Będzie dziś bardzo dużo o FurkidZ, bo zdecydowanie zdominowali naszą psią szafę.

Przygoda zaczęła się od pasa samochodowego „Trixie”. Podczas powrotu z pierwszego zjazdu trenerskiego, Haker z nudów go ciamkał, czego nie zauważyłam aż do momentu otwarcia drzwi przed domem, gdy pies radośnie sobie wyskoczył z kawałkiem paska zwisającym z szelek. Potrzebowałam więc pilnie pasów samochodowych, prawda?

„FurkidZ” kusił mnie nazwą, gdy gdzieś coś o nich czytałam, a do tego lubię hendmejdy. Podoba mi się, jak ktoś realizuje swoje pomysły i szyje, maluje, tworzy. Dlaczego akurat FurkidZ, skoro tych psich hendmejdów jest całe mnóstwo? Owszem, przyznaję, przeglądałam też inne sklepy, ale ten „kupił mnie” bogatym wyborem wzorów i fajną nawigacją w sklepie. System gwiazdek przy różnych seriach sprawdza się doskonale. Opisy są bardzo czytelne. Nic wcześniej od nich nie miałam i po złożeniu zamówienie ogarnęła mnie lekka panika, a co jak to będzie do bani. Na szczęście nie było, od razu przepięliśmy adresówkę na nową obrożę. Oprócz dwóch pasów samochodowych kupiłam smycz i obrożę oraz saszetkę na smakołyki. Co mogę powiedzieć o tych produktach?

  1. Pasy samochodowe wybraliśmy w rozmiarze L, czyli szerokość taśmy 2,5 cm, a długość 50-80 cm. Pasy można kupić w kolorze czarnym (bez dopłaty) lub wybrać jedno z obszyć. Przyznam, że nie mogłam się powstrzymać i zaszalałam kupując pas w czaszki i motylki. Tłumaczyłam to sobie, że przydadzą się dwa na wypadek kolejnego gryzienia. Kolejny zjazd i jazdę samochodem szelki przeżyły nieruszone. Haker niestety zainteresował się pasami w samochodzie i postrzępił środkowy pas. Tyle szczęścia, że zrobił to w moim Hyundaiu i10, gdzie piąta osoba i tak nie ma szans usiąść. Muszę jednak pamiętać o dawaniu mu jakiegoś gryzaka na przyszłość.

  2. Obrożę FurkidZ zakupiłam z serii „Workout” – wytrzymałej i brudoodpornej ale niezbyt miękkiej. Faktycznie obroża (i pasująca do niej smycz) jest sztywna. Haker ma taką ilość futra, że raczej mu ona nie przeszkadza, ale jeśli będę potrzebować kolejnej, to spróbuję z serią „Active+”, która jest podobno bardziej miękka. Nie wiem czy faktycznie, bo obszycie „Comfort”, określone jako najbardziej miękkie, mamy w pasach samochodowych i nadal nie nazwałabym ich miękkimi. Zdecydowanie jednak przyjemniej się je trzyma niż „Workout”. Za to faktycznie obroża jest brudoodporna i przeżyła ćwiczenia w ujeżdżalni i nieplanowaną kąpiel w błocie. Obrożę mamy z taśmy szerokiej na 2,5 cm, na obwód szyi 50-60 cm i mamy w niej jeszcze zapas. Wybraliśmy też po zastanowieniu zatrzask plastikowy, Kusił mnie półzacisk ale Haker bardzo nie lubi przeciągania szelek przez głowę, więc uznałam, że zaoszczędzę mu tego i wezmę obrożę zapinaną. Trochę obawiałam się o jakość plastikowej klamry, ale jest ona bardzo porządna. Wybrany przez nas wzór to „Walk with Me!”, czyli malutkie łapki (z daleka wyglądają jak kwiatki). Żałuję trochę, że nie pomyślałam o dopytaniu, czy możliwe jest doszycie wyhaftowanego imienia. Oprócz naszego zapięcia można wybrać też obrożę klamrą metalową, półzaciskową, z łańcuszkiem i martingale.

    W tle Hyundai i10 z pogryzionym środkowym pasem.

  3. Przepinana smycz również o szerokości 2,5 cm i długości 210 cm kupiona została z myślą o zjeździe trenerskim. Mieliśmy ze sobą zabrać smycz długości min. 200 cm właśnie, a ja odkryłam, że nasza Nobby jest krótsza. Pierwszy zjazd odbył się z nią, ale miałam już planach zakup dłuższej. A skoro i tak trzeba już było kupić pasy samochodowe do do zamówienia w FurkidZ dorzuciłam i smycz z tej samej serii i obszycia, co obroża. Wzorem obszyta jest rączka i kawałek smyczy koło karabińczyka, można jednak zamówić obszycie na całą długość smyczy. Smycz ma bardzo porządne, ale też cięższe karabińczyki. Przy mniejszym psie warto kupić węższą smycz. Obszycie, podobnie jak przy obroży, jest raczej sztywne, za to nieobszyta taśma jest bardzo miękka i śliska. Jak dla mnie nawet troszkę zbyt śliska (podobny rodzaj jak w pasie samochodowym), mam wrażenie, że wysunie mi się z ręki. Plusem jest jednak to, że nie pokaleczy mi rąk, gdy pies wyrwie się naprzód. FurkidZ oferuje smycze przepinane długości 210 i 300 cm oraz szerokości 1,5-2,5 cm. W przypadku smyczy nieprzepinanych długości jest więcej – już od 110 cm. Smycz też nie była oszczędzana, zdążyła zmoknąć, wybrudzić się błocie, piachu, zaliczyć pierwsze ręczne pranie. Po tych przygodach wygląda jak nowa i wydaje mi się, że obszycie nieco zmiękło.

  4. Ostatnim już nabytkiem z FurkidZ była saszetka na smakołyki. Dotąd używałam nereczki z Decathlona, która spełniała całkiem nieźle swoje zadanie, dopóki nie wymyśliłam, że mogę wrzucać też do niej inne rzeczy niż karmę. Skończyłam z dokumentami upaćkanymi karmą, szynką, kluczykami do auta oblepionymi serem, a szukanie nagrody zaczęło trwać dość długo. Podpatrzyłam u innych trenujących woreczek doczepiany do nerki i taki też zamówiłam. Nazywa się „SnackFur®” MAXI i do kompletu też jest w psie łapki – do wyboru są wszystkie obszycia z serii „Comfort”. W środku obszyta jest nieprzemakalnym materiałem, więc nie straszne są półwilgotne i mięsne smaczki.

Wkrótce po moim zamówieniu, FukidZ wprowadziło saszetki typu nerka. Troszkę żałowałam, że nie było ich wcześniej, bo pewnie z rozpędu też bym ją kupiła. Być może kiedyś dołączy do naszego kompletu. A na razie FurkidZ towarzyszył nam też na egzaminie trenerskim, a wcześniej na kursie. Psie łapki budziły zainteresowanie. No i zdaliśmy. ;)