio fajne, bo spędzane w nerwach. Pojawiający się na widoku pies, a nawet człowiek, powoduje u Ergo sztywność. Najgorzej, że spora część ataków miała miejsce bezpośrednio w okolicy naszego domu, więc nawet tutaj młody nie czuje się bezpiecznie. Na spacer jeżdżę na najnudniejsze ścieżki, gdzie mam niemal 100% pewności, że nikt się nie napatoczy. Spacerujemy też w towarzystwie Figi, z którą Ergo się naprawdę lubi. No i staramy się oboje poukładać. Pomocne są spacery z Hakerem, bo wtedy Ergo wkleja się w niego bokiem i jakoś idziemy. Jednak chodzi o to, żeby można też było iść solo.  </li>
</ul>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/IMG_20200523_131341.jpg" alt="Welcome back!"></p>

<blockquote>
  <p>A nie tak dawno na Ergucie nie robiły wrażenia takie spacery</p>
</blockquote>

<ul>
<li><p>HDR, na którym mieliśmy być w kwietniu, z powodu covid został przeniesiony na wrzesień. Mieliśmy jechać rodzinnie, Tomek na bieg z Hakerem (chociaż nawet namawiałam go kiedyś na Erguta), a my towarzysko. Wiadomo już, że jedzie tylko Tomek i Haker. Erga nie chcę brać w stado psów. Chłopakowi potrzeba spokoju. Dodatkowo pochorowały się ludzkie szczeniaki, więc zespół jedzie totalnie sam. Jak będziecie w okolicy Góry Kamieńsk, około 9:30, to możecie głośno pokibicować Hakerowi i Tomkowi. </p></li>
<li><p>Na koniec znów Haker. Poszliśmy raz na spacer i postanowiłam dać mu poszaleć bez smyczy, linki. Odkąd pracuję z Ergo nad przywołaniem, Haker też najczęściej spaceruje na linie. Owszem, w większości sytuacji da się go przywołać, ale Wolałam nie ryzykować, że nawieje, a ja z zaczepionym do siebie Ergutem będę go gonić, żeby odciągnąć od czegoś. Poszliśmy jednak sami, więc puściłam. Po chwili zobaczyliśmy w oddali krowy. Haker ma historię nawiania do krów, więc się nieco spięłam i wołam do siebie. Haker wpatruje się w krowy, spogląda na mnie, znów na krowy, robi kilka kroków do krów i ... wraca!! Przynajmniej jakiś sukces.</p></li>
</ul>

<p>Jak więc widzicie mamy taką sinusoidę pozytywów i negatywów. Jestem ciekawa jak jest u was. Wiadomo trochę, że praca z psem to się nigdy nie kończy, bo zawsze jest coś jeszcze. Poza tym nasze psy roznosi energia, jak nie zapewnimy wyzwań i ruchu. Latem było łatwiej, bo jak jest upał, to nasze mrozolubne psy wolą leżakować w cieniu. Teraz tak naprawdę wracamy do aktywności. Z Ergiem praca nad emocjami, z Hakerem nad ciągnięciem. Nie myślałam, że będę uczyć psa, żeby jednak choć trochę ciągnął (przy bieganiu, hulajnodze i rowerze), spacerowo nadal lubię spokojnego psa. </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/09/IMG_20200722_122951.jpg" alt="Welcome back!"></p>

<blockquote>
  <p>Za mało mi wakacji. Za mało!</p>
</blockquote>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Dorosła łajka w domu]]></title><description><![CDATA[<p>Trochę przesadzam z tą dorosłością, ale często dwuletni pies to pies w miarę ukształtowany, lepiej panujący nad emocjami niż młodziak, któremu pstro w głowie. Albo i nie, bo Haker stał się super stabilnym psem około trzeciego roku życia. Gdy <a href="https://psowaty.blog/2018/10/08/dwa-lata-z-malamutem/">pisałam o nim</a>, kiedy miał dwa lata, mieliśmy jeszcze całkiem dużo</p>]]></description><link>http://psowaty.blog/2020/06/22/dorosla-lajka-w-domu/</link><guid isPermaLink="false">a4f5033d-e458-42d4-84ff-2c0b6b546f14</guid><category><![CDATA[szczeniak]]></category><category><![CDATA[pies]]></category><category><![CDATA[piesidziecko]]></category><category><![CDATA[łajka]]></category><category><![CDATA[łajka jakucka]]></category><dc:creator><![CDATA[bayushi]]></dc:creator><pubDate>Mon, 22 Jun 2020 08:04:57 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/received_2592413167438727.jpeg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/received_2592413167438727.jpeg" alt="Dorosła łajka w domu"><p>Trochę przesadzam z tą dorosłością, ale często dwuletni pies to pies w miarę ukształtowany, lepiej panujący nad emocjami niż młodziak, któremu pstro w głowie. Albo i nie, bo Haker stał się super stabilnym psem około trzeciego roku życia. Gdy <a href="https://psowaty.blog/2018/10/08/dwa-lata-z-malamutem/">pisałam o nim</a>, kiedy miał dwa lata, mieliśmy jeszcze całkiem dużo rzeczy do pracy. A jak wyglądają dwa lata życia z łajką? </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/20191103_082345.jpg" alt="Dorosła łajka w domu"></p>

<blockquote>
  <p>Ten pan był mocno nieprzekonany do drugiego psa. Ale z kim by biegał, gdyby nie Ergo? ;) </p>
</blockquote>

<p>To była miłość od pierwszego wejrzenia. Znalazłam grupę łajkową, zapytałam, wysłano mnie do hodowców, zgadałam się z pierwszą hodowlą łajek, zadzwoniłam i... spędziłam z hodowczynią ponad godzinę na telefonie. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że zadzwonienie do obcej osoby to dla mnie strasznie stresująca rzecz. Kolejnego dnia byłam w hodowli, a po chwili podpisywałam umowę. Kompletnie nieodpowiedzialna wariatka. Zaplanowane kursy z psem, praktyki instruktorskie, a ja biorę szczyla. Czy żałowałam? Nigdy! Jednak mam hopla na punkcie pierwotnych ras. </p>

<p>Wzięłam łajkę, pojechałam na kurs ratownictwa, gdzie sporo moich znajomych przeżyło spore zaskoczenie. Część wiedziała, że marzę o shikoku, że jak poznałam psa tej rasy, to kompletnie wsiąkłam (nadal twierdzę, że kiedyś będę mieć shikoku albo kai-ken). Dla części, która widziała, że wkręciłam się w obi, kandydatem na kolejnego psa dla mnie był owczarek – maliniak. Gdzieś w głowie był oczywiście taki pomysł, ale jednak pierwotniaki widać są moim przeznaczeniem. <br>
<img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/DSC02886.JPG" alt="Dorosła łajka w domu"></p>

<blockquote>
  <p>Szczeniaki</p>
</blockquote>

<p>Łajki, ach te łajki czymże byłby bez nich świat?</p>

<p>Z opracowania Moniki Marceli Ząbek:  </p>

<blockquote>
  <p>Szczególnymi cechami łajki jakuckiej  są wielka wytrzymałość oraz odporność na choroby cechy wytworzone przez wieki w związku z trudnymi warunkami bytowania. Cech te spowodowały, że pies był i jest używany jako zaprzęgowy i myśliwski</p>
  
  <p>Rasa ta jest wykorzystywana do transportu ludzi i towarów na duże odległości. Łajka jakucka jest jednym z najlepszych psów zaprzęgowych.
  Te psy mogą chodzić po lodzie i po lekkim wiosennym śniegu, tam gdzie większe zwierzęta (jelenie, konie) ślizgają się lub toną. Łajka jakucka jest w stanie zorientować się w przestrzeni, w każdych warunkach pogodowych, w zamieci szukać skutecznie schronienia, ich intuicja i instynkt zastępują kompas. Psy jedzą to samo co ludzie, i dlatego można razem z nimi zapuszczać się daleko od domu z zapasem jedzenia.</p>
  
  <p>Historycznie łajki pomagały swoim właścicielom w polowaniu na lisy, pieśćce i niedźwiedzie. Bez względu na to, czy ich instynkty łowieckie były rozwijane lub podtrzymywane tresurą albo łowieckim wychowaniem, czy też nie, zachowały się w znacznym stopniu. Daje to możliwość klasyfikowania tych psów także jako rasę łowiecką. Niektóre z osobników nadają się do polowań, na duże zwierzęta,  prawie wszystkie polują na wiewiórki, i drobną zwierzynę, nie nadają się do polowania na ptactwo są bezużyteczne: płoszą i rozganiają ptaki  leśne i wodne.</p>
  
  <p>Łajka jakucka jest psem inteligentnym, rozumnym, bystrym,  z wrodzoną skłonnością do kontaktu z człowiekiem. Jest bardzo  przyjazna i niezwykle przywiązana do właściciela – zdolna do maksymalnych poświęceń. Psy tej rasy są znane ze swej szczególnej czujności. Hodowane jako psy domowe, rozwijają  cechy psów obronnych. Jednocześnie wyróżniają się powściągliwością – szczekają tylko w razie konieczności. Zazwyczaj Łajka jakucka emituje charakterystyczny dźwięk wycia.  Bardzo łatwo się szkolą.
  Żywy umysł i charakter sprawiają, że łajka jakucka jest przyjaznym kompanem w domu i towarzyszem na spacerach czy wycieczkach.  Nie lubi izolacji, zawsze stara się być wśród ludzi, psów i innych zwierząt.</p>
</blockquote>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/20180928_160540.jpg" alt="Dorosła łajka w domu"></p>

<blockquote>
  <p>Przyjechał. Pierwsze zdjęcie u nas</p>
</blockquote>

<p>Z innych materiałów (<a href="https://psy-pies.com/artykul/lajka-jakucka,409.html">https://psy-pies.com/artykul/lajka-jakucka,409.html</a>) wyczytałam też:  </p>

<blockquote>
  <p>Łajki jakuckie najlepiej czują się na wsiach i przedmieściach – mają ogromne zapotrzebowanie na ruch i potrzebują odpowiednio dużej przestrzeni życiowej. Nie nadają się do trzymania w niewielkim mieszkaniu.</p>
  
  <p>Czworonogi znane są przede wszystkim ze swojej wytrzymałości i chęci do pracy. Nawet przy skromnych racjach żywnościowych mogą pracować od świtu do nocy. Są wytrwałe i mało wymagające. Szybko przyzwyczajają się do nowych warunków i chętnie wykonują polecenia właściciela. O ile w stosunku do ludzi nie ujawniają zachowań agresywnych, o tyle inne zwierzęta powinny się mieć na baczności. Łajki mają silną potrzebę dominacji w stadzie, dlatego właściciel musi zadbać o prawidłową socjalizację w wieku szczenięcym.</p>
</blockquote>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/FB_IMG_1542019851276.jpg" alt="Dorosła łajka w domu"></p>

<blockquote>
  <p>Dbamy o socjal</p>
</blockquote>

<p>Jak to wygląda u nas, jaki jest Ergut?</p>

<p>Jest szczekaczem-łajaczem. Przekonał nawet malamuta, że szczekanie jest fajne. Początkowo się śmiałam, że nie czytał opisu rasy, że ma szczekać, jak ma powód. Jako pies inteligentny jednak szybko ogarnął jednak, co wymaga oszczekania, a co nie. Przechodzący ludzie, psy są bacznie obserwowani, ale gdy podchodzą do płotu, to zazwyczaj Ergo na nich zaszczeka. Haker do ludzi pędzi się tulić, Ergo obserwuje. Jest zdecydowanie lepszym stróżem. Obaj kochają naszych sąsiadów: gdy są w ogrodzie i wracają sąsiedzi, to pędzą do płotu na porcję głasków. Gdy jednak zamiast sąsiadów przyjechała jakaś ekipa remontowa, Ergo nieźle ich oszczekał. Byciem stróżem widać się przyjął. </p>

<p>Psy pierwotne doskonale radzą sobie bez człowieka, pozostawione same sobie, z pewnością stworzyłyby stado, dlatego od początku dużą uwagę zwracałam, żeby pracować z każdym z psów osobno, żeby każdy miał sporą dawkę kontaktu ze mną. Jakuty to chyba trochę „pierwotniaki dla początkujących”, są znacznie bardziej nastawione na współpracę niż haszczaki, malamuty czy samojedy. Oczywiście to zawsze są cechy osobnicze i znam husky, które są cudowne w posłuszeństwie, mój własny malamut też lubi pracę, ale o ile on musi przemyśleć sprawę, zastanowić, czy się opłaca, to Ergo po prostu frunie pracować. Jest jednak też minus, chłopak jest tak podekscytowany, że coś robimy, że zdarza się w tej ekscytacji zapomnieć o mózgu. </p>

<p>W przypadku każdego szczeniaka ważna jest hodowla, z jakiej pies pochodzi, jaki miał wczesnoszczeniecy socjal, jak funkcjonowała matka, w przypadku pierwotnych wydaje mi się to jeszcze bardziej istotne, bo jednak mimo lat hodowli domowych, rasy pierwotne większość czasu nie były szczególnie socjalizowane z człowiekiem, u zaprzęgowców stawiano nawet na sporą niezależność. Brak pielęgnacji więzi z człowiekiem od urodzenia może przynieść skutek, że będziemy mieć małego dziczka. Na szczęście Ergo pochodzi z super hodowli i nie mieliśmy takich problemów. Dodatkowym bonusem było to, że młody przyszedł do nas, znając już kennel klatkę i po męczącym powitaniu z  nową psio-ludzką rodziną, odnalazł klatkę, wlazł do niej i zasnął. </p>

<p>Ergo rozwijał się jako idealny przykład z książki. Idealnie grzeczny szczeniak i niezwykle trudny młodzik. Przy czym trudny, to nie jest chyba dobre słowo. Bo przez cały rozwój był i jest idealnym towarzyszem człowieka. Gdy jednak skończył 8 miesięcy, testosteron zalał mózg i mój myślący idealny szczeniaczek, stał się rozbójnikiem nastolatkiem. Mocno jednak próbował ustawić hierarchię z Hakerem, który na szczęście z dość stoickim spokojem podchodził do „zygania” młodego. Niestety okazało się, że Ergo ogólnie nie przepada za innymi samcami, na szczęście cudownie komunikuje swoje emocje, zamiary i nie miewa zatargów z psami. Bardzo ładnie dogaduje się z sukami, nie jest natrętny. Jednak w okresie nastolatkowym, miałam chwilami wrażenie, że mam na końcu smyczy jakiś miotający się kawałek futra. Tracił kontakt ze mną, olewał wypracowane komendy. Musiałam więc przemyśleć, co dalej robić, żeby nie znielubić psa. Generalnie pomagało mi czytanie wpisów o Hakerze w tym wieku. Haker był wtedy jeszcze trudniejszy, ale ponieważ skok testosteronowy u Erguta zbiegł się z takim super dorośnięciem Hakera, to kontrast miałam spory. </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/IMG_20200103_082412.jpg" alt="Dorosła łajka w domu"></p>

<blockquote>
  <p>Nudno było!</p>
</blockquote>

<p>Posłuszeństwo z Ergutem idzie nam jak po grudzie, choć to nie jest cecha łajkowa. Trenujemy mało, a Ergo strasznie się nakręca i ma momenty, gdy nagle musi odbiec i wrócić do pracy. Początkowo strasznie mnie to frustrowało, ale po prostu poszliśmy w inny rodzaj aktywności. Ergo jest niesamowitym psem do pracy nosem. Nosework i mantrailing to aktywności, w których sprawdza się rewelacyjnie. Ponieważ z Hakerem mieliśmy problemy bronienia jedzenia, pierwszą komendą, którą zrobiłam z Ergo było „puść”, a kolejną rzeczą ładne chodzenie przy nodze. Hakera zawsze musiałam przy tym ściągać, pilnować, prowadzić, Ergo chodzenie w kontakcie wzrokowym ma wspaniałe i... praktycznie z tego nie korzystamy. Kolejną aktywnością, w której Ergo naprawdę jest mistrzem to canicross. Biega z nim głównie Tomek, bo ja kondycyjnie dawno odpadłam. Ergo fantastycznie ciągnie, ogarnia komendy, a w pracy biegowej pięknie też ignoruje inne psy, a nawet zwierzęta. Chociaż sarenki to nasze przekleństwo. </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/IMG_20200101_141339-1-.jpg" alt="Dorosła łajka w domu"></p>

<p>Instynkt myśliwski Erguta mnie zaskoczył. Malamut to też pies z instynktem, wiec założyłam, że jestem przygotowana. Skanowanie otoczenia, przywołanie awaryjne. Nie przewidziałam jednak, że <a href="https://psowaty.blog/2020/02/21/uciekinier/">łajka może wpaść na pomysł wytropienia sobie saren</a> i dopiero później gonienia. Dzień, kiedy Ergo nawiał, był dla mnie straszny. Straszny, bo ja naprawdę byłam przekonana, że przepadł, że niewiadomo ile będziemy szukać, że ktoś go złapie, coś go rozjedzie. Tysiąc czarnych scenariuszy. A jak wrócił, to z kolei okropne zwątpienie w siebie jako trenera. Przecież 100% przywołań zawsze było. No cóż. Na szczęście przygoda skończyła się dobrze. Prawdopodobnie nie każda łajka ma taki instynkt. Długi czas Ergo też nie miał, bo tropami saren biegaliśmy codziennie i nic nie zapowiadało takiej akcji. Po gigancie Erguta, wdrożyłam szereg pomysłów na odzyskanie kontaktu na spacerach i chyba pomału znów mam na spacerach myślącego psa. Czy zejdzie z linki? W tym momencie jeszcze nie wiem, ale prognozy są niezłe. Pamiętam jednak, że długi czas myślałam, że mam odwoływalnego psa.</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/IMG_20200124_081440.jpg" alt="Dorosła łajka w domu"></p>

<p>Żeby jednak psu się nie nudziło dorzuciłam nam wspólne zajęcia. Ergo z Tomkiem biegał, w sprzyjających warunkach (lekki mróz) śmigali około 40-50 km tygodniowo. Ja wzięłam się za uporządkowanie spacerów, tropienie regularne i zapisałam na kurs instruktorski nosework z Ergutem właśnie. Nos łajki to coś niesamowitego! Wiedziałam, że młody ogarnie zadaniowo, nie byłam pewna jak z jego emocjami. Rasy pierwotne zdecydowanie długo dorastają. Okazało się jednak, że młody doskonale wie, co ma robić i nawet stara się ogarnąć. Przydały się warsztaty pracy w bodźcu. </p>

<p>Ergo zdecydowanie bardziej przypadł do gustu mojej teściowej, Haker niestety pokazał jej zęby, nawarczał i złapał za rękę przy konflikcie o talerz z resztkami jedzenia, więc zdecydowanie nie jest ulubionym pieskiem. Ergo w kwestii jedzenia jest bardziej cywilizowany.  Jednocześnie jest też mniej wylewny w tuleniu się do ludzi, których widuje rzadziej, więc wizyty rodziców czy teściów raczej obserwuje. Bardzo mi się podoba ten brak nachalności.  </p>

<p>Dzięki temu dystansowi Erguto znakomicie sprawdza się w kontaktach z dziećmi podczas zajęć koedukacyjnych. Chętnie idzie na zajęcia, przyjmuje smaczki, ale potrafi też się ładnie wycofać. Dzięki pięknej komunikacji służy jako przykład psiej mowy. Z Hakerem zajęcia są trudniejsze, najczęściej robimy pokaz posłuszeństwa. </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/20200227_102955.jpg" alt="Dorosła łajka w domu"></p>

<blockquote>
  <p>W pracy jestem. Edukuję!</p>
</blockquote>

<p>Faktycznie mieliśmy ciężki moment prób ustalania hierarchii. Ergo w okresie dojrzewania miał pomysły dziwne – wchodzenie do domu, stawanie w drzwiach i warczenie na Hakera. Kilka razy startował do niego, przeganiał. Haker znosił to cierpliwie dość, raz się pokłócili przy sukach, innym razem na spacerze, gdy splątały się im smycze. Jedyne co mogłam zrobić, to puścić smycze i próbować zwrócić uwagę na siebie. Było dużo warkotu, Haker Erguta przygwoździł łapami i skończyły się problemy. Nie spadł nikomu kawałeczek futra. Ponieważ jednak Ergo podobnie zachowywał się do wszystkich samców, zdecydowałam się podać mu Suprelorin (wkładka kastracyjna). Nieco wyciszył młodego, ułatwił wspólną pracę, ale nie wpłynął za bardzo na kontakt z obcymi samcami. Generalnie muszę być ostrożna. Za to relacje między chłopkami są super. Uwielbiają gonitwy, zabawy szarpakiem, wspólne treningi. Oczywiście to dwa pełnojajeczne samce i zdarzają im się burknięcia i fochy. Nie ma też tam wspólnego wylegiwania, wylizywania futra, ale jest fajna spokojna relacja.</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/IMG_20181020_082129.jpg" alt="Dorosła łajka w domu"></p>

<blockquote>
  <p>Haker, gdzie my jesteśmy? Czyli pierwszy wyjazd.</p>
</blockquote>

<p>Bardzo trudno uwierzyć, że to dwa lata Erguta i prawie dwa lata dwóch psów w domu. Jest wesoło. A ja zakochana w łajkach po uszy. To niesamowicie wszechstronny pies z fajnym charakterem. Podoba mi się, że raczej nie ma skłonności do przepychanek z ludźmi, jest przyjacielski, kiedy kogoś pozna, ale jednocześnie nie narzuca swojej obecności. Chętnie pracuje i można z łajką robić naprawdę sporo rzeczy – sprawdzą się i w posłuszeństwie, w każdej aktywności nosowej, czy to sportowo, czy ratowniczo (ale tutaj trzeba poświęcić też sporo czasu na szkolenie posłuszeństwa i ignorowania śladów zwierzyny) oraz w sportach agility. Łajki nie są naturalnymi aporterami, więc zabawki trzeba wypracować, chociaż oczywiście są takie, które chętnie aportują. Ja formalnego aportu nie uczyłam, musiałam go wypracować z Hakerem i chociaż nam się udało, to długo nie miałam z tego frajdy (pies też nie), więc z Erguto skupiliśmy się raczej na przynoszeniu zabawek do wspólnego przeciągania. </p>

<p>Czy Ergo dorósł? częściowo. Śmieję się, że jako szczeniak, był psem idealnym, chętnie pracującym z człowiekiem, łapiącym w mig polecenia, fajnie dogadującym się z psami. Potem nagle wkroczył w okres dojrzewania, który objawił się skurczeniem mózgu, wybiórczą głuchotą i silnymi emocjami. Taki podręcznikowy psi nastolatek. Myślenie ewidentnie mu nie szło. Ja też mocno odpuściłam pracę wtedy, zostawiając kilka komend. Potem zaczęły hormony opadać, mózg się odnalazł. Niestety zostały dość silne emocje – na tropie Ergo potrafił wpaść w panikę, że ze ścieżki, gdzie ma trop, ktoś nadchodzi. Niewiarygodne, że pies ze świetnym socjalem w hodowli, w domu, mający pewnego siebie psa obok wpada w takie histerie. Jednak nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego, a pies to żywy organizm, nie maszyna. Dlatego zawsze powtarzam, żeby swoje ambicje, plany treningowe dopasować do psa. Ergo jest najszczęśliwszy biegając. No i tropiąc sarny, ale akurat na to się nie zgadzam i podsuwam mu inne pomysły na tropienie. </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/received_278923966338869.jpeg" alt="Dorosła łajka w domu"></p>

<blockquote>
  <p>Z koleżanką z tropków. Ergo i Figa</p>
</blockquote>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/FB_IMG_1583670081941.jpg" alt="Dorosła łajka w domu"></p>

<blockquote>
  <p>Spotkanie łajdaków...znaczy łajek!</p>
</blockquote>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/received_2264924953757257.jpeg" alt="Dorosła łajka w domu"></p>

<blockquote>
  <p>Z rodziną na zdjęciu. </p>
</blockquote>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/06/IMG_20200305_072359-1-.jpg" alt="Dorosła łajka w domu"></p>

<blockquote>
  <p>Chyba się jednak trochę lubią. </p>
</blockquote>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Lęk separacyjny]]></title><description><![CDATA[<p>Zamiast wpisu miał być kolejny film. Nagrywanie było uruchomione, spotkanie online w trakcie, a po wszystkim okazało się, że nagrało się z przerwami, a jakość pozostawia nieco do życzenia. Może w sumie to dobrze, bo blog znów nieco chwastami zarastał. Bez przynudzania i marudzenia, wskakujemy w klejny poważny temat. </p>

<p><strong>Co</strong></p>]]></description><link>http://psowaty.blog/2020/05/02/lek-separacyjny/</link><guid isPermaLink="false">c5e25991-cc3e-4c84-98c8-ae638cf82546</guid><category><![CDATA[behawioryzm]]></category><category><![CDATA[socjalizacja]]></category><category><![CDATA[na niedzielę]]></category><category><![CDATA[weterynarz]]></category><category><![CDATA[szkolenie]]></category><category><![CDATA[szczeniak]]></category><dc:creator><![CDATA[bayushi]]></dc:creator><pubDate>Sat, 02 May 2020 15:55:09 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2020/05/sad-3700421_640.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/05/sad-3700421_640.jpg" alt="Lęk separacyjny"><p>Zamiast wpisu miał być kolejny film. Nagrywanie było uruchomione, spotkanie online w trakcie, a po wszystkim okazało się, że nagrało się z przerwami, a jakość pozostawia nieco do życzenia. Może w sumie to dobrze, bo blog znów nieco chwastami zarastał. Bez przynudzania i marudzenia, wskakujemy w klejny poważny temat. </p>

<p><strong>Co to jest lęk separacyjny i czy mój pies go ma?</strong></p>

<p>Możemy mieć do czynienia z dwoma rodzajami psich lęków separacyjnych – pierwszy to obawa przed zostaniem samemu w domu; jeśli ktokolwiek jest w otoczeniu psa, to pies się uspokaja  </p>

<p>Drugi, trudniejszy rodzaj lęku, to lęk przed oddzieleniem (separacją) z jednym obiektem przywiązania (przewodnikiem), charakterystyczny dla psów, które tworzą bardzo głębokie relacje przywiązaniowe z opiekunem. </p>

<p>Nie do końca lękiem separacyjnym, ale lękiem o podobnych objawach, jest lęk przed zostaniem samemu lub bez konkretnej osoby w obcych miejscach. </p>

<p>Do pewnego poziomu lęk, czy raczej niepokój, przed rozłąką jest naturalny. Formę zburzeń przybiera wówczas, gdy uniemożliwia normalną egzystencję – jedzenie, odpoczywanie. Pies ma prawo odczuwać niepokój z powodu naszego wyjścia, ale zazwyczaj szybko się uczy, że rozłąka nie jest niczym strasznym. </p>

<p>Bez wnikliwej diagnozy nie jesteśmy w stanie sprawdzić czy dany pies cierpi na lęk separacyjny. Niepokój jest ok, poszczekiwanie, plątanie pod nogami też, ale jeśli pies nie uspokaja się aż do powrotu konkretnej osoby lub dowolnego domownika, to jest już to chorobowe i wymaga działań dla dobra samego psa. </p>

<p><strong>Objawy lęku separacyjnego i niebezpieczeństwa dla psa.</strong></p>

<p>Najczęstszymi objawami lęku są: dyszenie, ślinienie, załatwianie potrzeb fizjologicznych, wokalizacja (piszczenie, skomlenie, szczekanie, wycie), „dreptanie” (czyli parę kroków w jedną stroną, położenie, zerwanie, chodzenie, kładzenie, wstawanie), wylizywanie się (często do krwi), niszczenie przedmiotów (pies próbuje uciec z zamknięcia lub zaczyna żuć, gryźć, rozrywać jakiś przedmiot w próbie uspokojenia się). Jest też jednak często pomijany objaw – zamieranie, bezradność, brak jakiejkolwiek aktywności, którą często bierze się za odpoczynek. Jednak pies tak naprawdę wcale nie odpoczywa, przyczaja się i nerwowo czeka. Każdy z tych objawów świadczy o tym, że pies jest wysoce zestresowany, co odbija się na całym jego dobrostanie, równowadze organizmu, zdolności do uczenia, na byciu po prostu radosnym psem.</p>

<p>Nieleczenie lęku może powodować jego nasilenie, co nie jest na dłuższą metę zdrowe, gdyż organizm psa się wyczerpuje. Jest też jednak niebezpieczne nie tylko długofalowo, ale na co dzień, bo pies próbując uciec może się np. okaleczyć przy próbie pokonania drzwi, okna, czy wygryzając kable ze ścian w próbie wyciszenia.</p>

<p><strong>Kiedy się pojawia?</strong></p>

<p>Pies może wykazywać objawy lęku już po wyjściu opiekuna i zdarza się, że opiekun nie jest świadomy problemu, jeśli pies np. tylko wyje. Jednak bardzo rzadko występuje tylko jeden objaw, a dodatkowo lęk często się nasila. W którymś momencie opiekun zauważy, że pies zachowuje się niespokojnie, gdy opiekun szykuje się do wyjścia, gdy zakłada buty, łapie klucze, a czasem nawet o wiele wcześniej, bo już podczas porannego mycia zębów lub picia kawy. W efekcie pies coraz dłużej pozostaje pod wpływem silnych emocji.</p>

<p><strong>Przyczyny pojawienia się lęku?</strong></p>

<p>Pamiętajmy, że psy to zwierzęta stadne i nie jest dla nich naturalną sytuacją pozostawanie długie godziny w samotności. Potencjalnie wiec każdy pies może rozwinąć lęk separacyjny. Jest jednak kilka bezpośrednich przyczyn, w przypadku których mamy duże prawdopodobieństwo pojawienia się lęku separacyjnego. Nie oznacza to, że lęk pojawi się na 100%, bo zawsze dużo zależy od konkretnego osobnika.</p>

<p>Jedną z przyczyn jest zbyt wczesne odstawienie od matki i rodzeństwa, co praktykują niektóre pseudohodowle, zapewniając nabywców, że im wcześniej zajmą się psem, tym bardziej pies się do nich przywiąże i będzie łatwiej się szkolił. Drugą przyczyną jest to, że pies miał już doświadczenia porzucenia – śmierć właściciela, zgubienie, pobyt w schronisku, częste zmienianie domów. Taki pies „ma powód” bać się i panikować, gdy zostaje sam, zwłaszcza w obcych miejscach i zazwyczaj potrzebuje czasu, żeby poczuć się bezpiecznie.</p>

<p>Psy mogą rozwinąć pewne lękowe zachowania także z powodu niewłaściwie przeprowadzonej adaptacji w nowym domu. Wyobraźmy sobie sytuację, w której przybywa do domu szczeniak i wszyscy dookoła chodzą, cmokają, zagadują, wytrącają psa z prób odpoczynku, a po kilku dniach idą do pracy. Młody psiak nagle zostaje sam, nie umie odpoczywać, jest cały czas nakręcony, poza tym jedynymi jego doświadczeniami jest pobyt z matką i rodzeństwem oraz nieustanna uwaga ludzi. Nie potrafi sobie poradzić z samotnością. Lęk separacyjny może też pojawić się w późniejszym życiu psa. Może zostać nabyty przez jakieś traumatyczne zdarzenie pod naszą nieobecność – głośny trzask, burzę, wypadek pod oknem. Może nastąpić wtedy skojarzenie tego wydarzenia z nieobecnością opiekuna. Może też pojawić się w wyniku choroby i częstego zostawania psa w szpitalu. <br>
<img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/05/sad-3700421_640-1.jpg" alt="Lęk separacyjny"></p>

<p><strong>Lęk czy nuda?</strong></p>

<p>Nie każde niszczenie przedmiotów lib mebli czy sikanie pod nieobecność opiekunów jest oznaką lęku separacyjnego. Pies może się po prostu nudzić i urządzać psią „imprezę” pod naszą nieobecność, otwierając szafki, podgryzając meble. Może być też tak, że posikiwanie jest objawem chorobowym, a podgryzanie wynika z tego, że pies odczuwa ból. Dlatego do prawidłowego zdiagnozowania lęku konieczna jest dokładna obserwacja psa. Musimy <strong>nagrywać</strong>, co się dzieje pod naszą nieobecność, bo bez tego nie jesteśmy w stanie wymyślić, dlaczego pies coś niszczy, dlaczego szczeka. Dodatkowo warto zrobić pełną diagnostykę – morfologię z biochemią, poziomem hormonów nadnerczy, tarczycy. Być może to co bierzemy za lęk separacyjny ma przyczyny medyczne. Takie badania przydadzą nam się także, jeśli zdecydujemy się na farmakologię. </p>

<p><strong>Leki czy rutyna?</strong> </p>

<p>Przy dużym nasileniu lęku separacyjnego najlepiej jest wprowadzić leki. Z teorii uczenia się (psów i ludzi) wiemy, że jeśli organizm jest pod wpływem silnych emocji, to traci zdolność uczenia się, dobre doświadczenia nie są zapamiętywane, bądź są zapamiętywane słabo. W efekcie męczy się pies, męczą się opiekunowie, a proces wyprowadzania psa z lęku trwa w nieskończoność. Oczywiście, leki nie są odpowiedzią na całe zło i wprowadza się je po to, żeby doprowadzić psa do względnej równowagi emocjonalnej i wtedy „powrzucać” w psią pamięć pozytywne doświadczenia z pozostawania samemu w domu. Lekiem pierwszego wyboru zazwyczaj jest klomipramina, buspiron lub fluoksetyna, ale są to leki, których działanie następuje stopniowo. W sytuacji krytycznej lekarze sięgają po alprazolam (Xanax), który działa natychmiastowo. Nigdy nie wolno podawać leków na własną rękę, nawet jeśli przypadkiem posiadamy któreś z nich w domu. Dawkę musi dobrać weterynarz, on też wypisze nam receptę. </p>

<p>Rutyna w pracy z psami jest bardzo dobrą rzeczą, bo pozwala psu zrozumieć, jakie są skutki pewnych działań, a coś znanego zazwyczaj nie powoduje niepokoju. Idealną poranną rutyną jest spacer z psem,  na którym pozwalamy na swobodne węszenie, możemy też wprowadzamy szukanie smaczków w trawie, czyli czynności męczące dla psa, ale jednocześnie powodujące wzrost dobrego nastroju. Następnie karmimy psa (kolejny wyzwalacz endorfin) i wychodzimy, dając mu możliwość odpoczynku. Z <a href="https://psowaty.blog/2019/05/24/potrzeby-psa/">wpisu o potrzebach,</a> pamiętacie może, że sen i odpoczynek to ogromna część życia psów i warto, żeby realizowały je pod naszą nieobecność. </p>

<p>W przypadku pracy z lękiem separacyjnym, jednocześnie pracujemy nad wprowadzeniem rutyny dla psa (spacer-jedzenie-spanie) i przełamaniem rutyny (schematu) naszych porannych zachowań. Jeśli naszego psa stresuje zakładanie butów, to zakładamy buty i idziemy oglądać film, a jeśli stresem jest otwieranie drzwi, to je otwieramy i idziemy pić kawę. Robimy wszystkie poranne czynności związane z wychodzeniem, ale nie wychodzimy, bo chcemy, żeby pies „sygnały wychodzenia” zaczął traktować jako coś zwyczajnego, a właściwie, żeby przestał zwracać na nie uwagę. Najlepiej taki trening przeprowadzać, jak mamy czas, bo gdy raz wyjdziemy, raz zostaniemy, to pies może nadal źle reagować na naszą rutynę. Tutaj znów mały ukłon w stronę leków, które zazwyczaj pozwalają nam na zmniejszenie liczby powtórzeń i skrócenie czasu treningu, bo pies szybciej się uczy. </p>

<p>Praca nad rutyną psią obejmuje klika elementów. Po pierwsze i najważniejsze uczymy psa odpoczywania i wyciszania. Zabawy z psem, treningi posłuszeństwa lub sportowe, kończymy podaniem czegoś do żucia i spokojnie sobie z psem siadamy i wspólnie nie robimy nic. Idąc na spacer możemy np. zabrać kocyk i w którymś momencie usiąść. Pies pewnie będzie początkowo zdezorientowany, może się szarpać, popiskiwać. Możemy mu pomóc rozrzucając dookoła nas trochę smaczków/karmy czy zabierając na spacer konga z jakimś smacznym wypełnieniem. Ważne jest trenowanie odpoczynku w różnych miejscach, żeby nie sprowadzić całego życia z psem do leczenia lęku separacyjnego.</p>

<p>Oczywiście bardzo ważne jest także trenowanie odpoczywania w domu. Warto mieć mniej więcej określone godziny aktywności z psami, żeby pies był raczej przyzwyczajony dla planu dnia, a nie naszej obecności i nieobecności. Bo przecież nawet jak jesteśmy w domu, to chcemy czasem zrobić inne rzeczy niż ciągłe zajmowanie się psem. Będąc w domu staramy się więc ignorować jego dreptanie za nami, zaproponować zabawkę do żucia lub zabawki na inteligencję i zachęcać psa do zajęcia się samym sobą. Możemy wtedy spokojnie zająć się naszymi obowiązkami, a gdy przyjdzie czas na spacer, to na ten spacer razem idziemy. Większość psów doskonale ogarnia rutynę dnia codziennego i weekendów, więc nie musimy się obawiać, że jak w sobotę poświęcimy psu dużo czasu, to w poniedziałek będzie dramat. Psy są świetnymi obserwatorami i doskonale wiedzą, kiedy szykujemy się do wyjścia do pracy, a kiedy na spacer.</p>

<p><strong>Zapobieganie najlepszą terapią.</strong></p>

<p>Ponieważ każdy pies może rozwinąć lęk separacyjny, najlepiej, w miarę możliwości, lękowi zapobiegać. Z każdym psem warto zrobić trening samotnego zostawania, dając jakiś smaczny gryzak, gdy szykujemy się do wyjścia. Następnie wychodzimy na chwilę, a po powrocie zabieramy gryzak. Oczywiście nie możemy tego robić za każdym razem i nie w przypadku psów z tendencją do bronienia zasobów. Takim psom dajemy mniejsze smaki, żeby zdążyły je zjeść. Na etapie treningu unikamy żywiołowych powitań po powrocie, które mogą upewnić psa, że powrót właściciela to najbardziej pożądana rzecz na świecie i nieobecność to dramat. Lepiej spokojnie się przywitać, a fajną zabawą zająć się chwilę później. Pamiętajmy też, żeby różnicować czas wychodzenia – raz dłużej, raz krócej – i dawać gryzaki w różnych sytuacjach: i jak wychodzimy na dłużej i jak na krócej, a czasem w ogóle ich nie dawać i stopniowo zmniejszać ilość dni z gryzakami. Jeśli gryzak będziemy dawać tylko, gdy wychodzimy na długo, to pies może też go skojarzyć z czymś niefajnym (zostaniem samemu) i reagować na niego stresem. </p>

<p>Jeśli nasz pies ma problem z samotnym zostawaniem na dłużej, a lepiej sobie radzi w krótkich okresach czasu, można rozważyć zatrudnienie petsittera, który wpadnie w ciągu dnia do psa, wyprowadzi go na spacer, pobawi chwilę, poukrywa smaczki. Może jakiś starszy sąsiad chętnie skorzysta z psiego towarzystwa, a nasz pies nie będzie się nudził i też zyska towarzysza na naszą nieobecność. Pamiętajmy jednak, że jest to ryzykowne rozwiązanie na stałe, bo może się zdarzyć, że pies kiedyś faktycznie będzie musiał zostać sam. Powoli w Polsce powstają też miejsca dziennej opieki nad psem, gdzie pies ma psich kumpli i wszelkie rozrywki – tory przeszkód, baseny, zabawki umysłowe. Warto też z takich miejsc korzystać, ale ostrożnie i z umiarem, żeby nie przebodźcować psa. Pamiętajmy też, że pies lękliwy w takim miejscu może czuć się jeszcze gorzej. </p>

<p>Nic jednak nie zastąpi nam przyzwyczajania psa do odpoczynku w domu, który możemy tak zaprojektować, zeby zminimalizować zdenerwowanie psa. Warto zaciągnąć zasłony lub żaluzje, żeby psa nie kusiły widoki za oknem, albo żeby ktoś nie drażnił nam psa przez okno. Niektórym psom pomaga wtulenie się w jakąś rzecz należącą do opiekuna, np. jakiś stary sweter (to też zachowania z okresu szczenięcego, gdy psy śpią wtulone w siebie lub w matkę), zostawienie gryzaka – kong, torgas (żucie i gryzienie psy uspokaja). Są też psy, które dobrze czują się z włączoną muzyką, czy telewizorem. Jeśli jednak włączamy telewizor tylko jak wychodzimy, to dla psa wzięcie przez nas pilota będzie sygnałem, że go zostawiamy. Musimy więc też sprawdzić wcześniej, czy to dobra metoda dla naszego psa. Prawdopodobnie zadziała, jeśli telewizor czy muzyka faktycznie jest ciągle w domu obecna i pies jest do niej przyzwyczajony. Wtedy cisza, gdy wyłączamy wszystko wychodząc, może być powodem do niepokoju. </p>

<p><strong>Klatka?</strong></p>

<p>Klatka kenelowa to cały osobny temat. Ja jestem ogromnym jej zwolennikiem, zwłaszcza, że na wyjazdach w obce miejsca jest niesamowitym uspokajaczem dla psów. Widok klatki w pokoju hotelowym jest dla psów jasnym znakiem, że teraz będziemy w tym miejscu jakiś czas mieszkać. Na pewno jednak klatka nie jest rozwiązaniem, jak pies się jej boi, bo ma doświadczenie przebywania w zamknięciu. Klatka wymaga też dobrego wprowadzenia, żeby była pomocą, a nie stresorem. Pies musi ją skojarzyć jako miejsce bezpieczne, miejsce wypoczynku, żeby dobrze spełniła swoją rolę. Na początku treningu klatka zawsze jest otwarta i zamykamy ją stopniowo. Idealnie jest też , gdy w końcowym etapie treningu, klatka znów może być otwarta,bo pies sam do niej wchodzi, gdy ma taką potrzebę. Korzystając z klatki zawsze też należy wziąć pod uwagę to, ile czasu pies ma w niej spędzać. Jeśli chcemy zamknąć psa na 8 godzin (czego generalnie nie polecam), to potrzebujemy ogromnej klatki, w której pies będzie miał część wypoczynkową i część z dostępem do wody, w której będzie mógł się spokojnie położyć w dowolnej pozycji. </p>

<p><strong>Wspomagacze.</strong></p>

<p>Wiem, że część osób jest całkowicie przeciwna lekom i nie zmuszę ich do podania ich psu, mimo, że byłyby ogromnie pomocne i złagodziły zły stan emocjonalny psa. Zachęcam wtedy do sięgnięcia po inne środki, które są mniej kontrowersyjne. Na pewno pomocny jest L-tryptofan, dostępny na runku np. w preparacie Kalm Vet, czy For Calm. Typtofan odpowiada za prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego, łagodzi stres, lekko wycisza. Ważne jest jednak odpowiednie jego podanie – pół godziny przed jedzeniem, a potem w posiłku powinno znaleźć się coś węglowodanowego (ryż, makaron, warzywa), bo wtedy najlepiej się on wchłania i skuteczniej działa. Podawanie preparatów z typtofanem w jedzeniu może nie dać żadnych rezultatów. </p>

<p>Popularnym rozwiązaniem jest sięgnięcie po feromony DAP w preparatach Adaptil, czyli syntetyczn odpowiedniki feromonów karmiącej suki. Zapach ten działa na psy relaksująco. Adaptil występuje w formie dyfuzora do kontaktu i w formie obroży. </p>

<p>Innymi rozwiązaniami są masaże relaksujące, olejki eteryczne, esencje kwiatowe (esencja kwiatów wrzosu), homeopatia i zioła. Jednak musimy pamiętać, że skuteczność ziół opiera się na długotrwałym stosowaniu, a skuteczność homeopatii, w moim przekonaniu, jest mocno wątpliwa. Z uważnością czytam natomiast o przypadkach leczenia psów olejkami, bo może to być świetnym rozwiązaniem, jednak w tym temacie też niewiele mamy dowodów. Są przypadki, gdzie olejki działają, są przypadki, gdzie brak efektów. Na początek można spróbować gotowych rozwiązań olejkowych, np dyfuzor Pet Remedy z Vet Expert oparty na mieszance olejków waleriany, wetiwerii, bazylii i szałwii. </p>

<p><strong>Cierpliwość, uważność, konsekwencja.</strong></p>

<p>Bez tych cech ciężko nam będzie wyprowadzić psa z lęku, czy jakichkolwiek innych zaburzeń behawioralnych. W zależności od stopnia nasilenia lęku i cech osobniczych danego psa, terapia może zająć krótszy lub dłuższy okres czasu. Nie możemy też „zafiksować się” wyłącznie nad tym aspektem pracy z psem. To, że pies odczuwa lęk separacyjny, nie oznacza, że nie może być świetnym towarzyszem i na tym aspekcie powinniśmy się też mocno skupić. Warto znaleźć czas na aktywności z psem, na spacery, na wspólne pikniki. Na poczucie bezpieczeństwa psa wpływa całokształt naszych relacji, a im bardziej zrelaksowany i zadowolony pies, tym łatwiej mu przychodzi bycie samemu, bo łatwiej znosi wszelkie niedogodności. </p>

<p>Jeśli jednak kogoś nie stać fizycznie na pracę z psem lękowym, bo pracuje na kilka etatów, ma małe dzieci albo nie chce z psem pracować w myśl zasady, że „jakoś to będzie”, albo jeśli ktoś decyduje się na rozwiązania typu: zamknięcie psa w kojcu, klatce, szopie lub uwiązanie na łańcuch, to z całym przekonaniem doradzam oddanie psa osobie, która ten czas i energię znajdzie. Zaniedbanie emocji psa może prowadzić do pogorszenia nie tylko psiej psychiki, ale też do pogorszenia stanu zdrowia i przewlekłych chorób. Z punktu widzenia zoopsychologa i behawiorysty najważniejszym dobrem, jest dobro psiego pacjenta i poprawienie jego sytuacji. Niestety, o ile problemy czasem „robią się” same (jak wspomniany nieprzyjemny hałas, jak pies został sam), to już rozwiązanie problemów wymaga wysiłku. </p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Królewska karma 77]]></title><description><![CDATA[<p>Czasem moje psiaki mają okazję testować karmy. Nie robimy tego za często, bo jednak jestem wybredna jeśli chodzi o skład karm. Psy natomiast też mam różne – Haker zje absolutnie wszystko, ale niestety sporo rzeczy mu nie służy i kończy się problemami żołądkowymi (teraz jest całkiem nieźle, jak był mały, to</p>]]></description><link>http://psowaty.blog/2020/03/27/krolewska-karma-77/</link><guid isPermaLink="false">3084f9b9-19ae-4c43-ba27-7f6d08b78d3b</guid><category><![CDATA[karma]]></category><category><![CDATA[testy]]></category><category><![CDATA[recenzja]]></category><category><![CDATA[żywienie]]></category><category><![CDATA[mięso]]></category><category><![CDATA[zdrowie]]></category><category><![CDATA[alergia]]></category><category><![CDATA[pies]]></category><category><![CDATA[szczeniak]]></category><category><![CDATA[suplementy]]></category><dc:creator><![CDATA[bayushi]]></dc:creator><pubDate>Fri, 27 Mar 2020 16:21:36 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2020/03/IMG_20200313_144305.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/03/IMG_20200313_144305.jpg" alt="Królewska karma 77"><p>Czasem moje psiaki mają okazję testować karmy. Nie robimy tego za często, bo jednak jestem wybredna jeśli chodzi o skład karm. Psy natomiast też mam różne – Haker zje absolutnie wszystko, ale niestety sporo rzeczy mu nie służy i kończy się problemami żołądkowymi (teraz jest całkiem nieźle, jak był mały, to naprawdę musieliśmy mocno cudować). Ergo jest kapryśny. Potrafi zostawić karmę, która mu nie smakuje. Jemu za to nie dolega nic, zje cokolwiek i brzuch ok. </p>

<p>Na końcu wpisu mam dla was fajną wiadomość, więc zapraszam! </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/03/IMG_20200226_170201.jpg" alt="Królewska karma 77">
Kiedy napisał do mnie Kamil z <a href="https://www.77-petfood.com/">77 Pet Food </a>, oczywiście zaczęłam od sprawdzenia składu karm. Wyglądał nieźle. Sporo mięsa świeżego i suszonego, całkowity brak zbóż – również ryżu, dużo warzyw no  i ciekawie opisany proces przygotowania:</p>

<blockquote>
  <p>Uważamy, że najlepsze mięso powinno być powolnie przygotowywane w niskich temperaturach. Zapobiega to przegotowaniu i tym samym sprawia, że cenne składniki odżywcze i witaminy pozostają w mięsie. Opracowaliśmy proces precyzyjnie, tak aby trwał aż 46 godzin w świeżej wodzie o temperaturze 77°C. Dzięki temu Twój pupil będzie miał najbardziej zachwycającą potrawę, jaką kiedykolwiek jadł.</p>
</blockquote>

<p>Brzmi fajnie ale jak to ma technicznie wyglądać? Doczytałam, że składniki są delikatnie mieszane w urządzeniu wstępnego przygotowania przez dwa niezależne od siebie wałki, żeby wtłoczyć parę wodną w podzespoły karmy ;) Ma to na celu zmniejszenia energii cieplnej i mechanicznej w przygotowaniu produktu – czyli składniki zachowują więcej właściwości, więcej witaminek. Po gotowaniu następuje dwustopniowe suszenie i dodanie olejów. </p>

<p>Karma jest zapakowana w worki papierowe, co mnie się bardzo podoba, bo staram się ograniczać plastik w naszym codziennym życiu. Zawsze to trochę bardziej eko i to naprawdę dla mnie duży plus. Poza tym w zalewie kolorowych worków, ta szarość z naklejką bardzo się wyróżnia. </p>

<p>Jeśli zerknęliście już do linka, na pewno zauważyliście ciekawe nazwy karm. Karma produkowana jest w Wielkiej Brytanii, a poszczególne jej rodzaje (smaki) mają za swoje nazwy imiona angielskich królów. Jako ciekawostkę powiem wam, że kocie karmy mają w nazwie imiona brytyjskich królowych. Z jednej strony jest to świetne i zwracające uwagę, z drugiej ja zapamiętuję po prostu smak karmy i muszę za każdym razem sprawdzić, która to karma jest rybna, w której jagnięcina. Pewnie po jakimś czasie kupowania karmy da się przyzwyczaić do nazwy, niemniej na razie jest to dla mnie cudowny pomysł marketingowy, ale niekoniecznie „<em>user friendly</em>”. Nazwy karm, w przypadku ras małych i dużych mają po prostu są dodane określenia <em>mini</em> i <em>large</em>, co jest nieco mylące, bo np Edward dla ras średnich i dużych oparty jest na mięsie indyka, a w przypadku ras małych jest to mięso kurczaka. </p>

<p>Mamy więc następujące karmy – dla ułatwienia dodam smaki. </p>

<p>Dla szczeniąt: </p>

<ul>
<li>Junior Philip IV – ryby: łosoś, plamiak, błękitek (60% składu)</li>
<li>Junior Large Philip IV – łosoś 60%</li>
</ul>

<p>Dla dorosłych (w domyśle – średnich):</p>

<ul>
<li>Edward VII – indyk 50%</li>
<li>Henry VIII – kaczka 50%</li>
<li>Charles V – wołowina Angus 50%</li>
<li>Louis XIV – jagnięcina 50%</li>
<li>Philip IV – pstrąg 30% i łosoś 20%</li>
<li>Arthur I – dziczyzna (jeleń) 26%, łosoś 24%</li>
</ul>

<p>Dla dorosłych małych:</p>

<ul>
<li>Mini Louis XIV – jagnięcina 50%</li>
<li>Mini Philip IV – łosoś i pstrąg łącznie 53%</li>
<li>Mini Edward VII – kurczak 55%</li>
</ul>

<p>Dla dorosłych dużych:</p>

<ul>
<li>Large Edward VII – indyk 50%</li>
</ul>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/03/IMG_20200226_170211.jpg" alt="Królewska karma 77"></p>

<blockquote>
  <p>Dla małych? No chyba oszaleli! Eee, zjem i tak. W końcu moja matka ciągle coś gada, żeby nie marnować jedzenia. Ani okruszek się nie zmarnuje! Nie za panowania króla Hakera I.</p>
</blockquote>

<p>Moje psy do testów dostały karmy dla ras średnich, za to każdy smak, a dodatkowo dostaliśmy mini, żebym mogła przetestować na psach na zajęciach w szkole. Akurat miałam sporo małych psiaków. </p>

<p>Chrupki wyglądają niemal identycznie w każdej karmie, są raczej suche, bardzo neutralne w zapachu. Po doświadczeniach z innymi markami spodziewałam się, że najintensywniejszy zapach będą miały ryby, tymczasem najmocniej pachnie jagnięcina. Zapach jest naprawdę intensywnie barani. Mnie niezbyt się podoba, ale psom zupełnie nie przeszkadzał. </p>

<p>Testy zaczęliśmy od kaczki, bo akurat kaczkę Haker i Ergo jedli wcześniej. Nie robiłam łagodnego przechodzenia, od pewnego czasu szukam karmy ideału, więc trochę zmieniamy i tak naprawdę moje przechodzenia polega na tym, że kilka dni rano jedzą jedna karmę, wieczorem drugą i potem zmieniamy. Nie jest to zalecany sposób, ale nie widzę jakiś problemów u moich psów. </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/03/IMG_20200313_144955.jpg" alt="Królewska karma 77"></p>

<blockquote>
  <p>Rozmiarówka średnich ras</p>
</blockquote>

<p>Potem przeszliśmy płynnie przez resztę smaków. Część mieliśmy w większych paczkach, część w mniejszych, więc różne były okresy testowania. Psom do gustu przypadł każdy smak. Ergo nie wybrzydzał przy misce, Haker nie robił kup większych niż zazwyczaj, więc jedzenie oceniam pozytywnie. Obserwacja kup to najlepszy sposób, żeby na szybko sprawdzić czy karma pasuje, czy się dobrze wchłania i jest tolerowana. Niestety karma nie okazała się aż tak atrakcyjna dla Erguta, żeby mogła nam służyć za nagrody na spacerze. W domu się sprawdzała, w rozproszeniach nie bardzo. Trochę szkoda, bo jest ona dość sucha, zatem nie plami tak mocno saszetki. Ergo to jednak jedna wielka emocja na spacerze i ciężko znaleźć coś, co będzie takie wow. Na razie serca kurze się najlepiej sprawdzają ;)</p>

<p>Nie mieliśmy okazji przetestować smaczków, może one byłyby bardziej kuszące. W ofercie są:</p>

<ul>
<li>Henry VIII – 64% kaczki i kurczaka</li>
<li>Arthur I – 65% indyka i dziczyzny</li>
<li>Edward VII – 80% drobiu</li>
<li>Philip IV – 80% łososia</li>
</ul>

<p>Ponieważ mieliśmy na testach karmę dla średnich, dla mnie najatrakcyjniejsza była rybna, bo jako jedyna dla średnich dorosłych ma w składzie glukozaminę i chondroitynę. Oba składniki znajdziemy w karmie szczenięcej i dla dużych ras.</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/03/IMG_20200305_192057.jpg" alt="Królewska karma 77"></p>

<p>Patrząc na skład, można zauważyć, że, poza Arturem, karmy są monobiałkowe. Oznacza to, że dana karma ma w składzie tylko jeden rodzaj mięsa. Jest to istotna informacja dla psich alergików, łatwo wyeliminować to, co uczula. Wiem, że dużo osób z przekonania unika kurczaka, a tutaj mamy tylko jedną karmę opartą na kurczaku dla raz miniaturowych. Niestety mam złą wiadomość dla psów nietolerujących groszku i białka grochowego: znajduje się on w każdym rodzaju karmy. </p>

<p>Przyglądając się z racji pracy psim alergiom, zauważam, że groszek staje się powoli głównym uczulaczem – tak jak wcześniej była to pszenica, kukurydza, czy nawet ryż. Tych składników nie ma na szczęście w żadnej karmie 77 więc może jest szansa na eliminację grochu w przyszłości. </p>

<p>Nie będę zanudzać podawaniem składników analitycznych każdej z karm, ale ogólnie, w zależności od rodzaju karmy, ilość białka to od 29%-25%, czyli tak w sam raz na normalną aktywność psią. </p>

<p>Na FB obiecałam małą niespodziankę. Rybną karmę oddałam do testom białemu westusiowi Cezarowi, który kończył u mnie w <a href="https://sites.google.com/view/psowatyszkola/home">Psowaty Psia Szkoła</a> kurs podstaw posłuszeństwa. Ponieważ chłopak ma alergię na niektóre mięsa, dostał rybkę. Podobno była mniam i też nie było rewolucji w żołądku. </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/03/89701125_659310008149595_7014805106273026048_n-2-.jpg" alt="Królewska karma 77"></p>

<p>Na koniec jeszcze jedna mała informacja, na <a href="https://www.77-petfood.com/">stronie internetowej 77 Pet Food</a> można zamówić próbki karmy i sprawdzić, czy są ok dla naszego psa; są próbki dla małych, średnich, dużych i dla kotów. </p>

<p>Czy karma będzie na stałe u nas? Powiem szczerze, że nie wiem. Moje psy najlepiej wyglądają na karmie z mięsem kaczki, jagnięciną lub rybnej. Dla dużych ras mam opcję indyka, ewentualnie mogę wybrać rybę dla średniej rasy. Po testach mam pewność, że karma jest dobrze przyswajalna, co było widoczne w wielkości kup, nie powodowała żadnych negatywnych reakcji typu drapanie. Nie mogę napisać więcej na temat tego, czy pozytywnie wpływa na sierść, bo chłopaki akurat postanowili pozbyć się zimowego podszerstka, zatem generalnie wyglądają mało atrakcyjnie. Z tego powodu zdecydowałam się podlewać karmę dodatkowo olejem, mimo, że mamy już w niej Omegi-3. Myślę jednak, że chętnie sprawdzimy jeszcze smaczki – zarówno formę, jak i atrakcyjność dla łajki w lesie. </p>

<p><strong>Uwaga!</strong></p>

<p>Jeśli jesteście ciekawi karmy, to od <strong>77</strong> macie miły prezent. Zakupy z hasłem <strong>PSOWATY</strong> obniżą wam rachunek <strong>o 12%</strong>. Do sklepu <strong><a href="https://www.77-petfood.com/shop">>>TUTAJ</a></strong>.</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Szkolenie bez przemocy]]></title><description><![CDATA[<p>Ostatnio moje znajome poleciły mnie i szkołę Psowaty. Zawsze mi bardzo miło jak ktoś jest zadowolony z pracy ze mną, ale tutaj była dodatkowa ciekawostka. Pytanie o trenera padło na grupie dzieciowej, konkretnie poświęconej NVC. I tak trochę skłoniło mnie to do rozważań czy szkolenia pozytywne są NVC, co możemy</p>]]></description><link>http://psowaty.blog/2020/03/03/szkolenie-bez-przemocy/</link><guid isPermaLink="false">9fbaf29c-35cd-454a-8c30-4950acf89d36</guid><category><![CDATA[trening]]></category><category><![CDATA[szkolenie]]></category><category><![CDATA[pies]]></category><category><![CDATA[nagroda]]></category><category><![CDATA[zabawka]]></category><category><![CDATA[zabawa]]></category><dc:creator><![CDATA[bayushi]]></dc:creator><pubDate>Tue, 03 Mar 2020 15:57:54 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2020/03/sheep-2372148_640.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/03/sheep-2372148_640.jpg" alt="Szkolenie bez przemocy"><p>Ostatnio moje znajome poleciły mnie i szkołę Psowaty. Zawsze mi bardzo miło jak ktoś jest zadowolony z pracy ze mną, ale tutaj była dodatkowa ciekawostka. Pytanie o trenera padło na grupie dzieciowej, konkretnie poświęconej NVC. I tak trochę skłoniło mnie to do rozważań czy szkolenia pozytywne są NVC, co możemy czerpać z tego nurtu i czy na przykład mogę się określić: „jedyną w Polsce trenerką psów w duchu NVC”?</p>

<p>Nie wiem czy wszyscy psiarze znają termin Porozumienie bez Przemocy (NVC – Nonviolent Communication). Nazywane jest też komunikacją empatyczną lub językiem serca. Twórcą był amerykański psycholog Marshall B. Rosenberg. NVC jest metodą funkcjonowania z ludźmi opartą na empatii. Ważny jest język jakim mówimy do siebie. Dużą wagę przywiązuje się do potrzeb swoich i innych, realizowania ich przy poszanowaniu swoich granic. Możemy wyróżnić kilka kluczowych punktów Porozumienia bez Przemocy: </p>

<ul>
<li>Każdy jest odpowiedzialny za swoje uczucia i działania oraz za realizację swoich potrzeb </li>
<li>Działanie bo się chce, a nie, bo musi („muszę” rano wstać, to tak naprawdę wcale nie muszę, tylko wybieram wstanie, żeby coś zrealizować – np. spacer z psami)</li>
<li>Ludzie działają, żeby zaspokoić swoje potrzeby – np. spotykam się z kimś, bo mam potrzebę towarzystwa, rozmowy. (Psy też działają, żeby zaspokoić swoje potrzeby!)</li>
<li>Wszyscy mamy takie same potrzeby, ale wybieramy różne strategie by je zaspokoić – np relaks możemy zaspokoić spaniem, książką, filmem, drinkiem. </li>
<li>Uczucia są sygnałem czego potrzebujemy. Gdy przyjrzymy się np. naszej złości, odkryjemy, że stoi za nią potrzeba bezpieczeństwa, odpoczynku, zrozumienia.</li>
<li>Gdy ujawniamy swoje potrzeby, mamy większą szansę doczekać się ich zaspokojenia.</li>
<li>Potrzeby wszystkich ludzi są tak samo ważne.</li>
<li>Konflikty rodzą się z przekonania, że jest tylko jeden sposób zaspokojenia danej potrzeby.</li>
</ul>

<p>W NVC mamy do czynienia z metodą czterech kroków Porozumienia bez Przemocy:</p>

<ul>
<li>Obserwacje – co się wydarzyło, co kto powiedział,</li>
<li>Uczucia – co się poczuło,</li>
<li>Potrzeby – jaka potrzeba była niespełniona,</li>
<li>Prośby – o co chciałoby się poprosić. </li>
</ul>

<p>Jak się to ma do szkolenia psów? Dla mnie i wielu osób praktykujących Porozumienie bez Przemocy mocnymi punktami zaczepienia są oczywiście bezprzemocowość w mowie i działaniu, dbanie o potrzeby swoje i innych. Bardzo ważne jest więc przyglądanie się emocjom i dbanie o nie oraz umiejętność stawiania granic swoich i respektowanie granic innych. Tutaj faktycznie jest mi blisko do podejścia w pozytywnym szkoleniu psów.  </p>

<p>Potocznie NVC wiązane jest często z bezstresowym wychowaniem, że nie mamy kary, tylko rozmawiamy o potrzebach, emocjach, konsekwencjach danych działań. Bzdurą jest, że stosowanie komunikacji empatycznej jest przyzwoleniem na dowolne zachowanie. Powiedziałabym nawet, że prawidłowo stosowane przez członków grupy jest całkiem dużym zbiorem reguł, zasad wypracowanych przez tę grupę w celu unikana nieporozumień i konfliktów. Pozytywne szkolenie psów też często jest mylone z przyzwoleniem na wszystkie psie zachowania, co jest bzdurą. Psom stawiam granice, wymagam w pewnych sytuacjach określonych zachowań, czasem nawet (o zgrozo!) ograniczam im wolność albo nawet wprowadzam izolację. </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/03/sheep-2372148_640-1.jpg" alt="Szkolenie bez przemocy"></p>

<p>Co łączy szkolenie pozytywne i NVC? Szacunek i empatia w stosunku do drugiej strony. Wiem, że szkolenie nie będzie skuteczne, gdy pies ma niezaspokojone potrzeby – spacer, gryzienie, jedzenie, picie, potrzeby fizjologiczne. Brak zaspokojenia potrzeb często też pokazują emocje psa (dokładnie jak u ludzi) – mamy rozdrażnienie, zmęczenie, zachowania agresywne czy lękowe. W końcu mamy przeróżne strategie, które przyjmują psy, żeby zaspokoić potrzeby. Czasem te strategie są dla nas niewygodne i powstają konflikty. Np. niezaspokojona potrzeba gryzienia może zostać zrealizowana za pomocą gryzaków dla psa – albo kanapy czy nóg od krzesła. Energię można rozładować wspólnym spacerem albo przekopaniem ogródka. O ile pies nie ma głębszych problemów neurologicznych, to większość zachowań i emocji możemy wyjaśnić za pomocą potrzeb. </p>

<p>Drugim elementem wspólnym jest szacunek – w stosunkach międzyludzkich przekłada się on mocno na sposób mówienia, w przypadku relacji z psem jest to zwyczajne nieużywanie narzędzi i technik przemocowych. Tak jak nie powiem drugiej osobie „ty, głupku”, tak nie będę szarpać psa na smyczy, nie uderzę człowieka, żeby zrobił mi miejsce na chodniku i nie walnę psa prądem. Będę zamiast tego stosować jasne i spójne komunikaty, żeby przekazać moje oczekiwania psu. Tutaj zawsze wejdzie nam element szkolenia behawioralnego, bo jednak psu nie wytłumaczę słowami poleceń, muszę w sposób zrozumiały dla psa pokazać (zazwyczaj naprowadzając smaczkiem) czego oczekuję, a pożądane zachowanie wzmacniać pochwałami, smaczkami, zabawą.</p>

<p>Tutaj mamy główną różnicę. Dzieci zgodnie z NVC nie tresujemy behawioralnie. Oczywiście jest cała masa nurtów rodzicielstwa oparta na systemie nagród i kar – wzmacniania pożądanych (przez rodziców) zachowań i wygaszania  niepożądanych. W NVC jednak przede wszystkim nazywamy nasze potrzeby, oczekiwania, a w przypadku dzieci pomagamy im je nazwać i zrozumieć. Pracując z psami też musimy być wyczuleni na emocje psa, pomóc opiekunom w ich określeniu, zrozumieniu psa, jego potrzeb. Szkoląc psy bardzo często pracujemy jednak też z emocjami psich opiekunów, najczęściej z frustracją w szkoleniu. Trochę wiec tego NVC w szkoleniu jest.</p>

<p>Wracając jednak do szacunku. Dla mnie idzie on głębiej niż tylko niestosowanie przemocowych narzędzi szkoleniowych. Widzę psa jako osobną jednostkę, odrębną od opiekuna, która ma swoje potrzeby, swoje zdanie, może mieć zły dzień, może nie mieć radości z określonych zadań. W pracy z psami pozwalam im na sporą decyzyjność. Staram się przekonać, nie zmuszać, pozwalam podjąć decyzje o współpracy, pozwalam psu na odejście z ćwiczeń i wyładowanie frustracji. Owszem, przyznaję, jestem w tym nieco manipulująca, bo stosuję i smaczki i zabawki (nagrody) ale też przytrzymanie, zablokowanie smyczy, odejście (obrażenie się), czyli kary. Dążę jednak do tego, żeby pies mimo tych manipulacji podejmował decyzję, że lepiej jest wrócić do siadu niż mieć niefajną konsekwencję obrażonego opiekuna. </p>

<p>Trudno więc mówić tutaj o całkowitym braku przemocy, ale też trudno mówić, że w szkoleniu pozytywnym nie ma żadnych negatywnych metod. Poruszamy się w szkoleniu i komunikacji z psem w dwóch różnych gatunkach. Coraz więcej badań daje nam prawo do wyciągania wniosków o psich emocjach, że są zbliżone do ludzkich, ale też nadal wielu rzeczy nie wiemy na pewno. Wiemy, że psy mogą poznać znaczenie wielu słów, ale jednocześnie nie osiągną takiego poziomu świadomości swoich czynów i ich konsekwencji jak ludzie, więc na pewno nie jesteśmy załatwić kwestii nieskakania na gości słowami „mam silną potrzebę Twojego nieskakania po ludziach, obawiam się upadku, zniszczenia ubrań, przestraszenia”. Musimy tutaj wejść ze szkoleniem behawioralnym, ale możemy je załatwić z szacunkiem i empatią nagradzając zachowania pożądane albo sposobem kija – szarpnięciem za obrożę, użyciem dławika, czyli jednak przemocą.</p>

<p>Tak więc wracając do pytania z początku wpisu, ciężko mi określić się mianem psiej trenerki NVC. Na pewno część elementów można zastosować w pracy z psami ale niektórych rzeczy nie przeskoczymy. Na pewno moje własne psy i psy uczące się u mnie mają sporą wolność w decyzyjności, wyrażaniu emocji i naprawdę z tego korzystają. Mogą wyłamać się z pracy, mogą czasem nie przyjść, szarpnąć smyczą. Nie ma wolnej amerykanki, są moje granice, których nie pozwalam przekraczać. Jednocześnie chociaż daję psom dużą swobodę, to kiedy wymagam czegoś, to wymagam na 100%, bo jest to dla mnie coś istotnego. Zazwyczaj chodzi o bezpieczeństwo psów, innych psów i innych osób – np. nie puszczam psa przy ruchliwej ulicy, psom agresywnym zalecam kaganiec i zajęcia indywidualne. Czasem są to rzeczy z zakresu moich granic i potrzeb, np. nie chcę skakania po mnie lub włażenia na kanapy i tych elementów konsekwentnie pilnuję, a popuszczam w innych mniej istotnych dla mnie kwestiach. </p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Uciekinier]]></title><description><![CDATA[<p>Dziś trudny dla mnie tekst o tym, jak moje łaciate psie dziecko na spacerze nawiało. Trudny na wielu poziomach - stresu jakiego się najadłam, zwątpienia we własne umiejętności szkoleniowe, złości na psa, zawiedzenia nad naszą więzią, wreszcie przyznania się publicznie, bo jestem trenerem i uczą przywołań zwykłych, awaryjnych, a tymczasem</p>]]></description><link>http://psowaty.blog/2020/02/21/uciekinier/</link><guid isPermaLink="false">626ef8fe-2d9b-4392-b914-b893dad762e8</guid><category><![CDATA[szkolenie]]></category><category><![CDATA[porady]]></category><category><![CDATA[smycz]]></category><category><![CDATA[komunikacja]]></category><category><![CDATA[reaktywność]]></category><category><![CDATA[stado]]></category><category><![CDATA[psie historie]]></category><category><![CDATA[komendy]]></category><category><![CDATA[trening]]></category><category><![CDATA[tropienie]]></category><dc:creator><![CDATA[bayushi]]></dc:creator><pubDate>Fri, 21 Feb 2020 10:50:14 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2020/02/roe-deer-1367182_640.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/02/roe-deer-1367182_640.jpg" alt="Uciekinier"><p>Dziś trudny dla mnie tekst o tym, jak moje łaciate psie dziecko na spacerze nawiało. Trudny na wielu poziomach - stresu jakiego się najadłam, zwątpienia we własne umiejętności szkoleniowe, złości na psa, zawiedzenia nad naszą więzią, wreszcie przyznania się publicznie, bo jestem trenerem i uczą przywołań zwykłych, awaryjnych, a tymczasem mój własny pies mi zwiewa (a powinien świecić przykładem przecież). Jednak każda przygoda, nawet taka daje nam pewne wnioski i chyba dobrze byłoby się nimi podzielić. </p>

<p>Po pierwsze zawsze musimy pamiętać, że pies to nie ja. Jest odrębną jednostką i nigdy nie mamy 100% pewności, co zrobi w danym momencie. Oczywiście szkolenie daje nam duży procent pewności, że w sytuacji awaryjnej zwyciężą zachowania wyuczone i utrwalone. Jest to jednak zawsze mieszanka szkolenia, szczęścia i warunków danego dnia – nastroju, pogody, poziomu znudzenia, chęci eksploracji, zapachów. Niestety zawiodło szczęście, wyszkolenie było na dany moment niewystarczające i pies zwiał. Nie pogonił, bo coś ucieka. Przeprowadził sobie całą sekwencję polowania – wytropił, podszedł, wypłoszył i pogonił. Najpewniej nie złapał, wrócił bez śladów bitwy.</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/02/roe-deer-1367182_640-1.jpg" alt="Uciekinier"></p>

<p><strong>Fakty.</strong></p>

<p>Był wilgotny i wietrzny dzień. To zdanie być może jest kluczowe. Jak mi znajoma zwróciła uwagę, to idealna pogoda na tropienie: zapach jest mocny, utrzymuje się ładnie na podłożu, dodatkowo wiatr nawiewa zapach jak się idzie tropem. Bajka. Psy nie były szczególnie niewybiegane, więc zdecydowałam się zabrać tylko Erguta, tym bardziej, że jedna z suczek koleżanki, z którą się umówiłyśmy, miała końcówkę cieczki, a tylko młody jest na chipie chemicznym. Poza tym ostatnio Ergo bywał tym grzeczniejszym psem, który bez wahania do mnie biegł. Miejsce mamy bardzo fajne, daleko od ludzi i daleko od lasu, łąki, woda – bajecznie. Są też jakieś zarośla. Spacer miał być dość szybki, bo po nim miałam lecieć do pracy. Psy szaleją, my maszerujemy, kontrolujemy otoczenie, gadamy. Psy znikają w trawie, wracają, zwykły spacer. Do momentu, gdy psy wbiegły w jakieś krzaczki i wyszły wszystkie poza moim. Szybko wołam i nic, rozglądam się – nie widzę psa, w tym momencie koleżanka pokazuje het po horyzont, a tam kita mojego psa właśnie wpada w zagajnik i wypłasza sarnę i za chwilę znika w lesie. Tym lesie, który mam całkiem spory kawał od siebie. W międzyczasie wyciągnęłam gwizdek, licząc na nasze awaryjne przywołanie, a przynajmniej na to, że wybiję psa z gonienia i zaraz wróci. Nic, zero reakcji. Idziemy wiec do lasu i skrajem przemieszczamy się w kierunku zniknięcia psiej kity. Erguta widzimy przez chwilę, krzyczymy, gwizdamy, żadnej reakcji, leci dalej przed siebie. Cóż mamy robić, idziemy, rozglądamy się, wołamy. Psa nie ma. W głowie cały plan poszukiwań, strach, że o coś zahaczył obrożą lub szelkami. Nic nie słychać, nic nie widać. Minęło dobrze z pół godziny. Wraca. Zadowolony, macha ogonem z miną: „Wołałyście? Jestem!” Mam ochotę zamordować, oskubać te futrzaste gacie. Zapinam, siadam i ryczę z emocji. Kryzys moralny, bo mój pies pogonił sarnę. Nie pozwalam gonić, dla sarny to straszny stres i wysiłek kaloryczny. Pogoda nie była naszym sprzymierzeńcem, przedzierałyśmy się do samochodów przez krzaki, zagajniki, podmokłą łąkę pociętą ciekami wodnymi. Śladów wokół całe mnóstwo, pies na lince z zerowym kontaktem ze mną, z innymi psami. Szamocze się, wyrywa, wpada na ślady. Totalne wariactwo. </p>

<p><strong>Przemyślenia.</strong></p>

<p>Żal mi sarny, cieszę się, że pies wrócił, mam ochotę zamordować psa, czuję się beznadziejna. Moją pierwszą myślą było: „Czy jakbym używała obroży elektrycznej, to czy bym psa zatrzymała impulsem?” Niesamowite prawda? Pierwsza myśl szkoleniowca, to myśl o OE, której całym sercem nie popieram, bo jest dla mnie zbyt radykalnym środkiem, żeby zastosować na przyjacielu. Jednak myśl owa gdzieś siedzi. Wiele osób dlatego zachwala OE, bo są szybkie i dają trwałe rezultaty. Z drugiej strony, jeśli jednak pies nie rezygnuje z polowania, to impulsy się powtarza w nieskończoność? Zwiększa siłę? Brrr nadal.</p>

<p>Kolejną myślą było: „Czemu nie kupiłam wcześniej GPSa?” Przyglądam się nadajnikom już od jakiegoś czasu, podpytuję znajomych i jakoś nigdy nie doprowadziłam sprawy do końca. Niestety, zanim kupię jakiś sprzęt, to muszę się z niego niemal zdoktoryzować, przemyśleć czy na pewno to, a nie inna rzecz. Tymczasem pies pobiegł nie wiadomo dokąd. Po elektronice przyszła myśl szkoleniowa, użyłam gwizdka, czyli naszego przywołania awaryjnego i został on olany. Co to oznacza dla mnie? Że znów nie mamy przywołania awaryjnego, a może nigdy nie mieliśmy. Jedna akcja przekreśliła w moich oczach rok naszej pracy. Bo przecież on przychodził, wracał, odwołałam od jelenia, który kilka kroków niespodziewanie obok nas wyskoczył. Na spacerach szalał z Hakerem, innymi psami i trzymał się w zasięgu wzroku i meldował do jakiś czas do ręki. Wydawało się, że jest nieźle, a jednocześnie to wszystko nie zadziałało. Na pewno mocno straciłam zaufanie do psa i do tego, co mieliśmy wypracowane. </p>

<p><strong>Decyzje.</strong></p>

<p>Inwestujemy w sprzęt. Będzie dłuższa linka z amortyzatorem. Rozważanie też zajęło mi chwilę, bo myślałam o biothane, doradzano mi też flexi, sznury, ale jednak będzie kolejna linka z Let's Sniff. Mam dwie linki 5 metrów bez amortyzatora i są one obłędne, niesamowicie leciutkie. Kolejnym zakupem będą jednak lokalizatory dla chłopaków. Będę wiec pewnie robić wyprzedaż nieużywanych rzeczy, żeby ciut budżet podratować. Kolejną inwestycją będzie nowy gwizdek. Aktualny jest dla mnie spalony szkoleniowo, chociaż podejrzewam, że przydał się w tym, żeby pies nas zlokalizował po tym, jak już znalazł swój mózg.</p>

<p>Ważniejsze od sprzętu są jednak kwestie treningowe. Wracamy do przedszkola właściwie. Będziemy na nowo wypracowywać reakcję na cmokanie, imię, zawołanie. Wracamy do ćwiczeń na podwórku, w małych rozproszeniach, a potem chętnie spotkamy się z kimś z psem, żeby potrenować, gdy dokoła będzie więcej bodźców.</p>

<p>Kolejnym elementem jest popracowanie nad podążaniem we wszystkich kierunkach, wzmacnianie pozycji obok mnie, gdy na horyzoncie pojawia się coś ciekawego. </p>

<p>Na lince można też popracować nad znajdywaniem zgubionych przeze mnie rzeczy. Idę, gubię i pokazuję psu. Ma to uwrażliwić go na skanowanie otoczenia w moim bezpośrednim otoczeniu. </p>

<p>Jak już zdecyduję się na zejście z liny, to na pewno znów będzie więcej niespodziewanego chowania się przed psem.</p>

<p>Dodatkowo myślę czy nie zastosować metody znajomego na ignorowanie zwierzyny i jej śladów, czyli pójście za psem tropem, dopóki pies się nie znudzi. I takie chodzenie, z którego nic nie wynika, które nie ma na końcu żadnej nagrody, może podziałać zniechęcająco. Im się to udało, pytanie tylko, czy u Erguta nagrodą nie jest sama czynność i niekoniecznie musi być cel na końcu. </p>

<p>Samo tropienie chcę nadal wzmacniać, ale nadal będzie to szukanie ludzi i bardzo mocne nagrody za odszukanie pozoranta. Jak już ma coś tropić, to może niech to są ludzie. </p>

<p>Nie bójcie się jednak, to nie tak, że odtąd nie ma luzu i tylko praca. Potrzeby psa będą zaspokojone, bo po to właśnie też długa linka z amortyzatorem, żeby można było sobie chodzić, węszyć. Nadal będą oczywiście maty węchowe, zabawki, gryzaki. Czego nie będzie? Czasu wolnego dla mnie chyba. Bo wygląda na to, że trzeba jakoś zwiększyć ilość czasu dla zachowania równowagi między potrzebami psa a nauką. </p>

<p>Wszelkie dodatkowe porady przyjmę z radością, zarówno w kwestii dalszej nauki, jak i GPS. Gwizdek już chyba wybrany, będzie firma Acme, myślę tylko nad tym jaki ma być zasięg do pracy. </p>

<p><strong>Nauczka?</strong></p>

<p>Nie spodziewałam się na pewno tego, że mój pies może zwiać śladem. Zdarzało się mu na spacerach się zawąchać, chwile pójść z nosem przy ziemi, ale zawsze był kontakt z bazą. Musze zwracać na przyszłość większą uwagę nie tylko na wizualną stronę spacerów, ale też pomyśleć nad warunkami tropowymi. </p>

<p>Będziemy relacjonować postępy, może też nagramy jakieś filmiki.</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Jeszcze kleszcze lub znów kleszcze]]></title><description><![CDATA[<p>Ostatnio o kleszczech pisałam <a href="https://psowaty.blog/2017/04/10/kleszcze/">wieki temu.</a> Od tego czasu sporo psów moich znajomych, mimo zabezpieczenia, pochorowało się na choroby odkleszczowe. Dlatego musimy pamiętać, że elementem dbania o naszego psa jest też zabezpieczenie go przed kleszczami. Jednak niestety nie mamy środków, które będą skuteczne na 100%. Warto więc znać objawy chorób</p>]]></description><link>http://psowaty.blog/2020/02/18/jeszcze-kleszcze-lub-znow-kleszcze/</link><guid isPermaLink="false">e7d7ed6b-225b-4606-9c10-5b74a6490087</guid><category><![CDATA[kleszcz]]></category><category><![CDATA[choroba]]></category><category><![CDATA[weterynarz]]></category><category><![CDATA[kleszcze]]></category><category><![CDATA[antybiotyk]]></category><dc:creator><![CDATA[bayushi]]></dc:creator><pubDate>Tue, 18 Feb 2020 18:09:13 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2020/02/castor-bean-tick-4837725_640.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/02/castor-bean-tick-4837725_640.jpg" alt="Jeszcze kleszcze lub znów kleszcze"><p>Ostatnio o kleszczech pisałam <a href="https://psowaty.blog/2017/04/10/kleszcze/">wieki temu.</a> Od tego czasu sporo psów moich znajomych, mimo zabezpieczenia, pochorowało się na choroby odkleszczowe. Dlatego musimy pamiętać, że elementem dbania o naszego psa jest też zabezpieczenie go przed kleszczami. Jednak niestety nie mamy środków, które będą skuteczne na 100%. Warto więc znać objawy chorób i różne środki dostępne na rynku. Czytajcie i zabezpieczcie wasze psy.</p>

<p>Zima tego roku jest wyjątkowo łagodna, a pierwszego kleszcza już z futra Hakera zdjęłam. Oczywiście wiadomo, że nawet jak nasz pies kleszcze złapie, to nie musi się od razu pochorować i środki ochrony przed kleszczami też nie są całkiem obojętne dla zdrowia, ale ja jednak jestem panikarzem i boję się chorób. </p>

<p>Moich chłopaków zabezpieczam tabletkami, ale z racji tego, że pracuję w sklepie zoologicznym, mam dostęp do wielu różnych preparatów i mogę trochę więcej o nich napisać. Jeśli chodzi o formę podania, to mamy do czynienia z pięcioma głównymi:</p>

<ul>
<li>obroża</li>
<li>krople na kark (spot on)</li>
<li>sprej</li>
<li>zasypka (puder)</li>
<li>tabletki</li>
</ul>

<p>Jeśli chodzi o skład preparatów to mamy wszelkie chemiczne preparaty weterynaryjne oparte najczęściej na fipronilu, imidaklopridzie, dimetikonie, permetrynie. Stosując je musimy pamiętać, że są to bardzo silne środki, nieobojętne dla zdrowia, mogące powodować alergie. Permetryny nie wolno stosować kobietom w ciąży, imidakloprid jest nieobojętny dla pszczół. Dlatego zawsze trzeba zastosować się do instrukcji użycia preparatu i nie stosować większych dawek niż są zalecane. </p>

<p>Ten ostatni punkt jest bardzo ważny, bo czasem do naszego sklepu przychodzą klienci, którzy założyli już obrożę, ale nie działa i chcą jeszcze dołożyć jakiś środek. Przedawkowanie preparatu jest naprawdę niebezpieczne. Niestety kleszcze to takie paskudztwa, które uodparniają się niektóre środki, zwłaszcza jeśli są powszechnie używane. W zeszłym sezonie sporo osób narzekało na popularne obroże, ale też okazało się, że bardzo mało osób zakłada je w sposób prawidłowy, czyli tak, żeby dotykały skóry. Zwisającą luźno obroża przeciwkleszowa nie daje niemal żadnej ochrony!</p>

<p>Inny skład mają tabletki. Na stronie <a href="http://www.psyiludzie.pl/simparica-na-kleszcze-porownanie-tabletek/">Psy i Ludzie</a> mamy świetne porównanie trzech dostępnych na rynku tabletek: <br>
<img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/02/simparicaporownanie.jpg" alt="Jeszcze kleszcze lub znów kleszcze"></p>

<p>Porównanie nie obejmuje istniejącej na rynku tabletki  NexGard Spectra, która dodatkowo ma działanie odrobaczające. To fajny wybór, jak jednocześnie chcemy psa odrobaczyć i zabezpieczyć przed kleszczami. Bravecto natomiast występuje też w postaci kropli do nakrapiania na skórę (w składzie: fluralaner i moksydektyna)</p>

<p>Tabletki nadal cieszą się dość złą sławą w internecie, zwłaszcza Bravecto, które zawiera stosunkowo wysoką dawkę substancji czynnej i działa bardzo długo. Moje osobiste psy są jednak na tabletkach. Zaciśnięcie obroży przy takiej ilości sierści (zwłaszcza u malamuta) jest niemal niemożliwe. Krople z kolei działały różnie. Psikać sprejem i sypać zasypką nie chciałam, bo bałam się, że przypadkiem sypnę lub prysnę czymś do oka. Na tabletce kleszcze widzę rzadko, a jak są wbite, to od razu ususzone. Dodatkowo jako odstraszacz kupiłam obroże z olejkami zapachowymi.</p>

<p>Olejki i zioła to druga grupa produktów dedykowana psom i kotom do walki z kleszczami. Olejki, które odstraszają owady (kleszcze, ale też pchły, komary, meszki) to: </p>

<ul>
<li>olejek geraniowy,</li>
<li>olejek goździkowy,</li>
<li>olejek neem</li>
<li>olejek cytrynowy,</li>
<li>olejek z drzewa herbacianego,</li>
<li>olejek tymiankowy,</li>
<li>olejek szałwiowy,</li>
<li>olejek z mięty pieprzowej,</li>
<li>olejek paczulowy,</li>
<li>olejek eukaliptusowy. </li>
</ul>

<p>W sklepach można kupić obroże materiałowe nasączone tymi olejkami, co z kolei stało się inspiracją dla mnie do takiej obroży DIY. Do słoika kładę płatek kosmetyczny z olejkiem i wkładamy na noc obrożę. Moje psy mają olejki z geranium i drzewa herbacianego. Ja chyba nieco przesadziłam z ilością olejku, bo obroże pachniały dość mocno. W tym roku będę bardziej uważna. </p>

<p>Po co w ogóle używałam olejków? Tabletki, które podawałam moim psom – Nexgadr i Bravecto – nie mają działania odstraszającego, a chciałam też ograniczyć ilość kleszczy na samym psim futrze. Nasza okolica jest bardzo mocno zakleszczona, mieszkamy przy puszczy, wokół królują też tuje, teren jest nieco podmokły, wiec kleszcze mają się naprawdę dobrze. Żałuję nawet, że nie ma tabletek do połknięcia dla dorosłych i dzieciaków.</p>

<p>Przy okazji naturalnych metod warto wspomnieć też o tym, że nie musimy koniecznie kupować wszystkich olejków. Również zioła, z których sporządzono olejki, można zastosować w walce z kleszczami. Trzeba zrobić wywar i popsikać nim psa (można też siebie). Wydaje mi się jednak, że jest to już bardziej skomplikowana procedura. </p>

<p>Można jednak zastosować też jeszcze jedno zioło – czystek. Czystek stał się trochę superziołem na wszystko: zatrucia, odchudzanie, detox. Jest też skuteczny w walce z kleszczami. W przypadku ludzi regularne picie czystka zmienia nasz zapach w nieprzyjemny dla kleszczy (i chyba też komarów). Psu ciężko byłoby regularnie podawać herbatkę, wiec możemy kupić sproszkowany czystek do podania w karmie. Pamiętać musimy tylko, że skuteczność ziół opiera się zawsze na długim okresie ich stosowania więc skuteczność czystka osiągniemy po minimum 2 tygodniach regularnego podawania. Myślę, czy nie spróbujemy w tym roku z psami, bo stosuję u ludzi i w zasadzie udaje nam się kleszczy unikać. Pechowcem z boreliozą był u nas Tomek, którego kleszcz zdążył najwidoczniej ugryźć, chociaż jeszcze się nie wbił. </p>

<p>W internecie znalazłam też informację o odstraszaczach ultradźwiękowych do powieszenia na obroży. Wiedziałam, że są takie urządzenia dla ludzi, ale jest też wersja „Pet” dla zwierzaków. Urządzenia po włączeniu nie da się wyłączyć, działa około 6-8 miesięcy. Podobno w żaden sposób nie szkodzi zwierzętom. Minusem jest to, że nie jest wodoodporne. Jeśli nasz zwierz latem pływa, to trzeba urządzenie zdjęć. Warto wspomnieć, że moczenie i pływanie skraca też czas działania kropli i obroży. Nie znam osobiście nikogo, kto korzysta z ultradźwięków, ale chętnie poznam opinie jeśli macie jakieś doświadczenia. To może być fajna alternatywa. </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/02/castor-bean-tick-4837725_640-1.jpg" alt="Jeszcze kleszcze lub znów kleszcze"></p>

<p>No dobrze, ale skoro nie wszystkie kleszcze są zarażone, to czy potrzebujemy panikować? Może wystarczy psa oglądać i kleszcze wyjmować? Tak naprawdę przy żadnym ze środków tego oglądania psa nie możemy odpuścić. Jednak przy psach mocno futrzastych i o ciemnej sierści, znalezienie kleszcza może być dość trudne. Oczywiście zawsze warto w domu mieć kleszczołapki, czy to w formie karty, pęsety czy czegoś jeszcze innego. Przyrządy te znacznie pomagają w skutecznym wyciągnięciu kleszcza. Skutecznym czyli takim, w którym nie rozrywamy kleszcza, nie mocujemy się z nim zwiększając ryzyko zakażenia psa odkleszczowymi chorobami. Do lamusa chyba odeszły już pomysły na smarowanie kleszcza olejem lub masłem i „wykręcania” go. Kleszcz to nie nakrętka z gwintem, nie ma czego wykręcać, a tłuszcz też zwiększa ryzyko, że kleszcz „zwymiotuje” i zarazi zwierzaka. </p>

<p>Jakie choroby ryzykujemy, gdy nasz pies nie jest niczym zabezpieczony? </p>

<ul>
<li>babeszjoza,</li>
<li>borelioza,</li>
<li>bartoneloza,</li>
<li>anaplazmoza,</li>
<li>erlichioza,</li>
<li>europejskie odkleszczowe zapalenie mózgu</li>
<li>dirofilarioza. </li>
</ul>

<p>Najbardziej paskudne w tych chorobach jest to, że ich objawy pojawiają się po jakimś czasie i czasem ciężko objawy skojarzyć z kleszczem. </p>

<p><strong>Babeszjoza</strong> daje objawy od tygodnia do nawet 3 tygodni po ugryzieniu, a należą do nich wysoka gorączka, senność, brak apetytu, wymioty, ogólne osłabienie. Najskuteczniejszą diagnozę daje badanie krwi, gdzie wyjdzie anemia oraz trombocytopenia (spadek liczby płytek krwi). Podaje się lek o nazwie Imizol, jest on właściwie jedynym skutecznym środkiem, a rok temu mieliśmy przez moment deficyt na rynku. </p>

<p><strong>Borelioza</strong> daje niespecyficzne objawy, tak samo jak u ludzi. U ludzi zazwyczaj widzimy rumień, u psów przez sierść nie. Krętki atakują skórę, stawy, układ nerwowy. Może się pojawić powiększenie węzłów chłonnych, gorączka, senność, chudnięcie, obrzęki tkanki podskórnej, zapalenie stawów, kulawizna, zaburzenia widzenia. Boreliozę leczy się antybiotykiem z grupy tetracyklin, ale niestety u niektórych psów jest to nieskuteczne. </p>

<p>Przenoszone są one nie tylko przez kleszcze, lecz także przez pchły i komary.</p>

<p>Zarażenie psa następuje za pośrednictwem kleszcza Rhipicephalus sanguineus, który jest nosicielem bartonelli, oraz przez kontakt bezpośredni z zakażonym zwierzęciem lub kontakt ze środowiskiem zanieczyszczonym przez bartonelle.</p>

<p>U psów zakażonych <strong>bartonellą</strong> rzadko występują objawy choroby. Jeśli się pojawią, to dotyczą przede wszystkim serca (zapalenie wsierdzia, zapalenie mięśnia sercowego). Leczenie polega na podaniu antybiotyków.</p>

<p><strong>Anaplazmoza</strong> to też niefajna choroba dająca dużo różnych objawów więc czasem trudno powiązać ją z kleszczami. Objawy to senność, gorączka, kulawizny, bladość błon śluzowych, napięty brzuch, biegunka, wymioty, wybroczyny, przyspieszony oddech, kaszel, powiększenie węzłów chłonnych i śledziony, obrzęk kończyn, wzmożone pragnienie, objawy neurologiczne, brak apetytu, spadek masy ciała, krwawienie z nosa i odbytu. W badaniach laboratoryjnych wychodzi trombocytopenia, niedokrwistość, zwiększenie aktywności enzymów wątrobowych. Anaplazmozę leczy się objawowo i antybiotykami. </p>

<p><strong>Erlichioza</strong> daje objawy jak bartoneloza i anaplazmoza. Takie same są też wyniki laboratoryjne i na szczęście leczenie jest podobne – antybiotyki i objawowe. </p>

<p><strong>Europejskie odkleszczowe zapalenie mózgu</strong> to choroba wywoływana prze wirus TBE. Wyróżnia się postać nadostrą (trwa od 3 do 7 dni), ostrą (trwa od 1 do 3 tygodni), przewlekłą bezobjawową (trwa miesiące). Niestety leczenie jest tylko objawowe, nie da się wyleczyć. </p>

<p><strong>Dirofilarioza</strong> to ciężka i potencjalnie śmiertelna choroby u psów i kotów. Polega na zarażeniu nicieniami, które bytują głównie w tętnicach płucnych, ale czasami znajdowane są w prawej części serca i w przylegających do niej dużych naczyniach, takich jak żyła główna przednia i tylna. Choroba ma zazwyczaj przebieg przewlekły i przez lata nie stwierdza się żadnych objawów. Rozpocząć się mogą od  wystąpienia przewlekłego kaszlu, pojawia się duszność, osłabienie i czasami omdlenia po wysiłku. W późniejszym okresie, kiedy dochodzi do rozwoju zastoinowej niewydolności prawokomorowej serca, można zauważyć obrzęk jamy brzusznej i w rzadszych przypadkach kończyn, czemu towarzyszy brak łaknienia, utrata masy ciała i odwodnienie. Leczenie polega na stopniowej eliminacji larw przez okres 4-8 miesięcy. Psy z zespołem żyły głównej najpierw powinny być poddane zabiegowi chirurgicznego usunięcia pasożytów, a następnie poddane farmakoterapii.</p>

<p>Nie dajmy się więc i my i psy. Ryzyko jest i trzeba wybrać jakieś środki zapobiegawcze. </p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Krótki post o sikaniu]]></title><description><![CDATA[<p>Od dawna obserwuję ciekawe dla mnie zjawisko, że moje psy nie sikają po sobie. Jedne nie nakrywa moczem sików drugiego. Panuje tu niezwykła zgodność i obaj panowie respektują siki. Nawet w okresie, gdy były cieczki, zdarzały się spory, nie było wzajemnego niszczenia śladów zapachowych. Nawet jeśli nie szli na spacer</p>]]></description><link>http://psowaty.blog/2020/02/10/krotki-post-o-sikaniu/</link><guid isPermaLink="false">36daa3f2-bf6e-495c-a0a0-b0c17a5e9570</guid><category><![CDATA[pies]]></category><category><![CDATA[psie historie]]></category><category><![CDATA[podróże]]></category><category><![CDATA[behawioryzm]]></category><category><![CDATA[wyjazd]]></category><category><![CDATA[komunikacja]]></category><category><![CDATA[stado]]></category><dc:creator><![CDATA[bayushi]]></dc:creator><pubDate>Mon, 10 Feb 2020 06:37:15 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2020/02/dog-157014_640.png" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/02/dog-157014_640.png" alt="Krótki post o sikaniu"><p>Od dawna obserwuję ciekawe dla mnie zjawisko, że moje psy nie sikają po sobie. Jedne nie nakrywa moczem sików drugiego. Panuje tu niezwykła zgodność i obaj panowie respektują siki. Nawet w okresie, gdy były cieczki, zdarzały się spory, nie było wzajemnego niszczenia śladów zapachowych. Nawet jeśli nie szli na spacer razem, a wyprowadzałam jednego po drugim, to bez trudu znajdywali gdzie znaczył „brat”, wąchali i szli dalej podsikać inny krzaczek czy kępkę trawy. </p>

<p>Oczywiście odniosłam to do badań na temat wilków i ich oznaczania terenu. Znaczeniem zajmuje się całe stado i nie ma mowy, żeby ktoś sikał na mocz innego wilka, a zwłaszcza na mocz ojca rodziny. </p>

<p>Uznałam, że chłopaki uważają się za rodzinę i wspólnie znaczą teren. Dość często zdarza im się sikanie synchroniczne w niewielkiej odległości od siebie. </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/02/dog-157014_640-1.png" alt="Krótki post o sikaniu"></p>

<blockquote>
  <p>Sikanie to komunikowanie</p>
</blockquote>

<p>Ponieważ Ergutowi testosteron dość mocno uderzył do głowy i zaczął „zygać” do Hakera – tutaj warknął, tu mu zablokował wejście do domu, tu oszczekał, co Haker znosił ze stoickim spokojem i godnością, o jaką bym go zupełnie nie podejrzewała, to zdecydowałam się na podanie chipu <em>Suprelorin</em>. Mniej więcej w podobnym wieku czipowaliśmy Hakera, bo też tracił mózg. Jak można było się spodziewać, zadziałało. Chłopaki znów mają relację sprzed nadmiaru testosteronu, z Ergutkiem lepiej mi się pracuje (chociaż emocje nadal na dużym poziomie). Najwyraźniej zmienił się też zapach siusków. ;) O ile w naszej okolicy nadal nie ma sikania jeden po drugim, to na naszych spontanicznych nadmorskich wakacjach okazało się, że Haker uznał, że mocz pachnie za słabo i trzeba poprawić. Było to dość zabawne, bo widział sikającego Erguta, podszedł sprawdzić i chwilę dumał nad tymi sikami, dumał, aż w końcu podniósł łapę i poprawił. Tak jakby nie był pewien czy postępuje właściwie. Ergo ogólnie sika teraz raczej z potrzeby fizjologicznej, a mniej dla znaczenia. </p>

<p>Obawiałam się trochę, czy zaraz nie będę musiała Hakera wrzucić na chip, czy nie zacznie gnębić młodego. Niektórzy opiekunowie pierwotniaków obserwują takie zachowania. Kastrat jest w hierarchii niżej. U nas zupełnie tego nie widać. Nie widać też pogorszenia ciągnięcia, ale psy praktycznie tylko biegają. Haker bez chipa nadal biega od niechcenia, Ergo nadal pełen zapału. </p>

<p>Pod koniec stycznia byłam na świetnym seminarium z Mariną Grafagnoli, <em>Komunikacja psów, zachowania grożące i agresywne</em>, organizowanym przez <a href="https://szkolenia-gw.pl/oferta/komunikacja_psow_zachowania_grozace_i_agresywne_prow_marina_garfagnoli">Green Way</a>. Było też o sikaniu. Konkretniej o komunikacji zapachowej, do której w zasadzie dostępu nie mamy, a której wizualnym przejawem jest znaczenie. Według Mariny sikanie przez jednego psa i odejście dalej ma na celu zaproszenie innego psa do poznania. Takie: „zobacz, sikam tu, podejdź sobie, sprawdź jak pachnę”. Oczywiście robią takie rzeczy psy pewne siebie, z dobrą komunikacją. Było też właśnie o znaczeniu sikania w grupie psów, że też znaczą wspólnie terytorium, nie zakrywając zapachu innego psa z grupy. Mój trop wilczy jest prawdopodobnie uzasadniony – Haker i Ergo czują się grupą rodzinną i razem sikają. </p>

<p>U Mariny było oczywiście znacznie więcej tematów niż sikanie, ale zostawię to na inny wpis, bo dużo rzeczy jeszcze układam w głowie. Na pewno jestem zachwycona seminarium i bardzo, bardzo marzę o klasach komunikacji. </p>

<p>Będzie też wpis o zimowym wypadzie nad morze, chociaż większość zdjęć już wylądowała na naszym <a href="https://www.facebook.com/psowaty.blog/">profilu</a>. Deszczowa pogoda i wiejący wiatr wygania ludzi z plaży, więc mogliśmy iść i iść i nie spotkać nikogo. To też idealna pogoda dla moich zimowych psów, momentami nawet było im za gorąco i aktywnie chłodziły się w wodzie. I sikały. I tam właśnie Haker uznał, że młody ma za słaby zapach, albo może, że jednak jest coś z nim nie tak i może inne psy mogłyby go zaatakować? W każdym razie pierwszy raz miałam okazję widzieć sikanie na mocz rodziny. Po powrocie sytuacja wróciła do normy. Ergo zaś nadal zostawia hakerowe siki w spokoju. </p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Na dziesięć nóg]]></title><description><![CDATA[<p>Mamy dwa psy, więc za każdym razem, kiedy biegam, muszę dokonywać wyboru, z którym biegać, którego wziąć ze sobą. Staram się brać je na przemian, ale dochodzą do tego inne czynniki, np. który biegał ostatnio niedzielną „długą trasę”.</p>

<p>Wczoraj zabrałem je na oba na długi spacer i ponieważ zachowywały się</p>]]></description><link>http://psowaty.blog/2020/01/26/na-dziesiec-nog/</link><guid isPermaLink="false">c8d2d655-8178-44ec-960b-226832115611</guid><category><![CDATA[canicross]]></category><category><![CDATA[dogtrekking]]></category><category><![CDATA[trening]]></category><category><![CDATA[bieganie]]></category><category><![CDATA[szelki]]></category><category><![CDATA[linka]]></category><category><![CDATA[zdrowie]]></category><dc:creator><![CDATA[Tomo]]></dc:creator><pubDate>Sun, 26 Jan 2020 17:07:01 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2020/01/nad-stawem-1.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/01/nad-stawem-1.jpg" alt="Na dziesięć nóg"><p>Mamy dwa psy, więc za każdym razem, kiedy biegam, muszę dokonywać wyboru, z którym biegać, którego wziąć ze sobą. Staram się brać je na przemian, ale dochodzą do tego inne czynniki, np. który biegał ostatnio niedzielną „długą trasę”.</p>

<p>Wczoraj zabrałem je na oba na długi spacer i ponieważ zachowywały się bardzo ładnie i bardzo spokojnie, postanowiłem zaryzykować: wziąć je oba na bieg.</p>

<p>Moje dotychczasowe wahanie wynikało z tego, że o ile z jednym sobie dam radę, o tyle dwa mają razem tyle siły, że gdyby postanowiły pogonić sarnę albo zaczęły gonić się nawzajem pośród drzew, jedyne co mógłbym zrobić, to powiewać rozpaczliwie na końcu linki. Nie dałbym rady opanować obu ciągnących pełną parą.</p>

<p>Ale, jak powiedziałem, zachowywały się grzecznie dnia poprzedniego, postanowiłem dać im kredy zaufania i dziś rano zabrałem oba.</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/01/w-bagazniku.jpg" alt="Na dziesięć nóg"></p>

<blockquote>
  <p>Droga wolna? Można wysiadać?</p>
</blockquote>

<p>Z dumą i satysfakcją donoszę, że nie zawiodły mojego zaufania. Wspólny bieg nie tylko ukończyliśmy cali i zdrowi, ale nawet było dość dobrze. Niemniej bardzo widać różnicę między psami.</p>

<p>Z przedmiotu „Bieganie w zaprzęgu” mógłbym psom wystawić następujące oceny:</p>

<ul>
<li>Ergo: 6-</li>
<li>Haker: 4</li>
</ul>

<p>Ocena opisowa:</p>

<p>Ergo biegnie bardzo ładnie. Jak już ogarnął potrzeby fizjologiczne, biegł dziarsko przez całą trasę. Reagowanie na komendy: wzorowe, ignorowanie rozproszeń: bardzo dobre. Mały minus za próby zepchnięcia Hakera ze ścieżki (przepychanie się boczkami).</p>

<p>Haker: pierwsze około pięć-sześć kilometrów podejmował próby udawania, że „przecież Mały ciągnie, ja nie muszę”, łapania Erga za kark, ponadto zatrzymywał się co chwilę, co wybijało z rytmu cały zaprzęg oraz bezpardonowo spychał Erga ze ścieżki.</p>

<p>Po sześciu kilometrach: praca przyzwoita, chociaż i tak większość pracy wykonywał Ergo. Haker przejął ciągnięcie na ostatnich dwóch kilometrach (z dwudziestu), ale być może dlatego, że Ergo zaczynał wyglądać na zmęczonego i mniej się starał. Przez większość trasy Ergo pracował, a Haker mu towarzyszył.</p>

<p>Ignorowanie przechodniów, biegaczy, a także napotkanych psów: oba psy 5. Komenda „Zostaw! Biegiem!” wystarczała.</p>

<p>Zdarzyła się jedna ciekawa sytuacja: z naprzeciwka szedł człowiek ze młodym psem. Jak się zbliżaliśmy, wypuścił go na całą długość linki, krzycząc do mnie „Niech się pieski przywitają”. Wtedy Ergo i Haker się na chwilę rozproszyły, zostały z tyłu, ale ładnie odwołały się na lekkie szarpnięcie za linki i komendę „Zostaw!”</p>

<p>Ogólnie, jak wejdą w rytm biegu, są ładnie opanowane, z tym, że Ergo łapie rytm w 1-1,5 km, a Haker: circa 6km. Niesamowite, jak pies, który „na co dzień” jest pełen emocji, w czasie biegu staje się niemal całkowicie skupiony na aktywności.</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2020/01/nad-stawem.jpg" alt="Na dziesięć nóg"></p>

<blockquote>
  <p>Woda zamarzła! Jak ja się mam napić!?</p>
</blockquote>

<p>Mnie samemu taka aktywność bardzo się podobała. Na pewno będziemy kontynuować bieganie w trójkę.</p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Wzmocnienia w nauce]]></title><description><![CDATA[<p>Wzmocnienia pozytywne to (bardzo skrótowo) coś, co sprawia, że dane zachowanie jest powtarzane. W szkoleniu psa, najczęściej myślimy o jedzeniu, które wydajemy po wykonanej komendzie, co sprawia, że pies i się uczy i chętniej komendy wykonuje. Oczywiście w tej teorii jest znacznie więcej kwestii – atrakcyjność wzmocnienia, częstotliwość podawania.</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/12/received_476609912967417.jpeg" alt=""></p>

<p>Wzmocnienia negatywne,</p>]]></description><link>http://psowaty.blog/2019/12/10/wzmocnienia-w-nauce/</link><guid isPermaLink="false">7cdd357f-9f7c-4c38-9fd9-839558147e56</guid><category><![CDATA[szkolenie]]></category><category><![CDATA[wzmocnienie]]></category><category><![CDATA[trening]]></category><category><![CDATA[smaczki]]></category><category><![CDATA[kynoedukacja]]></category><category><![CDATA[nagroda]]></category><dc:creator><![CDATA[bayushi]]></dc:creator><pubDate>Tue, 10 Dec 2019 19:54:07 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2019/12/received_547810175768181.jpeg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/12/received_547810175768181.jpeg" alt="Wzmocnienia w nauce"><p>Wzmocnienia pozytywne to (bardzo skrótowo) coś, co sprawia, że dane zachowanie jest powtarzane. W szkoleniu psa, najczęściej myślimy o jedzeniu, które wydajemy po wykonanej komendzie, co sprawia, że pies i się uczy i chętniej komendy wykonuje. Oczywiście w tej teorii jest znacznie więcej kwestii – atrakcyjność wzmocnienia, częstotliwość podawania.</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/12/received_476609912967417.jpeg" alt="Wzmocnienia w nauce"></p>

<p>Wzmocnienia negatywne, to takie, które mają wygasić zachowanie niepożądane. Na przykład: pies skacze, więc nie dostaje naszej uwagi albo jest izolowany, więc przestaje skakać, bo nie przynosi mu to pożądanego efektu. </p>

<p>Wzmocnienia niekoniecznie muszą pochodzić od nas. Ogromnym wzmocnieniem dla uciekającego psa jest możliwość biegania lub swobodnej eksploracji. Daje to takiego kopa endorfinowego, że oduczenie psa ucieczek jest ogromnie trudnym zadaniem. Musimy na drugiej szalce położyć coś równie, a nawet bardziej atrakcyjnego. </p>

<p>Jako opiekunowie musimy mieć doskonałe rozeznanie w tym, co jest dla naszego psa atrakcyjne, żeby skutecznie wzmacniać zachowania. Jednak nie zawsze jest prosto. Tak jak pisałam przy okazji kolczatki, możemy źle jej użyć w wzmocnieniu negatywnym i zamiast osiągnąć nieciągnięcie na smyczy, osiągniemy agresywną reakcję na inne psy. Podobnie używając wzmocnienia pozytywnego możemy wzmocnić niechciane zachowanie.</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/12/received_435645097372277.jpeg" alt="Wzmocnienia w nauce"></p>

<p>I tak zrobiłam z Hakerem. Od marca zaczęłam regularną pracę „od-do”. Codziennie o tej samej porze wychodzę z domu z domu, bez psów. Wcześniej pracowałam różnie, więc różne były momenty wychodzenia i trochę psy miewały mętlik. Od dłuższego czasu poranki wyglądały tak, że ja się szykowałam, a psy spały. Taką bajkę mieliśmy do wtorku. W poniedziałek Haker poszedł ze mną za zajęcia kynoedukacyjne. Zachował się tam fantastycznie, była masa nagród, smaczków, głaskania, wiec pies wrócił zmęczony, ale zachwycony. Tak bardzo, że gdy we wtorek wychodziłam do pracy, Haker stał przy drzwiach. W środę i czwartek też stał przy drzwiach. Czeka nas teraz powolne wygaszanie zachowania poprzez ignorowanie psa – brak spodziewanego efektu, czyli wyjścia ze mną, powinien spowodować, że zachowanie w końcu zniknie. Jednak trudno tutaj przewidzieć czas. Nie przewidziałam, że wyjście będzie tak atrakcyjne dla psa, że będzie chciał je w kółko powtarzać.</p>

<p>Co nam to pokazuje? Że jedno naprawdę fantastycznie dobrane wzmocnienie może nam od razu przynieść efekt – zarówno pozytywny, jak i niestety negatywny (uciekanie, wysiadywanie przed drzwiami). Szkoląc psa musimy naprawdę solidnie przemyśleć dobór nagród (sucha karma? surowe mięso?), zaplanować jak będzie wyglądało środowisko szkoleniowe, czy będziemy włączać nagradzanie społeczne (zabawy z innymi psami), czy luźny bieg bez smyczy. </p>

<p><strong>Zobacz poprzednie wpisy:</strong></p>

<ol>
<li><a href="https://psowaty.blog/2019/03/13/motywacja-pokarmowa/">Motywacja pokarmowa</a>  </li>
<li><a href="https://psowaty.blog/2019/11/27/kolczatka-fujczatka/">Kolczatka-fujczatka</a></li>
</ol>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Kolczatka - fujczatka]]></title><description><![CDATA[<p>Jestem zwolennikiem komunikacji bez przemocy (NVC) w kontaktach międzyludzkich i jestem zwolennikiem metod pozytywnych w szkoleniu psów. Jednocześnie mam świadomość, że jest to trudne, a NVC i metody pozytywnej nie powinniśmy mylić z wychowaniem bezstresowym i przyzwoleniem na wszystko. Zdarza mi się huknąć i na dzieci i na psy, zarówno</p>]]></description><link>http://psowaty.blog/2019/11/27/kolczatka-fujczatka/</link><guid isPermaLink="false">ec1ec551-aabd-4b88-b638-843595da6816</guid><category><![CDATA[obroża]]></category><category><![CDATA[szelki]]></category><category><![CDATA[szkolenie]]></category><category><![CDATA[linka]]></category><category><![CDATA[kolczatka]]></category><dc:creator><![CDATA[bayushi]]></dc:creator><pubDate>Wed, 27 Nov 2019 11:12:54 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2019/11/IMG_20191125_120249.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/11/IMG_20191125_120249.jpg" alt="Kolczatka - fujczatka"><p>Jestem zwolennikiem komunikacji bez przemocy (NVC) w kontaktach międzyludzkich i jestem zwolennikiem metod pozytywnych w szkoleniu psów. Jednocześnie mam świadomość, że jest to trudne, a NVC i metody pozytywnej nie powinniśmy mylić z wychowaniem bezstresowym i przyzwoleniem na wszystko. Zdarza mi się huknąć i na dzieci i na psy, zarówno w celach wychowawczych, jak i czasem z mojej bezsilności i złości. Tego drugiego zawsze żałuję. Jest zawsze wyrazem mojej frustracji, złości i braku panowania nad tymi emocjami. Huknięcie pierwsze ma tak naprawdę zadziałać żeby przerwać niebezpieczne zachowanie – dziecko sięga po wrzątek, pies próbuje zjeść mój batonik z ksylitolem.</p>

<p>Uważając, że ze zwierzęciem należy się komunikować, a nie zmuszać, jestem z automatu przeciwnikiem obroży typu kolczatka, obroży elektrycznych i zacisków. Nie przekona mnie żaden zwolennik, że ból jest niewielki. <em>Kocham, ale walnę prądem. Szanuję, ale kolczatka musi być.</em> Już sama ta sprzeczność powinna wystarczyć, żeby takich narzędzi nie używać, a jak jeszcze zagłębimy się w to, jak pies się uczy, to zrozumiemy, dlaczego część krajów takich narzędzi zakazuje. </p>

<p>Szkolenie psa przy użyciu wzmocnień możemy przedstawić za pomocą kwadratu:</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/11/Screenshot-2019-11-25-at-10.44.20.png" alt="Kolczatka - fujczatka"></p>

<p><strong>Wzmocnienie dodatnie (R+)</strong> – występuje kiedy do otoczenia zostaje wprowadzony czynnik powodujący powtarzanie czynności. (np.: pies dostaje smakołyk w chwili przyniesienia nam danej rzeczy). Prawdopodobieństwo powtórzenia prezentacji danego zachowania przez psa zwiększa się. Konsekwencją zachowania psa jest wystąpienie przyjemnego bodźca (smakołyka).</p>

<p><strong>Wzmocnienie ujemne (R-)</strong> – występuje kiedy z otoczenia zostanie usunięty
nieprzyjemny dla psa. (np.: podczas uczenia psa siadania metodą tradycyjną: mówi się komendę „siad” przytrzymując smycz w taki sposób, by pies nie był w stanie pochylać głowy do przodu, lewą ręką naciska się na zad psa. Prawdopodobieństwo, że pies usiądzie zwiększa się. Konsekwencją takiego zachowania się psa jest usunięcie nieprzyjemnego czynnika, czyli jednoczesnego ciągnięcia za smycz i naciskanie na zad psa).</p>

<p><strong>Wygaszenie (karanie) dodatnie ( P+)</strong> – występuje w szkoleniu tradycyjnym np.: podczas nauki psa chodzenia przy nodze, gdy pies wyłamuje się z chodzenia przy nodze na komendę „równaj” jest korygowany szarpnięciem za smycz z kolczatką .</p>

<p><strong>Wygaszenie (karanie) ujemne (P-)</strong> – jest to etap uczenia się psa, gdy eliminujemy jakieś zachowanie poprzez zabranie czegoś przyjemnego (np.: podczas zabawy pies łapie za rękę i podgryza, wtedy krzyczymy “aaauu” zabieramy zabawkę i kończymy zabawę. Prawdopodobieństwo prezentacji takiego zachowania podczas następnej zabawy zmniejsza się.</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/11/IMG_20191125_120314.jpg" alt="Kolczatka - fujczatka"></p>

<p>Dzięki użyciu kolczatki, pies dowiaduje się, że za ciągnięcie dostaje kolcem. Nie dowiaduje się jednak, co ma zrobić innego. Mamy więc zazwyczaj sytuację, że pies się zatrzymuje po szarpnięciu, a potem dalej ciągnie. Jeśli jest bardzo wrażliwy na ból, to faktycznie przestaje ciągnąć – nie dlatego jednak, że wie czego oczekujemy, ale dlatego, że boi się bólu. Taki pies najpewniej po jakimś czasie zacznie wykazywać oznaki stresu, niepokoju, frustracji. Nie muszą one pojawić się na spacerze, ale w zupełnie innych sytuacjach. Mamy więc niby sukces, zachowanie się nie pojawia, ale nie znamy w pełni kosztu. </p>

<p>Jeśli mamy bardzo „twardego” psa, to po pewnym czasie przyzwyczai się on do kolczatki i będzie na niej ciągnął i tak, ryzykując pojawienie się ran lub uszkodzeń szyi. Na pewno zaburzamy mu zdolność uczenia i adekwatnego reagowania na sytuacje, bo pies, którego cały czas trochę boli, który cały czas jest ściśnięty, jest w stresie, ma podniesiony poziom adrenaliny, może „wybuchać” na inne psy lib przechodzących ludzi. Nie mamy sukcesu, za to mamy zaburzone zachowania psa.</p>

<p>Dodatkowo, jeśli ktoś miał do czynienia ze szkoleniem <em>klikerowym</em>, to ma świadomość, jak trudno perfekcyjnie w czasie zgrać klik z zachowaniem psa. Dokładnie tak samo jest, gdy używamy obroży elektrycznej. Musimy strzelić dokładnie w dane zachowanie. Jesteśmy w stanie? A co, jeśli za pomocą kolczatki czy obroży elektrycznej wzmocnimy psu zachowanie agresywne do dzieci albo innych psów? Jest to niestety bardzo prawdopodobne.</p>

<p>Jeśli już ktoś upiera się przy kolczatce, to powinna być ona używana jak kantar na psa (którego też bardzo nie lubię), czyli zakładamy kolczatkę i zwykłą obrożę i mamy psa na dwóch smyczach. Smyczą z kolczatką korygujemy ciągnięcie, a jak pies się zachowuje jak chcemy, to natychmiast przenosimy trzymanie na smycz z obrożą i nagradzamy. Minus jest tylko taki, że przydałaby się przy tym dodatkowa ręka albo i dwie. </p>

<p>Dla mnie kolce nie są więc narzędziem, nie pozwalam ich używać w trakcie szkoleń i zachęcam do porzucenia w ogóle, chociaż oczywiście muszę uznać, że są skuteczne. Koszt moralny jest dla mnie jednak zbyt wysoki, a mając wiedzę na temat uczenia się psów, bałabym się ryzykować użycia takiego narzędzia, żeby nie uwarunkować psu jeszcze gorszych zachowań. Smaczkami ryzykuję, że pies idzie krzywo, brzydko siada i uczę dłużej. Trudno. Przynajmniej pozostaję w zgodzie z sobą i z aktualną wiedzą odnośnie uczenia się i emocji zwierząt. </p>

<p>Jeśli nasz pies ciągnie, przede wszystkim uczymy luźnej smyczy. Jeśli jest to wielki pies, nie jesteśmy w stanie go utrzymać i stwarzamy zagrożenie dla innych osób, to warto pomyśleć o pomocach typu szelki easy walk, ewentualnie kantar. Oba te narzędzia powinny być jednak używane szkoleniowo, przy jednoczesnym stosowaniu metod pozytywnych, czyli wzmacnianiu zachowań pożądanych. Warto przy okazji zastanowić się czy na pewno nasz pies ma <a href="https://psowaty.blog/2019/05/24/potrzeby-psa/">zaspokojone potrzeby</a> ruchu, węszenia, gryzienia, życia i zabawy.</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/11/IMG_20191125_120249-1.jpg" alt="Kolczatka - fujczatka"></p>

<p>A obroża? W zasadzie coraz częściej można usłyszeć głosy, że nie tylko kolczatka ale obroża w ogóle nie jest bezpieczna dla psa, uciska jego szyję mogąc powodować uszkodzenia kręgów, tchawicy, a sam nacisk i niemożność zaprezentowania zachowań komunikacyjnych z usztywnioną obrożą szyją, sprawia, że niektóre psy na obroży zachowują się jak ADHDowcy. Jeśli wybieramy obrożę, to warto zachować podstawowe zasady bezpieczeństwa, czyli szerokość obroży powinna odpowiadać szerokości dwóch kręgów szyjnych psa. W przypadku psów miniaturowych oznacza to obrożę o szerokości 1-1,5cm. Dla psów średnich dobrze się sprawdzi obroża o szerokości 2,5cm, a dla psów dużych i olbrzymich 3-4cm. </p>

<p>Dla czytających po angielsku <a href="https://drive.google.com/file/d/1-9Ub9Ux2KLWePkQ1yp_dw0UqF4dHcV06/view?usp=sharing">Freedogz.com</a> przygotował materiał dlaczego obroże są ryzykowne, a ja jakiś czas temu pisałam na temat <a href="https://psowaty.blog/2019/07/11/szelki-i-szeleczki/">wyboru szelek</a>. </p>

<p>Moje psy chodzą na szelkach i na obroży. U Hakera lepiej sprawdzała mi się obroża, szybciej rezygnował z ciągnięcia. Jednak to pies, który uwielbia jedzenie zawsze i wszędzie więc łatwo było z nim prowadzić ćwiczenia. Dla Erguta obroża jest niesamowicie pobudzająca, coraz mocniej się nakręca i coraz mniej myśli. Był taki okres, że w ogóle nie używałam z nim obroży, bo zupełnie znikała nam komunikacja. Na zajęciach polecam moim kursantom sprawdzić, co im i psu bardziej pasuje. Jeśli pies jest dość spokojny, to nie ma to większego znaczenia, jeśli jednak mamy psa mocno pobudliwego, to warto sprawdzić, czy czasem obroża nie jest odpowiedzialna za część tego pobudzenia. </p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Emocje na linie]]></title><description><![CDATA[<p>Wielu opiekunów psów boryka się z problemem niegrzecznego psa na smyczy. Pies niby spokojny, ale jak widzi innego psa, to dostaje szału. Zjawisko to w literaturze zoopsychologicznej nosi nazwę „agresji smyczowej”, w języku angielskim bardziej adekwatnie „leash reactivity”, czyli <em>smyczowa reaktywność</em>. </p>

<p>Faktycznie najczęściej smyczowa reaktywność przejawia się agresywnymi zachowaniami w</p>]]></description><link>http://psowaty.blog/2019/11/07/emocje-na-linie/</link><guid isPermaLink="false">99de0a1c-12af-4ce9-b2b0-c7ac2688c190</guid><category><![CDATA[smycz]]></category><category><![CDATA[wychowanie]]></category><category><![CDATA[emocje]]></category><category><![CDATA[zabawa]]></category><category><![CDATA[nosework]]></category><category><![CDATA[zdrowie]]></category><category><![CDATA[żywienie]]></category><category><![CDATA[agresja]]></category><category><![CDATA[reaktywność]]></category><dc:creator><![CDATA[bayushi]]></dc:creator><pubDate>Thu, 07 Nov 2019 17:00:52 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2019/11/DPP_0006.JPG" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/11/DPP_0006.JPG" alt="Emocje na linie"><p>Wielu opiekunów psów boryka się z problemem niegrzecznego psa na smyczy. Pies niby spokojny, ale jak widzi innego psa, to dostaje szału. Zjawisko to w literaturze zoopsychologicznej nosi nazwę „agresji smyczowej”, w języku angielskim bardziej adekwatnie „leash reactivity”, czyli <em>smyczowa reaktywność</em>. </p>

<p>Faktycznie najczęściej smyczowa reaktywność przejawia się agresywnymi zachowaniami w stosunku do mijanych psów, ale tak naprawdę możemy zaobserwować inne zachowania – kulenie, duszenie, zamieranie w bezruchu, szczekanie. Jeśli wasz pies, który pięknie bawi się z innymi na wybiegu, na smyczy na widok innego psa dostaje szału, to najpewniej mamy do czynienia z tym zjawiskiem.</p>

<p><strong>Skąd się bierze reaktywność smyczowa?</strong></p>

<p>Podstawowym problemem jest oczywiście smycz, ale wiadomo, że w wielu wypadkach nie możemy jej po prostu wyeliminować i pozwolić psu na swobodne bieganie. Zresztą nie sama smycz jest problemem, masa psów na smyczy chodzi spokojnie. Musi wystąpić kilka czynników zarówno ze strony psa, jak i sprzętu, którego używamy. Poza tym muszą zdarzyć się sytuacje na tyle nieprzyjemne dla psa, że skojarzy on inne psy i smycz jako coś niekomfortowego i wzmocni to zachowania reaktywne. </p>

<p><strong>Obroża, niewłaściwe szelki – czyli nacisk na psa.</strong></p>

<p>Napięta smycz powoduje nacisk, najczęściej na szyję, co sprawia, że pies poddusza się. Wywołuje to stres i wzrost napięcia mięśniowego. Podniesiony poziom hormonów stresu aktywuje w mózgu psa mechanizmy reakcji Fight/Flight (atak/ucieczka), więc pies albo startuje do innego psa, albo zastyga z podkulonym ogonem. Jeśli pozwalamy psom witać się na smyczach, powinny być one trzymane bardzo luźno, bez blokowania. Ważne jest też uczenie psa chodzenia na luźnej smyczy w każdych warunkach, żeby pies nie ciągnął. Wielu opiekunów popełnia błąd, pozwalając psu chodzić luzem (bo przecież wraca), bo gdy trzeba później psa zapiać na smycz, to zazwyczaj będzie on ciągnął i świat na smyczy będzie przez to napięcie mniej przyjemny, bo odbierany w stresie. Gdy dodamy do tego obrożę typu kolczatka czy zacisk, to do zwykłego ucisku dodajemy jeszcze ból, który może okazać się wyzwalaczem reakcji <em>atak</em>. Poza tym, gdy pies ciągnie do innego psa i pojawia się napięcie, to często następuje skojarzenie tych dwóch elementów: obcy pies=ból, czyli inny pies jest „winny”, trzeba atakować psy. </p>

<p><strong>Uniemożliwiona komunikacja.</strong></p>

<p>Psy wolnożyjące rzadko ze sobą walczą. Wilki żyjące w rodzinie rzadko ze sobą walczą. Znający się spacerwo psi kumple rzadko ze sobą walczą. Psy mają bardzo rozwinięto komunikację. Sygnalizują swoje zamiary i nastroje postawą ciała, ułożeniem ogona, uszu, wzrokiem, odsłanianiem zębów i dopiero na końcu wokalnie. Psy często bardzo wyraźnie pokazują sobie niechęć do kontaktu, odwracając głowę lub odchodząc na bok. Na smyczy i w obroży często nie mają takiej możliwości. Zdarzają się też opiekunowie, którzy wręcz wpychają swojego psa pod pysk innego, żeby się przywitał. Zestresowany pies, pozbawiony możliwości ucieczki (flight), może zareagować agresją (fight). Agresja zawsze rozładowuje stres, pies się uspokaja, co z kolei utrwala w nim przeświadczenie, że warto być agresywnym.</p>

<p><strong>Powtarzalność.</strong></p>

<p>Takie zachowania się bardzo łatwo utrwalają, bo powtarzają się na prawie każdym spacerze. Spotykamy psa, nasz pies szarpie i czuje nacisk, złości się, pojawia się emocjonalna reakcja. Smyczowa reaktywność jest też dość prosta w diagnozie, niestety odpracowywanie problemów trwa bardzo długo i wymaga dużego zaangażowania opiekuna. </p>

<p>Zatrzymamy się tutaj na chwilę, bo przecież psy chodzą na smyczach, psy ciągną i nic się nie dzieje. Przesadzam, wmawiam choroby? Nie. Mamy masę psów, które nie będą reaktywne smyczowo, są natomiast pewne cechy charakteru, które sprzyjają pojawieniu się zachowań ze spektrum reaktywności smyczowej.</p>

<ul>
<li>Pies lękliwy, bojący się innych psów, obiektów, uciekający, napinający smycz. Takie zachowania mogą wynikać z braków socjalizacyjnych, cech osobniczych, złych doświadczeń z przeszłości.</li>
<li>Nadmierna ekscytacja i frustracja związana z wiekiem, zaburzeniami hormonalnymi, brakiem szkolenia, regularnym przebodźcowaniem psa, np. przez wielokrotne rzucanie piłki i zapętlenie z aportem.</li>
<li>Popędy – np psy myśliwskie zauważające obiekt do potencjalnego gonienia (kot), albo pasterskie, zauważające obiekt do potencjalnego zaganiania (rower).</li>
</ul>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/11/20191027_102908.jpg" alt="Emocje na linie"></p>

<p><strong>Drugi koniec smyczy – czyli opiekun.</strong></p>

<p>Wielu opiekunów radzi sobie z problemem poprzez unikanie. Mniej spacerów, unikanie zaludnionych miejsc, kolejne kursy posłuszeństwa, leki u wetarynarza, w skrajnym wypadku – umieszczenie psa w kojcu i puszczanie wyłącznie w ogrodzie. Dodatkowo pojawia się ogrom stresu w opiekunach, zwłaszcza jeśli pracowali z psem, a coś nie wychodzi. <strong>A stres opiekuna potęguje stres psa</strong>. Zaczynamy mieć błędne koło, opiekunowie wypatrują wokół psów, ludzi, żeby ich unikać, psy wypatrują obiektu, który stresuje opiekuna i się emocjonalnie nakręcają, zaczynają ciągnąć, co wzmaga ucisk, opiekun się stresuje jeszcze bardziej. Błędne koło emocji. </p>

<p><strong>Co robić?</strong></p>

<p>Niestety nie ma tutaj gotowego przepisu. Jeśli kwestią jest brak socjalizacyjny, to powolne nadrabianie pomoże nam problem wyeliminować, jeśli pies miał złe doświadczenia, trzeba zapewnić mu masę fajnych doświadczeń, żeby wymazać tamto nieprzyjemne. Trzeba też przede wszystkim zadbać o swój nastrój. Do każdego szkolenia musimy podejść w miarę dobrym nastroju, co na początku jest bardzo trudne, bo zazwyczaj w sytuacjach smyczowych przestajemy lubić naszego psa.Zaczynamy się złościć, szarpać smyczą, a poprawa nie następuje.</p>

<p>Co jednak możemy zrobić na pewno? Pomyśleć, czy nie zmienić obroży na szelki, dać psu nowy start w spacerach, zmniejszyć napięcie. Zadbać o całkowity dobrostan psa: nakarmić, napoić, wybawić szarpakiem, zapewnić odpowiednią ilość żucia i gryzienia, wprowadzić aktywności węchowe. Zadowolony pies znacznie łatwiej znosi rzeczy nieprzyjemne. Podobnie jest z nami, gdy jesteśmy wypoczęci i szczęśliwi, trudniej wyprowadzić nas z równowagi. Jeśli natomiast jesteśmy poddenerwowani, to każda niefajna sytuacja, może wywołać wybuch niewspółmierny do sytuacji. Dokładnie tak samo reagują nasze psy. </p>

<p>Dopiero mając zaopiekowanego psa, przystępujemy do właściwej pracy i musimy pamiętać, żeby zawsze obserwować naszego psa. Musimy nauczyć się odczytywać sygnały jakie  wysyła i na nie reagować. Jeśli widzimy, że pies nie ma ochoty witać się z innym, odchodzimy, skupiamy psa na sobie, nagradzamy.</p>

<p><strong>Więź.</strong></p>

<p>Więź z psem jest podstawą sukcesu. Budujemy ją na co dzień wspólną zabawą, wydawaniem smaczków z ręki, pies ma kojarzyć nas jako stabilny punk i do nas zwracać się, gdy nie radzi sobie emocjonalnie. Nad tym pracujemy codziennie wspólną zabawą, szkoleniami, przytualniem. Niestety czasem emocje psa są na tyle silne, że ciężko mu przypomnieć sobie, że naprawdę jesteśmy na końcu smyczy. Nie poddajemy się jednak, bo w którymś momencie psu się to przypomni. Jednak musimy przypominać psu o sobie na spacerach, proponując zabawę, wspólne bieganie, smaczki. Dzięki temu pies chętniej skupi się na nas, a nie na całym otaczającym świecie. </p>

<p><strong>Odwrażliwianie, przeciwwarunkowanie.</strong></p>

<p>Te dwie metody powinny współistnieć. <strong>Odwrażliwianie</strong>, to, skrótowo, stopniowe przyzwyczajanie psa do bodźca, tak żeby przestał wywoływać on niepożądane reakcje. W przypadku psów bojących się burzy, zaleca się włączenie nagrania burzy, najpierw bardzo cichutko, potem ciut głośniej. W przypadku agresji smyczowej, zdarza się, że na początku odwrażliwiania stawiamy w sporej odległości pluszowego psa. Potem tego psa stawiamy coraz bliżej. W kolejnych krokach pracujemy z innymi psami ale na bardzo dużej odległości – tak, że psy się widzą, ale nie pojawia się jeszcze reakcja. Pozwalamy psu popatrzeć na drugiego i pozwolić na podjęcie decyzji – zazwyczaj pies podejmie się węszenia, a następnie oddali. </p>

<p><strong>Przeciwwarunkowanie</strong>, to zmienianie stanu emocjonalnego powiązanego z bodźcem. Jeśli inny pies wyzwalał agresję, to chcemy to zmienić na obojętność albo radość. Pracujemy też na dużych odległościach, żeby nie pojawiła się negatywna reakcja, ale żeby pies zauważył bodziec. Po pewnym czasie, gdy drugi pies nie będzie się zbliżał, nic się nie będzie działo, a nasz pies będzie wyluzowany, proponujemy mu smaczki lub zabawkę (zależy to od preferencji). Jedno i drugie wyzwala endorfiny, które relaksują psa. Regularne powtarzanie sprawia, że pies zaczyna kojarzyć obecność innego psa z zadowoleniem. W kolejnych etapach również zmniejszamy odległość. </p>

<p><strong>Jakie komendy?</strong></p>

<p>Choć komenda <strong>patrz</strong> jest dla części osób kontrowersyjna w przypadku reaktywności smyczowej, to warto ją wprowadzić. Owszem, odwraca ona uwagę od problemu (innego psa), bo pies skupia się na nas i nie ma szans zareagować na bodziec, ale w sytuacji, gdy pies jest dość daleko, może też warto zejść gdzieś w bok i skupić psa na sobie i poczekać, aż drugi pies nas ominie. W trakcie uczenia pobudzona zostaje kora mózgowa, co powoduje, że układ limbiczny (ten odpowiedzialny za emocje i wybuchy na smyczy) jest przyhamowany. Nam ludziom często się powtarza, że jak jesteśmy wściekli, to mamy policzyć do 10, a najlepiej jeszcze od tyłu. Skupienie na zadaniu zaczyna angażować korę mózgową, a kora mózgowa i układ limbiczny nie mogą jednocześnie działać na pełnych obrotach, jeden hamuje drugi. Skupiając psa na sobie, każąc mu siedzieć, patrzeć, każemy mu pośrednio użyć mózgu, a nie kierować się emocjami. </p>

<p>Jeśli mamy bardzo emocjonalnego psa, u którego podatność na wystąpienie reaktywności smyczowej jest większa, to warto na co dzień z nim ćwiczyć, wprowadzać różne komendy. Mogą być to dowolne komendy, ale trenowanie luźnej smyczy, siadów, patrzenia na nas, warowania, może nam pomóc w ogarnięciu naszego psa w jego reaktywności.</p>

<p>Pamiętajmy jednak, że gdy pies jest już w mocnym pobudzeniu, to najczęściej nas nie słyszy, a funkcjonowanie kory mózgowej jest przytłumione przez układ limbiczny. Dlatego wtedy nie ma już sensu wydawanie komend, jeśli dopiero zaczynamy trening posłuszeństwa. Komendy muszą być psu świetnie znane i dobrze zgeneralizowane (wykonywane w różnych miejscach i warunkach). Jeśli nasz pies siada, ale tylko w domu, to w trakcie silnej reakcji emocjonalnej nie mamy zbyt wielu szans na siad. Jeśli natomiast trenowaliśmy siadanie w wielu miejscach, wśród innych ludzi, rowerów, to jest szansa, że pies zadziała na zasadzie wyuczonej reakcji i odruchowo usiądzie. </p>

<p><strong>Czy da się „wyleczyć”?</strong></p>

<p>Da się, ale niestety nie ma jednej cudownej metody i jednego machnięcia różdżką. Kolczatka czy obroża elektryczna nie jest rozwiązaniem, bo choć może się okazać, że faktycznie pies pod wpływem bólu przestanie się szarpać na smyczy, ale jednocześnie skojarzy widok innych psów z bólem i gdy nie będzie na smyczy, będzie inne psy atakować (a psy z reaktywnością smyczową będąc luzem często  przepięknie się z innymi psami bawią i komunikują). Zdecydowanie lepszym pomysłem jest zmiana emocji i budowanie więzi opartej na zaufaniu, a nie przemocy. </p>

<p>Dodatkowym problemem jest to, że pies w emocjach często odmawia i jedzenia i zabawy, więc trudno psa przeciwwarunkować. Trzeba więc pamiętać o takiej odległości, która jest jeszcze komfortowa dla psa. </p>

<p>Niestety nie żyjemy też w próżni i w trakcie pracy z psem, możemy nagle znaleźć się blisko innego psa, nasz pies wybuchnie, szarpnie się i cofnie nas to trochę wstecz w pracy. Warto pamiętać, żeby nie wybuchnąć samemu i spokojnie przeczekać sytuację, a następnie dać psu wsparcie. Dlatego, zanim zaczniemy pracować z psem, musimy popracować ze sobą, nie wpadać w panikę na widok innych psów, bo nasz pies to wyczuwa i też zaczyna się denerwować, nakręcać. Przyznam się, że dla mnie to jest najtrudniejsza część. Trudno mi zachować spokój, mam spore wymagania wobec moich psów, nie lubię czekać na efekty, chcę już, natychmiast. Jednak tutaj nie da się przyspieszyć. </p>

<p><strong>A na koniec.</strong></p>

<p>Jeśli nasz pies jest pobudzony i na smyczy i poza nią, trudno z nim złapać kontakt, to zawsze warto skontaktować się też z lekarzem weterynarii i zrobić przegląd psa, z uwzględnieniem badań hormonów tarczycowych, nadnerczy. Niektóre zachowania mogą wynikać z zaburzeń kortyzolu, nadczynności, niedoczynności tarczycy.</p>

<p>A może macie jeszcze wy jakieś fajne pomysły, które się wam sprawdziły dobrze w pracy z psem? Podzielcie się! </p>

<p>Jeśli mieszkanie w pobliżu przepięknej Puszczy Niepołomickiej i macie ochotę poćwiczyć ze mną na żywo, to też zapraszam do psiej szkoły <a href="http://psowaty.pl">Psowaty</a> </p>]]></content:encoded></item><item><title><![CDATA[Nosework - dla kogo i po co?]]></title><description><![CDATA[<p>Jakiś już czas temu, Agnieszka hodowczyni łajek i jedna z administratorek portalu <a href="http://lajkijakuckie.pl/">lajkijakuckie.pl</a> poprosiła mnie o napisaniu artykułu jak to jest z tymi łajkami i tropieniem. <br>
Moja prywatna łajeczka od Moniki z <a href="https://www.facebook.com/laikajakuckawpolsce/">Diamentu Jakucji</a> nosem pracuje rewelacyjnie, co ostatnio sprawdzamy regularnie podczas zabaw mantrailingowych. Trochę jednak nosem w pudełkach</p>]]></description><link>http://psowaty.blog/2019/10/31/nosework-dla-kogo-i-po-co/</link><guid isPermaLink="false">9cf38618-79fa-4e85-9e95-f2601030091a</guid><category><![CDATA[nosework]]></category><category><![CDATA[węch]]></category><category><![CDATA[nos]]></category><category><![CDATA[aktywność]]></category><category><![CDATA[zabawa]]></category><category><![CDATA[trening]]></category><dc:creator><![CDATA[bayushi]]></dc:creator><pubDate>Thu, 31 Oct 2019 11:14:26 GMT</pubDate><media:content url="http://psowaty.blog/content/images/2019/10/20190622_180800-2.jpg" medium="image"/><content:encoded><![CDATA[<img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/10/20190622_180800-2.jpg" alt="Nosework - dla kogo i po co?"><p>Jakiś już czas temu, Agnieszka hodowczyni łajek i jedna z administratorek portalu <a href="http://lajkijakuckie.pl/">lajkijakuckie.pl</a> poprosiła mnie o napisaniu artykułu jak to jest z tymi łajkami i tropieniem. <br>
Moja prywatna łajeczka od Moniki z <a href="https://www.facebook.com/laikajakuckawpolsce/">Diamentu Jakucji</a> nosem pracuje rewelacyjnie, co ostatnio sprawdzamy regularnie podczas zabaw mantrailingowych. Trochę jednak nosem w pudełkach popracowaliśmy, a że dla wielu ras akurat kończy się sezon na długie spacery (dla nas akurat zaczyna), to łapcie dłuuugaśny wpis.  </p>

<p>Nasze przygody z nosework zaczęły się jakiś czas temu w Centrum Kynologicznym Canid, dzięki Oli. Wyglądało to bardzo intrygująco – pies szukał zapachu w pudełkach, w puszkach i całkiem nieźle mu to wychodziło. Było dużo nagród, dużo radości i postanowienie, że będziemy się tym zajmować. Plany jednak musiały poczekać, bo zawsze pojawiały się ważniejsze rzeczy. Kilka razy już prawie zdecydowałam się na kurs, ale coś przeszkadzało. </p>

<p>Drugie podejście miało miejsce całkiem niedawno, kiedy znajoma, Klaudia, ukończyła kurs instruktora Polskiej Ligii Nosework. Mieliśmy ochotę się spotkać grupowo i namówiliśmy Klaudię na zjazd pt. „nosework". Jechałam bardziej towarzysko, bo byłam wtedy w takim miejscu zajęć z psami, że o noseworku na poważnie nie myślałam, a jak już, to raczej w kategorii, że może powinnam rozszerzyć ofertę szkoły i może zrobić kurs. Początki na naszym mini zjeździe były zresztą takie sobie, Haker (malamut) znajdował saszetki ze smakołykami, suchy chleb, a przed puszkami oferował wszystkie komendy – było siad, pac, kic, patrz i kompletne ignorowanie puszek. Chyba, że leżał na nich smaczek. Idealny obi-malamut, żadnej samodzielności, nakierowany na człowieka. Ergo (łajka jakucka) za to, mimo dużych emocji, całkiem fajnie zapach pokazywał. Do domu wróciliśmy z zestawem startowym i jakoś głupio było go nie rozpakować. Trochę zaczęliśmy się bawić i nas wciągnęło.</p>

<p>Nosework to fajna zabawa dla wszystkich psów, bo bazuje na ich zmyśle węchu, który pojawia się jako pierwszy i jako ostatni na starość znika. Jest najważniejszym zmysłem psa. Do pracy węchowej zaangażowana jest znaczna część mózgu. Nie ma tutaj ograniczeń wiekowych, zacząć można z psem w każdym wieku i ćwiczyć do kiedy pies ma ochotę, chyba że planujemy starty w zawodach, wtedy musimy się dostosować do regulaminu, które są skonstruowane tak, aby chronić zwierzęta przed zbyt wczesnym wystawianiem je na intensywne treningi, zadbać o ich zdrowie i samopoczucie. Na każdych zawodach mile widziani są seniorzy.. W domowych warunkach ćwiczyć możemy z każdym psem. Ponieważ nie ma też biegania, skakania, wielu kilometrów przeszukiwań, to możemy wkręcić w pracę nosem psy chore. Ja chciałam koniecznie spróbować z łajką, bo Ergo, jak pewnie spora część łajek, większość spacerów spędzał z nosem przy ziemi, interesowały go wszystkie tropy, porzucone ubrania, pojemniczki. Myślałam trochę o ratownictwie, ale bałam się, że przegramy z instynktem łowieckim. W przypadku Hakera natomiast potrzebowałam zajęcia na lato, gdy nie da się pójść na długi spacer ani biegać, bo gorąco. A pies znudzony zaczyna wymyślać własne zabawy, które niekoniecznie są akceptowalne przez ludzi. </p>

<p>Tak jak podejrzewałam, Ergo o wiele bardziej interesował się zapachem niż Haker. Malamut czekał na zadania ode mnie, bo przecież  dla niego trening to komendy. Początki mieliśmy więc dość śmieszne, musiałam się mocno pilnować z gestami. Czasem psom, które nie bardzo chcą podejść do zapachu, pokazuje się go dłonią, zachęca. W naszym przypadku nie było to dobre, bo psy skupiały się na mnie. Jednak nie jest to regułą. Są psy, którym pomoc bardzo się przydaje, ale trzeba umiejętnie z niej w którymś momencie wyjść, bo generalnie chcemy, żeby pies był samodzielny.  W przypadku Hakera wyglądało to tak, że jak wskazywałam pojemniki, to on uznawał to za komendę „waruj”. Ergo, zaciekawiony zapachem, po prostu sobie podchodził do puszek i wąchał. Początkowo tylko zupełnie nie rozumiał, czemu ja się z tego cieszę. Miał jednak na pewno dobrą zabawę, a jak wiadomo, szczęśliwy pies, to szczęśliwy opiekun, więc sobie trochę nasze „noski” dłubaliśmy. </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/10/DSC04182-1.jpg" alt="Nosework - dla kogo i po co?"></p>

<p><strong>Zapach? Jaki zapach? O co tu chodzi?</strong></p>

<p>Nosework, czyli praca nosem to kynologiczna dyscyplina sportowa, na którą pomysł został zaczerpnięty z pracy policyjnych psów wyszukujących narkotyki, materiały zapachowe, w skrócie – psów pracujących nosem. Nosework jako sport kynologiczny w Polsce pojawił się dzięki Stowarzyszeniu Nosework Polska, później założona została Polska Liga Nosework. Na ten moment tylko te dwie organizacje przeprowadzają egzaminy, zawody i kształcą nowych instruktorów. Zanim jednak napiszę coś więcej o tych organizacjach, kilka słów o tym, czy w ogóle musi być tak formalnie, czy nasz pies nie może wyszukiwać dowolnych rzeczy, np zabawek, smaczków. <br>
Tak naprawdę, jeśli nie mamy duszy sportowca, potrzeby sprawdzania siebie i psa, chęci rywalizacji, to pracę nosem, możemy potraktować jako świetną dodatkową aktywność. Aktywność o tyle ciekawą, że w naszym duecie to pies gra tutaj pierwsze skrzypce. Pies używa nosa do znalezienia czegoś – może to być znajdowanie ukrytego jedzenia, zabawki lub specyficznego zapachu. Można nawet (legalnie) zakupić syntetyczny zapach kokainy, jednak bez kombinowania można nauczyć psa szukania dowolnego zapachu - tytoniu, pieniędzy, określonego leku (trzeba uważać jednak, jeśli nasz pies lubi brać rzeczy do pyska i próbkę zapachu schować tak, żeby nie miał takiej możliwości).   i nauczyć psa takiego zapachu szukać. Wróć, w zasadzie nie uczymy tutaj psa szukania – on to robi instynktownie, uczymy go „oznaczać”, czyli komunikować nam „hej, tutaj jest ten zapach”. Jest to ciekawa odmiana po nauce posłuszeństwa, gdzie to my „komenderujemy" psem. Wymaga jednak pokory i zaufania do psa. Nasz nos sobie nie poradzi i nie starajmy się wiedzieć lepiej niż psy!</p>

<p><strong>Przydatne komendy i triki.</strong></p>

<p>Jeśli już pracowaliśmy z psem, wiemy, że znacznym ułatwieniem dla psa są jasne komendy i takie elementy otoczenia, które wskazują na to, co będzie robione. Np. w tropieniu czy ratownictwie, przewodnicy zakładają psu inne szelki, przy posłuszeństwie są pachołki, przy agility – przeszkody. Tutaj mamy pojemniki z zapachem, ale uwaga, mamy je tylko na początku przygody. Potem pies ma szukać zapachu bez puszek, np. w pomieszczeniach, ukrytego na zewnątrz lub w jeszcze innych miejscach, warto więc pomyśleć o wprowadzeniu dla niego elementów kojarzących się z tym rodzajem aktywności. Mogą to być też inne szelki, może być pachołek albo mały dywanik zabierany na trening do oznaczenia miejsca startu. W naszym przypadku jest to kawałek maty łazienkowej, na którym sadzam psa przed wydaniem mu komendy. Problemem może być gdy się maty zapomni, dlatego wielu trenerów stawia raczej na określony schemat zachowania - slalom między nogami, siad. Na samym początku planowałam tak zrobić, jednak trudno było mi przezwyciężyć przyzwyczajenia Hakera, który zaczynał się momentalnie wkręcać w trening posłuszeństwa. A skoro już wybrałam matę dla jednego psa, to Erguta też zaczęłam uczyć z matą. Pies zaczyna szukać na naszą komendę, warto więc nauczyć go spokojnego czekania na nią na miejscu startu. Komenda może być dowolna, ale warto uważać na najpopularniejsze słowo, czyli „szukaj”. Jeśli już je stosowaliśmy wcześniej, to wymyślamy coś innego. Najpopularniejsze w noseworku to „niuchaj” lub „zapach”, ale może to być dowolne słowo.</p>

<p>Drugie słowo, które musimy wymyślić, to sygnał dla psa za poprawne wskazania zapachu. Część trenerów używa klikera, jak w przypadku każdego innego treningu. Naszym sygnałem jest „bingo”, czasem skracane do „bin”, ale tutaj też można wybrać dowolnie, często mamy krótkie „yes”, „ok”. Ważne jest, żeby nie stosować tych słów w innych kontekstach. Jeśli nasz pies zna „ok”, jako komendę zwalniającą, to wymyślamy coś innego. Moje psiaki znają sporo komend, więc mamy „zapach” i „bingo”. Dodatkowo, jeśli startujemy w zawodach będziemy używać słowa „alarm” lub podniesienia ręki, jako znaku dla sędziego, że tam nasz pies znalazł zapach. Na to słowo nasz pies nie powinien w żaden sposób reagować, zazwyczaj zgłasza się alarm, a potem nagradza psa. Wygodniejsze jest więc podniesienie ręki, jak sędzia potwierdzi, że tam mamy próbkę, to dajemy „bingo” i nagradzamy psa.</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/10/20190622_180800.jpg" alt="Nosework - dla kogo i po co?"></p>

<p><strong>Jak zacząć?</strong></p>

<p>Potrzebujemy:</p>

<ul>
<li>Zapachu, którego pies będzie szukać, sportowo psy pracują na zapachu cynamonu, pomarańczy i goździka, ale możemy tutaj wybierać dowolnie, unikamy raczej zapachów drażniących i nielubianych przez psy, jak np. pieprz, cytryna, ocet. </li>
<li>Dużej ilości różnych pudełek, pudełeczek – kartonowych, plastikowych, metalowych puszek, słoików, fajnie sprawdzą się też torebki prezentowe i pudełka po chusteczkach higienicznych. Jeśli przygotowujemy się do startów w zawodach, to skupiamy się na kartonikach (Stowarzyszenie Nosework Polska) lub puszkach metalowych (Polska Liga Nosework).</li>
<li>Znaczników startu – pachołki, kawałek dywanika, możemy też zakładać psu obrożę albo szelki, których używamy tylko przy tej aktywności. Możemy też pamiętać o schemacie ćwiczeń przed komendą do szukania zapachu</li>
<li>Masy mocującej, którą będziemy mocować zapach do pudełek, pudełka do stołów, krzeseł. Jest ona dostępna prawie w każdym sklepie papierniczym.</li>
<li>Pomieszczenia, w którym na początkowym etapie nie będzie nam nikt przeszkadzał. Generalnie nosework najlepiej zaczynać spokojnie w domu, ewentualnie z domownikami filmującymi zachowanie psa i nasze. Dopiero później dodajemy rozproszenia i wychodzimy na zewnątrz. </li>
</ul>

<p>Na początek musimy przekonać psa, żeby szukał wybranego przez nas zapachu. Musimy nauczyć psa, że zapach, który do tej pory był dla niego zapachem jednym z wielu, jest czymś interesującym, bo powiązany jest z otrzymywaniem nagród. Można to zrobić na kilka sposobów:</p>

<ul>
<li>Na pudełku, w którym mamy zapach kładziemy nagrodę (mały kawałek smaczka, drobną chrupkę), pozwalamy psu podejść i zjeść. Pies zjadając, przy okazji wciąga zapach i kojarzy go z czymś przyjemnym. Po jakimś czasie rezygnujemy z kładzenia nagrody na pudełku. Pozwalamy psu wąchać pudełka i reagujemy na jego zatrzymanie przy pudełku z zapachem, dając sygnał nagrody. Początkowo szybko podbiegamy do pudełka i tam wydajemy smaczki, żeby dodatkowo wzmocnić skojarzenie zapach-żarcie-przyjemność. </li>
<li>W ręce trzymamy pudełko z zapachem, stajemy przed psem. Właściwie każdy pies naturalnie zainteresuje się tym, co mamy w ręce. W momencie, gdy pies dotyka nosem pudełka, dajemy sygnał nagrody i wydajemy smaczek. Tak samo, jak w pierwszym sposobie, smaczki wydajemy możliwie blisko pudełka, żeby dodatkowo wzmocnić zapach.</li>
<li>Mieszanie tych metod, np. można podsunąć psu pudełko na podłodze, jak zareaguje, wydać smaczek, można przesunąć pudełko w którym mamy i puszkę z zapachem i odrobinę chrupek i poczekać na zainteresowanie psa ruchem.</li>
</ul>

<p><strong>Pies reaguje na zapach, ale co dalej?</strong></p>

<p>Dalej pracujemy z kilkoma elementami – dajemy sygnał dla psa, że znalazł zapach, podnosimy poziom przez dodanie kolejnych pojemników oraz bardzo pilnie uczymy się czytać psa, jak oznacza znalezienie zapachu. W warunkach zabawowych nie ma znaczenia, ile pudeł do przeszukania wprowadzimy i jakie – czy to będą kartony, słoiki, puszki, pachołki, czy będziemy je mieszać, czy używać jednego rodzaju. Mamy mieć zawsze jeden pojemnik z zapachem i resztę pustą. Używanie różnych pojemników na pewno zwiększa atrakcyjność samego treningu.</p>

<p>To dobry moment, żeby napisać o szalenie istotnej rzeczy. Na samym początku odkładamy sobie kilka sztuk pojemników, do których będziemy wkładać próbki zapachu. Podpisujemy je, można na spodzie nakleić nalepkę i trzymamy zawsze oddzielnie od pozostałych, najlepiej zamknięte w dodatkowym pudełku. Reszta pojemników, pudełek będzie zawsze czysta, bez zapachu. Noseworkowe określenie to pojemnik ciepły (z próbką zapachu) i zimny (tam, gdzie nie ma zapachu). Pilnujemy tego, bo chociaż nam się wydaje, że nic się nie stanie, jak raz włożymy zapach do pudełka, a potem użyjemy je jako zimne, to jednak dla psa, zwłaszcza na początku nauki, ma to kolosalne znaczenie. Wrażliwość psiego nosa jest o wiele wyższa niż nasza i pies może nam pokazać, że tam właśnie jest zapach. W skrócie: zapach zawsze kładziemy do tego samego pudełka, inne pudełka zawsze są puste.</p>

<p>Drugą super ważną rzeczą jest zbieżność czasowa (timing), w sygnale dla psa. Jeśli pracujemy z psem, doskonale wiemy, że każde poprawne wykonanie ćwiczenia musimy psu oznaczyć, czy to za pomocą klikera, czy mówiąc „ok”, „tak”. Tutaj mamy dokładnie to samo. Dlatego na początkowym etapie musimy wiedzieć, gdzie schowany jest zapach i gdy pies podchodzi do tego pojemnika, dotknie nosem, to dajemy mu sygnał i podbiegamy nagrodzić na pojemniku. Takie dobieganie ma na celu utrzymanie jak najdłużej uwagi psa przy zapachu. Timing jest ważny, bo chcemy pokazać psu, że nagroda jest za ten konkretny pojemnik, a nie np. za odchodzenie od niego. W kolejnych próbach warto poczekać na wciągnięcie zapachu, węszenie. </p>

<p>Trzeci element treningu, chyba najtrudniejszy, to oznaczanie próbki. Nasz pies wie już, że zapach to nagroda, wyszukuje go sobie pewnie całkiem sprawnie, ale musi jeszcze pokazać nam, że znalazł, żebyśmy i my o tym wiedzieli. Początkowo nasz pies będzie oznaczał szybko, czy to zaraz biegnąc do nas, czy na sekundę zatrzymując się dłużej przy danym pojemniku. Psy w sporcie mogą oznaczać na wiele sposobów, może to być tak zwane „zamrożenie”, czyli pies zastyga bez ruchu przy znalezionym zapachu, możemy nauczyć psa siadania bądź warowania przy próbce, możemy nauczyć, żeby dotykał pudełka łapą. To ostatnie jest dość ryzykowne, jeśli myślimy o zawodach i mamy dużego psa, który w emocjach, może łapą próbkę przesunąć o kilka dobrych metrów, albo zniszczyć kartonowe pudełko, co grozi dyskwalifikacją. Jeśli nasz pies ma tendencję do uderzania czegoś łapą, a myślimy o zawodach, to nasz timing musi być jeszcze lepszy, żeby zdążyć dać psu sygnał zanim pacnie on w pudełko.</p>

<p>Tak naprawdę rodzaj oznaczania nie ma znaczenia, ma to być dla nas czytelny sygnał i osobiście wydaje mi się, że najłatwiej, gdy pies się „zamraża”. My cały czas jesteśmy w trakcie pracy nad oznaczaniem, ale widzę, że moje psy mają predyspozycję w tym kierunku – w momencie gdy zwęszą zapach, zaczynają się na nim koncentrować, spowalniają swoje ruchy, merdający ogon lekko zamiera, pies skupia się na węszeniu. Pomalutku przedłużam ten ich stan, zanim dam sygnał i mam nadzieję, że naturalnie będziemy mieć takie oznaczanie zapachu. Jeśli chcemy, żeby pies się kładł lub siadał, musimy mu po prostu takie komendy wprowadzić, gdy węszy próbkę. Też nie można zrobić tego za wcześnie, żeby nie odrywać psa od wąchania, ale też nie możemy za długo czekać, bo pies nam od próbki odejdzie. Ja nie chcę wprowadzać komend, bo moje psy zaczynają wtedy skupiać się na mnie, sprawdzać, co od nich chcę, wyłączają się z niuchania. Oczywiście ma to silny związek z tym, że w noseworku dopiero raczkujemy, a posłuszeństwo piłowałam z nimi dość mocno. Bardziej doświadczone psy, spokojnie ogarną wprowadzenie komend. Niektóre psy naturalnie zaczynają prezentować przy zapachu jakieś zachowanie i to warto wykorzystać. Moje, z tego co obserwuję, raczej się zamrażają, ale niektóre mogą intensywnie dotykać próbki nosem i wtedy przedłużymy zachowanie  - wskazywania zapachu nosem.</p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/10/20190622_173147-1.jpg" alt="Nosework - dla kogo i po co?"></p>

<p><strong>Czy zawsze muszę mieć pudełko?</strong></p>

<p>Cała magia zabawy noseworkowej polega jednak na tym, że pies nie tylko szuka zapachów w próbkach rozstawionych przed nosem na podłodze, ale też przeszukuje pomieszczenia, obwąchuje szafki, stoliki, plecaki, ubrania. Element szukania zapachu w pomieszczeniach staramy się wprowadzić w miarę szybko, bo potem może być trudno przekonać psa do szukania, gdy nie ma przed sobą pudełek. Nie można jednak zrobić tego za szybko, bo nasz pies zgłupieje. Jak w każdym treningu, również w noseworku, warto stosować zasadę małych kroków. Zanim całkiem zrezygnujemy z pudełek, warto na samym początku wrócić do jednego pudełka z zapachem i postawić je w miarę na widoku, np. na krześle, stoliku, półce, ale już nie na podłodze. W dalszym etapie zmniejszamy pudełko, wymyślamy coraz trudniejsze miejsca i wydłużamy czas od schowania zapachu do pracy psa. Ważna jest też praca, nad przeszukiwaniem próbek wysoko i nisko, stąd ustawiając czy chowając pojemnik z zapachem bardzo zwracamy uwagę na to kryterium.</p>

<p>Gdy kładziemy świeżutki zapach do pudełka i układamy pudełka na podłodze, a następnie dajemy psu komendę do szukania, to ma on dość łatwe zadanie, zapach powolutku ulatnia się z puszki i nad nią unosi. Jeśli natomiast kładziemy zapach i czekamy pół godziny, to zapach zdąży się rozsiać po pomieszczeniu, pies czuje go wszędzie i musi wskazać źródło zapachu. Na początku nie robimy więc odkładania próbek zapachowych w czasie, tylko zaraz psa puszczamy, w dalszych etapach, przy pracy w pomieszczeniach, odczekujemy jakiś czas, od 20 minut wzwyż. </p>

<p><strong>Mix zapachów?</strong></p>

<p>Pisałam wcześniej, że możemy używać dowolnego zapachu, chyba, że chcemy zająć się noseworkiem sportowo. Mamy wtedy do czynienia z 3 zapachami: cynamon, pomarańcza, goździki. Mamy dwie szkoły nauki kilku zapachów. W jednej wprowadzamy każdy po kolei, czyli najpierw początki z jednym, potem z drugim, potem z trzecim. Sportowo jest to kolejność: cynamon, pomarańcza, goździk. Z każdym zapachem kolejnym, nauka idzie to o wiele szybciej, bo pies już zna schemat i wie, że szuka czegoś, co pachnie inaczej niż reszta. Dlatego też możemy nauczyć psa szukania też innych zapachów niż te trzy. </p>

<p>Drugi system to wprowadzenie od razu wszystkich trzech zapachów, w postaci tzw miksu i potem podawanie ich psu osobno. Pierwsze próby Haker miał z rozdzielonym zapachem, ale teraz pracujemy na miksie. Na razie go nie rozdzielam. Skupiłam się na jasnym oznaczaniu, podbijaniu trochę trudności, daję różne pojemniki w tym samym czasie, trochę wprowadzam przeszukiwanie pomieszczeń – tutaj lepiej radzi sobie bardziej doświadczony szkoleniowo Haker, Ergo się zaczyna gubić i szuka pomocy. Zdecydowanie jest mu łatwiej z pojemnikami i dlatego też staram się je bardzo łagodnie eliminować. Możliwość pracy na miksie zawdzięczamy nadzwyczajnej właściwości psiego nosa  -  jest to segregacja zapachów. Jeśli pies pozna miks zapachów z łatwością sobie je “dzieli” na pojedyncze.</p>

<p><strong>Co jeszcze i czy potrzebuję iść do szkoły nosework?</strong></p>

<p>Wielu zoopsychologów wskazuje na nosework, jako wsparcie terapii psów lękliwych, niepewnych, wycofanych ale też reaktywnych, szczekających i agresywnych do innych psów. Pies naturalnie używa nosa, nie uczymy go więc wąchania, ale tego że znaleziony zapach może być źródłem nagrody. Poza tym pies pracuje samodzielnie, decyduje w jakiej kolejności wącha pudełka, nie musi skupiać się na poleceniach i pracuje sam bez innych psów obserwujących go. W przeciwieństwie też do ratownictwa czy mantrailingu nie musi wchodzić w interakcję z innymi ludźmi (znalezionymi pozorantami). To są ogromne plusy takiej aktywności dla trudnych psów. Kolejnym jest to, że nosework to prawie bezkosztowa aktywność, nie musimy kupować wymyślnego sprzętu. Nawet jeśli zdecydujemy się na pracę sportową, to zakup konkretnych pudełek i puszek, nie będzie bardzo kosztowny.</p>

<p>Jeśli jesteśmy początkujący w pracy z psem lub zależy nam na startach w zawodach, warto poszukać instruktora nosework i z nim pracować. Obie instytucje zajmujące się noseworkiem uczą instruktorów, którzy jednocześnie są zawodnikami i muszą ze swoimi psami zaliczyć egzaminy zapachowe. Nie da się być instruktorem teoretycznym, co jest ogromną zaletą, bo taki szkoleniowiec dzieli się z nami wiedzą i własnym doświadczeniem. Jeśli natomiast zależy nam przede wszystkim na zabawie z psem, umiemy naszego psa motywować, potrafimy diagnozować porażki, to w zupełności możemy zacząć pracę węchową sami. Możemy też poszukać instruktorów, którzy zgodziliby się oceniać naszą pracę na podstawie nagrywanych filmików.</p>

<p><strong>Nagrywanie treningów?</strong></p>

<p>Zdecydowanie tak! Nie dotyczy to tylko noseworku, ale w zasadzie każdej dyscypliny kynologicznej. Na filmikach widzimy jak wygląda nasz timing, czy czasem zamiast „zapach”, odruchowo nie mówimy „szukaj”, a zamiast „bingo” – „ok”. Na filmikach też jesteśmy w stanie zauważyć wszystkie drobne zmiany w postawie psa, gdy złapie zapach. Bez filmików trudno dobrze prowadzić treningi. Na szczęście teraz filmik można nagrać każdym telefonem, a stojaki pod telefon też nie są dużym wydatkiem. Nie chodzi tutaj o super jakość, chyba, że chcemy się pochwalić wynikami, ale o materiał do analizy i wyciągania wniosków na kolejne treningi.</p>

<p><strong>Jak często, jak długo?</strong></p>

<p>Często, ale krótko. Trudno zrobić atrakcyjny trening węszenia, który trwa godzinę. Powinniśmy trenować około 15-20 minut, bo praca węchowa jest męcząca. Lepiej zrobić kilka krótkich treningów, zadbać o urozmaicenie niż zbyt długo piłować np. oznaczanie. Pamiętajmy, że frajda psa z treningu ułatwia nam pracę i wpływa na motywację. Nie ma nic gorszego niż znudzony pies, chowający się na widok puszek czy pudełek z zapachem. Treningi na początku pracy warto powtarzać kilka razy w tygodniu, bo inaczej trudno się rozwijać, gdyż na każdym treningu będziemy musieli przypomnieć psu o co chodzi. Potem, jeśli startujemy w zawodach, dodajemy odpowiednie utrudnienia, szlifujemy detale, a jeśli się bawimy w wąchanie, to co jakiś czas robimy trening przypominajkowy. </p>

<p><strong>Nosework a praca węchowa?</strong></p>

<p>W psim świecie często rozróżnia się  pracę węchową, czyli każdą aktywność wykorzystująca zmysł węchu (aktywności z matą węchową, zabawkami na inteligencję, szukanie ukrytego jedzenia) od noseworku, czyli szukanie konkretnych zapachów oraz mantrailingu - tropienie po śladzie, mimo, że te dwie ostatnie to też praca węchowa, praca nosem. </p>

<p><img src="http://psowaty.blog/content/images/2019/10/IMG_20190511_153830.jpg" alt="Nosework - dla kogo i po co?"></p>

<p><strong>Szkoły nosworkowe</strong></p>

<p>Dla wytrwałych i ciekawych na sam koniec zostawiłam informacje o dwóch instytuacjach zajmujących się promocją  noseworku w Polsce.</p>

<p><a href="http://nosework-polska.pl/">Stowarzyszenie Nosework Polska</a> to pierwsza w Polsce szkoła, która sformułowała zasady noseworku jako dyscypliny sportowej. Psy pracują tutaj z wykorzystaniem olejków zapachowych – cynamonu, pomarańczy i goździka. Próbki są  wcześniej specjalnie przygotowane, nie kropimy pojemnika dla psa olejkiem, ale przygotowujemy patyczki nasączone zapachem w osobnych słoiczkach i dopiero taki patyczek trafia do pudełka na egzaminy czy zawody. Żeby psy mogły startować w zawodach muszą pozytywnie zaliczyć egzaminy z zapachów. Egzaminy mają trzy stopnie: pierwszy cynamon, drugi pomarańcza, trzeci goździk. Zdanie egzaminu z cynamonu już uprawnia do startu w zawodach klasy I.  Na ringu zostaje umieszczonych 12 kartonowych pudełek, 11 bez zapachu, 1 z zapachem. Pies ma wskazać pudełko z zapachem, a przewodnik zgłosić alarm, czyli powiedzieć, że pies znalazł zapach (na podstawie oznaczenia psa). Maksymalny czas na znalezienie zapachu to 3 minuty. Na zawodach można wystartować w kilku różnych kategoriach, a każda kategoria ma dodatkowo 3 klasy (1,2,3) według stopnia trudności.</p>

<p>Kategorie to:</p>

<ul>
<li>pojemniki</li>
<li>pomieszczenia</li>
<li>woda</li>
<li>pojazdy</li>
<li>obszar zewnętrzny (exterior)</li>
<li>master class</li>
</ul>

<p>Na początek najważniejszą informacją jest jednak to, że startuje się na pudełkach kartonowych, a zapachy są zapachami olejków naturalnych.</p>

<p><a href="http://polskaliganosework.pl/">Polska Liga Nosework</a> również pracuje na zapachach cynamonu, skórki pomarańczowej i goździka, ale tutaj używamy po prostu kuchennych przypraw – cynamon w kawałku, suszona skórka i goździk. Jest to sporym ułatwieniem jeśli chce się zacząć zabawę w szukanie zapachu. Do startów w zawodach pies również musi najpierw pozytywnie zdać testy z poszczególnych zapachów. Wyglądają one nieco inaczej. Pies ma do przeszukania 10 metalowych puszek o średnicy 10 cm, w jednej jest ukryta próbka, reszta jest pusta. Pies ma 2 minuty na wskazanie miejsca, gdzie jest zapach. Również tutaj mamy podział na klasy (0,1,2,3, senior), w klasie 0 używa się jednego zapachu, jest to cynamon. W klasie drugiej pies pracuje na dwóch zapachach - cynamon, skórka pomarańczowa. Dopiero od 2 klasy używa się wszystkich trzech zapachów.</p>

<p>Kategorie Polskiej Ligi Nosework to:</p>

<ul>
<li>pojazdy</li>
<li>pomieszczenia</li>
<li>teren</li>
<li>przedmioty</li>
</ul>

<p>Po szczegółowe informacje, warto zajrzeć na strony Stowarzyszenia Nosework Polska i Polskiej Ligii Nosework, gdzie dostępne są szczegółowe regulaminy zawodów, wieku psów, zasad organizacji ringu, przyznawanych tytułów i awansów do kolejnych klas.</p>

<p>Konsultacja merytoryczna tekstu dzięki wspaniałym osobom, z którymi miałam okazję pracować:</p>

<ul>
<li>Aleksandra Andrzejewska, instruktorka Stowarzyszenia Nosework Polska, prowadzi zajęcia w <a href="http://www.canid.pl/nosework-i-online.html">Centrum Kynologicznym Canid</a></li>
<li>Klaudia Klekota, instruktorka Polskiej Ligii Nosework, prowadzi zajęcia w szkole <a href="https://www.facebook.com/Lets-sniff-2256179348038251/">Let's Sniff</a></li>
</ul>]]></content:encoded></item></channel></rss>